Dzisiaj jeden z takich łóżkowych, czy jakby kto wolał napisać barowych dni. Niby zimna nie ma, jest chłodno, tylko okropnie ponuro i deszczowo.
Spałam i spałam, nawet trudno obudzić mi się było, tym bardziej, że dzisiaj w śnie odwiedziła mnie nie żyjąca już moja przyjaciółka Majka.
Była taka uśmiechnięta, szczęśliwa…. to był bardo miły sen.
No więc właśnie, znów występują ulewy, i to takie jakby ktoś z nieba ścianę deszczu puścił, to jakaś pogodowa anomalia, a może rzeczywiście to już są oznaki potopu, podobnego do tego biblijnego??? Może pora się opamiętać w tych złościach, nienawiściach i kłótniach? Tylko, że każdy widzi w czyimś oku źdźbło, ale w swoim nawet tej przysłowiowej belki nie zobaczy. Pst, to nie jest ( a może właśnie jest) polityczny przytyk, tak i niestety w naszym normalnych rodzinnych i i przyjacielskich kręgach bywa……
Ponieważ dzisiaj bardzo późno wstałam mój blog jest króciutki, omalże wzmianka tylko, kiedyś tam się poprawię.
No i jeszcze jedno, miesiąc maj już pomału dobiega końca, za niedługo dzieciaki znów będą miały wakacje, oby słoneczne.
U nas w domu już letnie wojaże planują……….
A ja pewno znów przed komputerowym ekranem śledzić będę polskie plaże, dmuchając świeżym wicherkiem z wiatraczka prosto w plecy. Ot, taka wakacyjna namiastka, tylko, że kąpać będę się mogła wyłącznie pod prysznicem…..
Miłego dnia.
