Titanic

 

Oglądałam wczoraj ( przyznam się, że po raz pierwszy) film Titanic. Nie wiem jak to się stało, że do tej pory ten film jakoś przemijał obok mnie, może dlatego, że podświadomie bałam się stresów, które przy oglądaniu filmów katastroficznych zawsze mnie nachodzą.
Ale wczoraj natrafiłam na II gą część tego filmu ( tą właśnie pokazującą już samą katastrofę) i z zaciekawieniem zaczęłam oglądać. Potem poszukałam w internecie I szą cześć tego filmu i w ten sposób, trochę w  pokrętnej kolejności  obejrzałam całą historię romansu pięknej, młodej dziewczyny i młodzieńca, który wywodził się z całkiem innej klasy społecznej, jednak połączyła ich wielka i prawdziwa miłość na zawsze, chociaż tak krótko przecież trwała.
Cały film bardzo mnie poruszył, straszne były te momenty gdy ludzie walczyli  ze strasznym żywiołem o swoje życie, pokazywana ta walka była nie tylko przez pryzmat  głównych bohaterów, ale i przez osoby w różnym wieku, różnym spojrzeniu na świat, a jednak tak wszyscy w godzinie niebezpieczeństwa byli do siebie podobni, każdy chciał się uratować, każdy chciał żyć.

Dla mnie  szczególne wymowne było kilka scen.
Pierwsza oczywiście ta otulona piosenką Celine Dion na dziobie Titanica, gdy para z rozpostartymi ramionami upajała się wielkością i wspaniałością otaczającego ich bezkresu i poczuciem wolności i miłości która w nich tkwi, pięknie uwieczniona przez reżysera, wzbudza w człowieku najwspanialsze wspomnienia, najwspanialsze marzenia, wyciąga z najbardziej tajnych zakamarków człowieka to, co w nim tkwi, czasami specjalnie skrywane i przed obcymi i  nawet przed samym sobą.
Bardzo przejmująca była scena, gdy Rose uświadomiła sobie, że jej ukochany nie żyje i musi z nim się pożegnać na zawsze, jednak równocześnie spełnić jego życzenie, by ona uczyniła wszystko, aby nie poddawać się i  przeżyć tą katastrofę i dożyć późnych lat swojego życia.
Ta jego prośba jest przez Rose spełniona, to ona właśnie na tym okręcie badającym historię Titanica  wiele, wiele lat później opowiada wszystkie swoje wspomnienia z tych tragicznych kilku godzin. Tam też zdradza tajemnicę brylantu zwanego Perła oceanu, który został podarowany jej przez wybranego dla niej przez mamę narzeczonego, a następnie  podstępnie oskarżonego o jego kradzież przez jej ukochanego Jacka Dawsona, którego właśnie  poznała na statku.
Okazało się, że ten brylant przez różne zawieruchy podczas katastrofy wciąż jeszcze tkwił w jej ręce i jakże wymowna jest scena, gdy stara już Rose jak kiedyś staje na rufie statku, wychyla się i wrzuca do morza ten znienawidzony przez siebie naszyjnik, jakby zamykając za sobą całą tą historię jej miłości, jej życia.
No i chyba najpiękniejsza i najbardziej wymowna scena kończąca film, Rose  po opowiedzeniu swojej historii życia zasłuchanym w jej słowa młodym ludziom umiera na tym statku, pięknie pokazane jest przejście z fazy życia, poprzez tunel oceanu do krainy wiecznej młodości i  wiecznego życia – znów znajduje się na pokładzie Titanica, gdzie wszyscy czekają na jej przybycie, wchodzi przez drzwi do holu, a na szczycie schodów stoi jej ukochany Jack, który  podaje jej rękę, całują się  i znów obydwoje stają się piękni, młodzi i bardzo szczęśliwi.
Jest to dla nas przesłanie: nie martw się, po śmierci zawsze jest ktoś, kto Ciebie kocha i na Ciebie czeka. Bo  prawdziwa miłość trwa przecież wiecznie.

Znalazłam jeszcze w internecie film Titanic II opowiadającym o podróży w 100 lecie tamtej katastrofy na statku podobnym jak poprzedni, i tez ulegającym katastrofie po spotkaniu z góra lodową. Przyznam, nie zdążyłam go w całości oglądnąć ( niestety pora była bardzo późna i sen mnie zmorzył) może jeszcze go  nawet oglądnę, ale jednak zawsze taki swojego rodzaju plagiat o wiele mniej jest ciekawy niż pierwowzór, czuć w nim tą sztuczność, chociaż nie wiem jakby reżyser się starał zrobić z niego pierwszorzędny film.

Życzę miłej i słonecznej soboty, u nas przez moment była całkiem spora ulewa, co przy świecącym pod czas niej słonku nieco dziwnie wyglądało
Ale jednak co by nie mówić upal nieco zelżał. I bardzo dobrze!!