TRZECH KRÓLI

K +M+B

KACPER+MELCHIOR + BALTAZAR

 

 

Mędrcy świata, monarchowie,
Gdzie spiesznie dążycie?
Powiedzcie nam trzej królowie,
Chcecie widzieć Dziecię?
Ono w żłobie nie ma tronu
I berła nie dzierży,
A proroctwo Jego zgonu
Już się w świecie szerzy.

Dzisiaj przedostatni akcent Świąt Bożego Narodzenia ( ostatnim takim  będzie  Dzień Matki Boskiej Gromnicznej 2 lutego) święto Trzech Króli.
W większych miastach wyruszają dzisiaj kolorowe  orszaki, które  ulicami będą prowadzone przez postacie Trzech Króli.
W Krakowie taki orszak wyrusza z trzech różnych miejsc, jeden z nich, tzw. azjatycki wyrusza z sąsiedniej mojej ulicy, by dojść do Rynku Głównego, aby spotkać się z dwoma innymi orszakami tzw europejskim, który wyrusza spod Wawelu i z placu Matejki tzw afrykański, aby spotkać się przed stajenką na Rynku gł. Piękna uroczystość. Nawet pogoda jakby nieco się uspakaja, aby wszyscy godnie mogli oddać dzisiaj  pokłon Nowo narodzonemu.

A w religii prawosławnej i grecko katolickiej dzisiaj obchodzony jest Soczelnik, czyli Wigilia  prawosławnych Świąt Bożego Narodzenia, obchodzonego 13 dni po naszych świętach. Różnica wynika z tego, że my obchodzimy św wg kalendarza gregoriańskiego, oni wg kalendarza juliańskiego.
Dzisiaj wieczorem po całodziennym bardzo ścisłym poście ( nie wolno nic wcześniej jeść, ani przyjmować żadnych napojów ) będą dzielić się Prosforą, czyli ichniejszym rodzajem opłatka i zasiądą do wigilijnego rodzinnego stołu, gdzie głównym daniem, od którego zaczynają wieczerzę,  będzie kutia.
Po Wigilii wszyscy idą na  całonocne modły do cerkwi, a potem już przez trzy dni ( czyli dłużej, niż u nas) świętują  to radosne Boże Narodzenie.
Wszystkiego najlepszego składam wszystkim tym, którzy cieszą się dzisiaj z okazji swoich Świąt.

Pewnie tam gdzieś w środku duszy zazdroszczę prawosławnym, że te piękne rodzinne święta mają jeszcze przed sobą, chociaż też i przyznam, że ani ten długi post przed Wigilią, ani te całonocne modły nie bardzo pewnie przypadły by mi do gustu.

Wracając do naszego święta, przypominam sobie, że akurat w dniu 6 stycznia wiele, wiele lat temu byłam wraz z Tatą i jego drugą żoną w Paryżu, gdzie zostaliśmy zaproszeni przez znajomych Taty na rodzinną kolację. Po kolacji podano tradycyjny placek Trzech króli,  ubrany papierową złotą koroną, a w  środku tego placka umieszczony był jeden migdał. Ten kto w swojej porcji otrzymał ukryty migdał został królem wieczoru i ubierał koronę na głowę. Ten znaleziony migdał zwiastował dla osoby, która go znalazła szczęście i dobrobyt przez resztę życia.
Nie muszę chyba dodawać, że to ja znalazłam wtedy ten migdał, czyżby był to dla mnie wtedy taka mała przepowiednia ???( wtajemniczeni wiedzą o co chodzi).
W każdym razie był to dla mnie bardzo magiczny wieczór.
Dzisiaj nie będę już zajadała migdałów ( ten jeden mi całkowicie wystarcza), ale na pewno będę wspominała ten miły czas, gdy byłam jeszcze taka młoda……

Miłego świętowania