Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrraauuuu

Dzisiaj obchodzimy   ŚWIATOWY DZIEŃ KOTA

Co prawda ten, kto mnie zna wie, że preferuję psy, ale z kolei te koty, które znałam, lub nadal znam też były bardzo milutkie.
To tylko kwestia gustu.
Nigdy nie zapomnę kota z Ciechocinka, gdzie  ongiś byłam na kuracji sanatoryjnej.
Mieszkający tam kot był na wpół dziki, ale bardzo przyzwyczaił się, że kuracjusze go karmili i zawsze na jakieś smakołyki do nas na taras przychodził.
Pewnego razu wróciłam z jakąś przekąską dla kici ( a czarny był jak smoła), ale kota nigdzie nie było widać.
Więc zawołałam głośno : kiciu, gdzie jesteś i po chwili  za moimi plecami usłyszałam głośne, zdecydowane  pojedyncze MIAU!
Tak jakby chciał powiedzieć, tu jestem, tuż za twoimi plecami, czekałem na ciebie, co masz dla mnie pysznego?
Oczywiście, koty też są fajne, lubią się przytulać, ale tylko wtedy, gdy to one na to mają ochotę, inaczej potrafią pokazać swoje pazurki.
Wiele tych miłych kotków wspominam, chociaż niektóre z nich wiedzione instynktem łowieckim, lub samczym  traciły swój krótki żywot pod kołami na modlnickiej szosie. Żal mi ich potem było ogromnie, ale nic na to poradzić nie można było, kot przez płot i dziurę przelezie, nie upilnujesz go za nic.
Głaszczę więc dzisiaj  „imieninowo” wszystkie kotki i życzę im bezpiecznych i  udanych kocich podbojów – marzec , koci miesiąc już za pasem  i fajnych i obfitych połowów.

Znów miałam tej nocy kłopoty ze snem, spałam od godziny pierwszej  w nocy do godziny czwartej rano, potem sen prysnął niczym mydlana bańka.
No to oglądałam sobie na necie film „Wesele w Sorrento”, taka bardzo miła, romantyczna komedia w doskonałej oprawie. A widoki z Włoch zapierają wprost dech w piersiach, to złote, piaszczyste  wybrzeże, lazurowe morze i piękna soczysta zieleń drzew i wszelakiej roślinności. I te rosnące na drzewach cytryny i pomarańcze, które są tam po prostu na wyciągnięcie ręki.

Wczoraj znów miałam dzień wspomnieniowy. Opowiadałam Dianie o wspaniałych balach i rautach, którzy moi rodzice wyprawiali w Zakładzie Rentgena, który jest w tej samej kamienicy, gdzie mieszkamy.
Trzy gabinety przygotowane były dla gości, którzy przepięknie ubrani: panie w krynolinach, przystrojone kosztownościami i panowie w smokingach, ich właśnie  gościli  moi rodzice na salonach.
Oczywiście były wspaniałe srebrne półmiski z różnego rodzaju mięsiwami, sałatki, owoce, czyli stoły były bardzo bogato zastawione, a wszystkich gości obsługiwali kelnerzy w pięknych frakach, lśniących białością koszulach i oczywiście obowiązkowo z białymi muchami, a przez ich rękę przewieszone były białe  jak kreda serwety. Kelnerzy z wielką gracją podawali różne napoje alkoholowe, sprawnie  zmieniali talerze i  po przystawkach podawali pieczyste , a potem przeróżne wymyślne desery.
Oczywiście muzyka uwieczniała te bale, a w ich takt panowie i panie wirowali w rytmie  walca  i innych modnych wtedy tańców.
Takie bale trwały do bardzo późnych godzin nocnych. Ja jako dziecko byłam tylko obecna tam zawsze przez bardzo krótki czas, dosłownie kilkanaście minut, rodzice sprowadzali mnie na dół do Rentgena, oczywiście pięknie ubraną, abym zobaczyła, jak wyglądają przybrane sale i abym  przywitała się z  gośćmi, potem byłam odprowadzana już na górę do naszego mieszkania, bowiem dzieci nie mogły brać udziału w takich balach. To było dozwolone tylko dla osób dorosłych.

Kiedyś już wspominałam o tym w moim blogu, ale przypomnę, że żadne domowe przyjęcia, obojętnie, czy to były święta, czy imieniny rodziców, nigdy  nie odbywały się w towarzystwie dzieci. W tym dniu wszystkie dzieci, a więc kuzynki, kuzyni i ja mieliśmy swój dziecinny stół w drugim pokoju, który zawsze był podobnie zaopatrywany jak stół starszych (no oczywiście z wyjątkiem alkoholu), co chwilę rodzice albo któraś ciocia zaglądała , czy czegoś nam nie brakuje, ale nigdy nie uczestniczyliśmy w rozmowach starszych przy stole, albowiem według rodziców, nie wszystkie rozmowy były dostępne dla dziecinnych uszów.
Po prostu byliśmy inaczej wychowywani niż dzisiejsze dzieci i dzisiejsza młodzież i pewnie miało to swój sens, ale nie mnie o tym decydować.
Dlatego i w takich wspaniałych przyjęciach w Rentgenie też jako dziecko brać udziału nie mogłam.

Główna sala balowa była w pięknie przystrojonej olbrzymiej poczekalni, w której pomiędzy dwoma oknami stało olbrzymie lustro a na szafkach obok stały wspaniale  mosiężne kandelabry ze świecami, tworzyło to  romantyczny nastrój balu, płomienie świec odbijały się w lustrze, dodając uroku i tak odświętnie wyglądającej  sali.
Stoły dla gości  porozstawiane były w następnych dwóch pokojach, tam ucztowano, a na tańce wszyscy przechodzili do sali z kandelabrami.

Ciekawe, że w tej samej poczekalni odbywały się wiele lat później inne zabawy, na przykład ja, jako już dorosła młodzież urządzałam tam z różnych okazji prywatki. I znów lustro przystrojone były tymi samymi kandelabrami, tylko wystrój i nastrój panujący w tym pomieszczeniu były już całkiem inne, bardziej nowocześnie. W tejże samej sali wszystkie przyjęcia urządzali moja bratowa i mój brat, podczas gdy już w tym mieszkaniu mieszkali. I te przyjęcia też były huczne i bardzo eleganckie, chociaż nie było już kelnerów w czarnych smokingach…..

Wiele mam jeszcze takich fajnych wspomnień z lat mojego dzieciństwa i lat młodzieńczych, może jeszcze kiedyś w swoim blogu o nich wspomnę, ale już nie dzisiaj, bowiem idę na poranną zmianę, to raz, a po drugie nie mogę wszystkich zanudzać swoimi przydługimi opowiastkami, szybko zniechęciłabym swoich czytelników :-)

Cieszę się Ulu, że Twoja  Magda i jej rodzinka zadowolona jest z tego zimowego wyjazdu do Istebnej, to przecież przepiękna okolica, życzę im wspaniałych ferii, pełnych śniegu i innych wyjazdowych radości, aby zdrowi, pełni zapału powrócili potem  do codziennych obowiązków. Bo taki zastrzyk świeżego, górskiego  powietrza świetnie im na pewno zrobi. Tobie zresztą też łyk wiejskiego powietrza pozwoli odpocząć od miastowego kurzu i hałasu.
Więc Tobie wraz z czworonogiem życzę miłego pobytu na wsi.

Dzisiaj ostatki, ostatni raz  jemy słodkie  pyszności, pączki i faworki, jutro już Środa Popielcowa, czas posypania popiołem naszych głów, a potem już przed nami czterdziestodniowy post i oczekiwanie na Wielkanocne Święta.
No to miłych ostatków i miłego wtorku.