zimowe słoneczko

Zimowe słoneczko tak pięknie dzisiaj od samiutkiego ranka grzeje. Aż nie chce się wierzyć, że złe prognozy ktoś na ten weekend przepowiadał.
Może gdzieś tam w Polsce i jest brzydko, u nas w Małopolsce jest ślicznie.
Otwarłam sobie na oścież okno, żeby te domowe ” kurze” przegonić ( oczywiście odkurzacza i szmatki do kurzów  używałam również)  i tak sobie chwilkę posiedzę przy tym świeżym krakowskim powietrzu.
W dodatku dzisiaj porządnie nareszcie się wyspałam, może i dlatego mam dobry humorek?

Podobno zima jest jak kobieta: pięknie wygląda na zdjęciach, ale w rzeczywistości wkurza już od samego rana.
Ta dzisiejsza zima mnie wcale, a wcale nie wkurza, więc takie wstawki – humorki dzisiaj wtrącam :
– Słyszałem w radiu, że jutro ma być 2 razy zimniej niż dzisiaj. Nie mogę się już doczekać, co z tego wyniknie. Dziś jest 0 stopni…

– Stary, Ty wiesz że Eskimosi mają ponad sto słów na określenie śniegu?
– Eee, ja to mam nawet więcej jak rano śpiesząc się do pracy samochód
odśnieżam 🙂

– Sekretarka mówi do zapracowanego biznesmena:
– Panie prezesie, zima przyszła!
– Nie mam teraz czasu, powiedz jej żeby przyszła jutro! A najlepiej niech wcześniej zadzwoni, to umówisz ją na konkretną godzinę.

No właśnie, może zima by mogła zatelefonować i umówić się na konkretny termin? Na przykład na grudzień 2015r.

Miłej i słonecznej soboty, dnie już są coraz dłuższe…..

Dobry kawał na rozpoczęcie weekendu

 

 

 

– Wiesław, coś taki markotny?
– Nie wiesz?! Benek nie żyje!
– No coś ty?! Jak to?!
– Wrócił przedwczoraj do domu, wypił, położył się do łóżka, zapalił
szluga, pościel się zajęła;
– I spalił się?!
– Nie. Zdążył okno otworzyć i wyskoczyć.
– I połamał się na śmierć?
– Nie. Straż wezwał. Strażacy rozciągnęli takie koło z gumy i tam skoczył.
– Pękło?
– Nie. Jakoś tak się od tego odbił i z powrotem wskoczył do chałupy.
– I się spalił.
– Nie! Odbił się od framugi i spadł.
– Rozbijając się?
– Otóż nie! Stał tam wóz strażacki. Z plandeką. Trafił w to, odbił się i
znowu wskoczył do okna.
– Zginął?
– Nie. Spadł, odbił się znów od tej gumy i wleciał do mieszkania!
– O rzesz ja pie*dole! To jak ten Benek zginął?!
– Zastrzelili go, bo ich zaczął wku*wiać.


Bo dzisiaj piątek, piąteczek, piątunio, jak mawia nasz jas. A ja na weekend będę musiała poczekać gdzieś do 17.30 i …… Hulaj dusza, piekła nie ma.
Wcześniej będę pracowała, mam nadzieję, że skaner do zdjęć nie będzie mi płatał takich figli, jak wczoraj.

Może ktoś mi wytłumaczy, dlaczego Kościół i prawica tak jednogłośnie są przeciwko ustawie przeciw przemocy. Chyba czegoś nie rozumiem, co ta ustawa ma wspólnego z gender, głównego wroga, a tak po prawdzie głównego atrybutu walki Kościoła z rządem i resztą Polski, no oczywiście wyłączając prawicę.
Czyli Kościół uważa, że gdy się baby nie bije, to jej wątroba nie gnije?, Dziwne, że to właśnie katolicy uznają, że przemoc nie jest zła.
Może sami powinni odpowiednie po łbach dostać, aby zrozumieć, co to jest ból, upokorzenie, strach……
A co do tego gender, to niektóre panie, np pani posłanka Wróbel powinni pooglądać stare fotografie, na których mogliby dostrzec, ze dawniej mali chłopcy ubierani byli w sukienki i nikt wtedy temu się nie dziwił. Sama mam takie zdjęcia moich Wujków z lat dziecinnych i przyznać musiałam, że byli ubieranie skromnie, ale całkiem ładnie i jakoś nie widać, żeby jakikolwiek chłopak płakał, że nie nosi spodni. pewnie, nie dotyczyło to już młodzieniaszków, oni ubierani byli już normalnie, zgodnie z płcią. Nie rozumiem skąd taka nagonka na ten rzekomy gender się znalazł. Wydaje mi się, że Kościół stanowczo powinien się poważniejszymi problemami, a może jestem w błędzie?
Bo na dziwactwa prawicowego Pisu i Solidarnej Polski już rady nie ma, oni tak już mają. Łączą zjawisko przemocy  ze zwalczaniem tradycji i religii. To na czym w sumie ta tradycja i wiara polega? na laniu kobiet, bo zupa była za słona? Chyba mieszają się im wszystkie pojęcia.

 

Dzisiaj nasza wspaniała polska aktorka Danuta Szaflarska kończy 100 lat.
Pani Danuto! składam Pani dzisiaj najlepsze życzenia, wiele zdrowia i tej pogody ducha i uśmiechniętych oczu przez długie, długie lata.

A wszystkim życzę przyjemnego piątku.

troszkę politycznej paplaniny

 

Tak wracałam sobie z pracy wczoraj autobusem i rozmyślałam nad tym całym politycznym cyrkiem, który w Polsce się toczy.
W tej chwili mamy już sporo kandydatów na prezydenta RP, coraz bardziej dziwnych i coraz mniej znanych.
A co się będzie działo, gdy zacznie się kampania wyborcza do Sejmu i Senatu??? Wtedy dopiero zacznie się popłoch we wszystkich partiach.
Nie mam nic przeciwko tym młodym kandydatom, ale mam pewne spostrzeżenia.
Zastanawiałam się, jaki jest sens rozpoczynania kariery politycznej tej młodzieży, skoro z góry wiadomo, że nie mają najmniejszych szans w swoich rodzimych partiach, są tylko pionkami rozstawianymi na szachownicy, które będą i tak przeznaczone do odejścia do niebytu. Na razie służą tylko jako ładne buzie na pokaz, ale to chyba jednak jest stanowczo za mało na jakieś dobre wyborcze wyniki.
I tu mam pewną propozycję, właśnie dla młodych, prężnych, rzeczywiście chcących cokolwiek dobrego dla Polski zrobić.
Powinni oni wszyscy opuścić dotychczasowe partie, w których i tak nie mają nic do gadania, dobrać do nich innych chętnych do wspólnej pracy i utworzyć całkiem nowa partię, niech to nawet nazywa się Partia Młodych. Przecież mamy w Polsce tylu  młodych, zdolnych  ludzi, kobiet i mężczyzn, kończących politologię, studia menadżerskie, ekonomię, socjologię, rolnictwo  i wiele innych ważnych dziedzin życia, wystarczy, że ze swojego grona wydzielą mądrego  lidera i  z nim wspólnie ułożą całkiem nowy program wyborczy, inny  od dotychczasowych, już obłożonych błędami dotychczasowego rządzenia. Niech jasno wytoczą w nim punkty, które chcą przeprowadzić, metody, w jaki sposób chcą to przeprowadzić, jednocześnie zastrzegając, że to nie kwestie finansowe pchają ich do wyborów, tylko rzeczywista chęć naprawy sytuacji w Polsce.
Nasza przyszłość w rękach młodych, ale nie mogą być oni  skalani żadnymi ideami dotychczasowych partii PO, PIS, PSL, TWÓJ RUCH, SLD, czy jeszcze innych..
Muszą mieć swoje własne idee, klarowne  demokratyczne i sensowne.
Ręczę, że wzrosło by w Polsce  zainteresowanie taką partią i kto wie, czy może nie te, ale przyszłe wybory już wygraliby z olbrzymim poparciem.
Polacy duszą się marazmem, który obległ nasz kraj, już żadna partia, prócz swoich stałych, ale nielicznych sympatyków nie cieszy się nie tylko wielkim poparciem, ale i brak do nich zaufania gwałtownie wzrasta, obojętnie, czy to jest lewica, centrum, czy prawica, a nawet radykalna prawica.
Stąd mój apel : Młodzi do roboty, stwórzcie Polskę od nowa tak, żeby w niej wszyscy czuli się potrzebni, bezpieczni i szczęśliwi.
Zaręczam, że gdy taka Partia Młodych powstanie, sama będę ją popierała i na nią głosowała.
Wiem, nie jest to proste, ale możliwe!!!
Najwyższa pora by ktoś o tym serio pomyślał, bo te wszystkie  dotychczasowe partie już nam się zdecydowanie przejadły. Dosyć zeskorupiałej Polski, potrzebujemy państwa nowoczesnego, z nowymi pomysłami na przyszłość.

Dzisiaj są Urodziny mojego bratanka Łukasza. 100 LAT Łukasz zdrowia i wielu zdobytych nowych górskich szczytów

A  co jeszcze z ciekawostek? Już od soboty goni sobie po krakowskich ulicach łoś. Nikt nie wie skąd przyszedł, a co najgorsze nikt nie wie, jak go skutecznie złapać.
Straż miejska już niejednokrotnie organizowała  na niego nagonkę, jak dotąd bezskutecznie. Jest w planie zagonić go w założone sieci, dać mu zastrzyk usypiający, a następnie odtransportować go do  lasu, gdzie mają go wypościć na wolność. Ba, ale jak tego łosia zagonić w te sieci, skoro z niego taka spryciula?
Na razie albo spaceruje po jednej z głównych ulic Krakowa al 29 Listopada i jego przecznicach, ale widziano go też w Batowicach, a także na torach kolejowych
na Dworcu Głównym i właśnie na torach przy al 29 listopada, kierował się podobno w stronę Warszawy.
Czyżby chciał poprzeć rolników w proteście i brać udział w marszu gwiaździstym na Stolicę??
Tylko chyba jakoś kierunki mu się mylą i nie może odnaleźć odpowiedniej drogi.
Powinien poczekać na Pendolino i prosto za nim pobiec w jednym, słusznym kierunku 🙂

Dzisiaj kolejny słoneczny od czasu do czasu dzionek, aczkolwiek poranek jest nieco mroźny, na minusie.
Gorzej, że na weekend zapowiadają znaczne pogorszenie pogody, szczególnie znów bardzo dokuczać będą wiatry, zwłaszcza na północy kraju, gdzie mogą przekraczać nawet 100 km na godzinę. I pewnie znów te wichury nieźle narozrabiają, poniszczą dachy, drzewa, linie elektryczne…
Ale to dopiero ma nastąpić w sobotę, czy w niedzielę. Jeszcze mamy czas, aby odpowiednio się na to przygotować.
Póki co miłego czwartku życzę.

Róża


Ta przepiękna róża czekała na Ciebie Ulu cały tydzień. Gdy ostatnio napisałaś, że tak pięknej, jak ta poprzednia jeszcze nie miałaś od razu poszukałam sobie jej następczynię i odnalazłam tą biało – czerwoną. Cały tydzień dbałam, pielęgnowałam ją, żeby nic złego jej się u mnie nie stało i żebyś taką piękną i świeżą dostała właśnie dzisiaj. Prawda, że jest nie tuzinkowa? No i taka polska, biało – czerwona, jak nasza flaga. Tak po prawdzie to ona jest pąsowo – biała, ale na prawdę jest prześliczna.
Pamiętasz? kiedyś była taka książka, a potem film „Godzina pąsowej róży” – uwielbiałam tą książkę ( film też), bo dziewczyna za pomocą właśnie takiej róży przeniosła się do swojego rodzinnego domu około wiek w tył i miała mnóstwo z tym kłopotów, bo tylko ona miała świadomość cofnięcia się w czasie, a wszyscy domownicy umiejscowieni w swojej starej epoce traktowali  zachowanie Ani jako jej dziwactwa. Obawiam się, że każdemu z nas trudno było by się poruszać w całkiem innym, nie znanym nam świecie, obojętnie, czy byłaby to przeszłość, albo przyszłość. A szczególnie wtedy, gdy nagle wyląduje się w czasach, gdy panowały sztywne konwenanse. Ale tak patrząc z pewnego dystansu i tamte czasy były pełne uroku, romantyczne, kobiety zawsze stawiane były na piedestale, nikt nigdzie się nie spieszył, a w domach panowała miłość, dystans i szacunek do rodziców. No i te stroje: te krynoliny, szerokie u dołu szeleszczące suknie i obowiązkowo noszone gorsety, które pewnie uwierały i nieco przeszkadzały, ale wtedy nie wypadało nie tylko głośno narzekać, ale nawet i myśleć, że taki ciasny gorset to tylko utrudnienie w codziennym życiu. No i te wspaniałe kapelusze z falbankami i obowiązkowo śliczna, koronkowa parasolka w ręku, a obok kroczył wspaniały,  elegancki mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze o nieco przedłużonym stanie, z muszką pod szyją i długim białym szalem i obowiązkowo z długimi, wspaniale zadbanymi wąsami, czasami z długą i zadbaną brodą i bokobrodami a na  głowie obowiązkowo nosił szapoklak.  Ach, gdzie te czasy?
Uleczko Kochana! Sama pewnie nieraz chciałabyś cofnąć czas, chociaż o to małe „troszkę”, niestety nie mamy takiego wehikułu czasu, ale te nasze środowe spotkania są w pewnym sensie cofaniem się do dobrych chwil wspólnie spędzonych w Krakowie, co prawda w ubiegłym wieku, ale jakże już nowoczesnym i innym, niż ten opisywany przeze mnie, och te  nasze spotkania, nie jednokrotnie obie  z wielkim sentymentem je wspominałyśmy.
A pamiętasz Ulu te nasze wspaniałe spotkania na Polchacie, w cudownym pokoiku 50+.?????? Ech to były czasy!!!
Nie ma już tego pokoiku, nie ma już Polchatu, a znajomi po rozpierzchali się gdzieś w świecie…..
Coś sentymentalna dzisiaj się zrobiłam, a wszystko za przyczyną tej przepięknej róży.
Całuski ze słonecznego i mroźnego  Krakowa Ci posyłam i chociaż wiem, że  często gościsz na mojej stronie , mówię, do spotkania w następną naszą środę, znów postaram się jakąś niespodziankę dla Ciebie przygotować. 🙂

 A teraz mam prośbę : Jeżeli ktoś czytał już blog Dawidka Spałka i ten blog polubił, proszę wysłać SMS na nr 7122 treść : C11296 (bez spacji)
Jego blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2014 Koszt jednego SMS to tylko 1.23zł, więc nie wiele, a jaką przyjemność rodzinie Spałków można sprawić.

  Oto link jego blogu http://dawidekspalek.com.pl
Z góry serdecznie dziękuję w swoim i w imieniu Dawidka i jego rodziny.
Na prawdę warto pomagać temu dzieciaczkowi.

A w Krakowie temperatura na minusie, nawet nie tak mocno, ale minus pięć jest. Wszystko przez tego  świstaka Phila!
Miłej środy.







 






 



rodzinne faux pa

BUKIET DLA  mgr. inż. JACKA K.

 

Wiadomość przyszła do mnie w momencie, gdy już miałam bloga na tamten dzień napisanego, a potem, czyli na następny dzień po prostu zapomniałam o  tym bardzo ważnym rodzinnym wydarzeniu.
Ale co się odwlecze, to nie uciecze.
Otóż wszem i wokoło biegnę poinformować, że mamy w Rodzinie Następnego Magistra Inżyniera Jacka – męża Magdy.
Jest to bardzo ważna i radosna wiadomość, albowiem jest to uwieńczenie przez naszego Jacka pięciu lat ciężkiej nauki i zarazem zawodowej  pracy od świtu, omalże do nocy.
Myślę, że Babcia Irenka i Dziadek Jacek są dumni ze swojego syna, który musiał wiele trudności pokonać i mimo ciężkiej pracy, tak pięknie ten magisterski egzamin z wyróżnieniem obronił.
Pewnie i mały Jaś też jest dumny ze swojego Taty i na pewno też będzie chciał  w przyszłości iść w jego ślady.
Ja też dołączam się do gratulacji i mam nadzieję, że w najbliższym czasie wszyscy razem, rodzinnie, będziemy oblewali ten ważny etap życia Jacka.

Ale sobie wczoraj w pracy popiłam!.Nie, to nie było ani piwo, ani wódka, ani wino, to był po prostu….baryt (siarczan baru), służący do kontrastowania przewodu pokarmowego przy badaniach rtg.
A dlaczego zamiast pacjenta  ja sobie go popiłam? Po prostu przygotowałam dwa kubki, jeden z barytem (  dokładnie  z siarczanem barytu) dla pacjentki, drugi z wodą do popicia dla mnie, ponieważ przy włączonej wentylacji ciągle mam suchość w ustach.
Na nieszczęście oba kubki postawiłam obok siebie, a ponieważ zaczynało mnie drapać w gardle, chwyciłam za jeden z kubków i wcześniej nie sprawdziwszy popiłam spory łyk……. właśnie barytu. Brr, jaki był niedobry, szybko popiłam go wodą, a dla pacjentki musiałam przygotować  następną porcję.
Tylko potem koleżanka spytała mnie, czemu mam taką białą obwódkę na ustach, no i wszystko się wydało.
I od razu przypomniała mi się historia sprzed wielu lat temu, gdy pracowałam w swojej pierwszej przychodni. Byłam wtedy młoda, więc byłam  bardzo wrażliwa na wszystkie marudzenia  pacjenta.
Pamiętam, że przyszedł wtedy młody chłopak, który miał zlecone zdjęcie klatki piersiowej z kontrastem w przełyku, w celu oceny sylwetki serca.
Trzeba wykonać wtedy dwa zdjęcia, jedno przeglądowe klatki, a drugie zdjęcie lewoboczne klatki po przełknięciu kontrastu.

Wtedy nie było jeszcze gotowych jak teraz mieszanek barytu, trzeba było proszek ( bardzo niedobry, o smaku ściany) rozrobić z wodą i dać jedną łyżeczkę papki, którą miał połknąć i następną, która miał połknąć tuż przed zrobieniem drugiego zdjęcia, tak, by osad osiadł w przełyku i pokazał, czy poszerzone serce odpycha przełyk na bok, co może wskazywać na wadę serca.
Przygotowałam więc papkę dla pacjenta, dałam mu jedną łyżeczkę  barytu i kazałam połknąć i…pacjent zaczął „wydziwiać”, miał odruch wymiotny, kaszlał, prychał i za nic tego barytu nie chciał połknąć.
Więc aby pokazać mu, że ten baryt co prawda nie jest smaczny, ale jednak nie jest najgorszy, przygotowałam sobie drugi kubek barytu i na oczach pacjenta go wypiłam, aby przekonać go, że jednak można się w imię zdrowia ( pacjenta, a nie mojego, bo ja wcale tego medykamentu akurat nie potrzebowałam) poświęcić.
Pacjent podziwiał mnie, jak ten  baryt przełykałam i wziął swoją porcję co prawda do buzi, ale markował tylko, że połyka, na zdjęciu nie było nawet śladu po papce.
Na drugi dzień zostałam wezwana „na dywanik” do dyżurki lekarskiej i tam mnie spytano, czy wiem, jak się robi zdjęcia na sylwetkę serca. Ile musiałam się natłumaczyć, że na prawdę przekonywałam pacjenta do przełknięcia kontrastu, ba, nawet przyznałam się, że sama wypiłam też baryt, aby mu pokazać, że jednak da się kontrast wypić, tylko niestety nie udało mi się go do końca przekonać, aby moje polecenie wykonał.
Na szczęście lekarze mi uwierzyli, ba, nawet wzbudziłam ogólną wesołość w dyżurce, najpierw się śmiali, ale potem z powagą  stwierdzili, że na prawdę jestem pełna poświęcenia dla swoich pacjentów.
Do dzisiaj pamiętam, jak wtedy okropnie się wstydziłam (wszak miałam tylko  niecałe 20 lat) i chciałam się zapaść pod ziemię.
Tak jak już pisałam, ówczesny baryt był naprawdę wstrętny i ciężki do rozrobienia, powstawały grudki, które trudno było rozmieszać, dzisiaj mamy już gotowe baryty w butelce, wystarczy tylko porządnie kilka razy butelką wstrząsnąć i już można podawać go do picia. No i w smaku jest o wiele, wiele lepszy, niż kiedyś..
Tamta historia zdarzyła się w 1970 roku i baryt wypiłam wtedy z pełną premedytacją, a wczoraj? Wczoraj to był tylko przypadek, bo na szczęście nie musiałam pacjentki namawiać do wypicia podanego leku, sama bez żadnej namowy go wypiła i mogłam bez trudu zrobić stosowne zdjęcia.
Ale tak przy okazji znów mam okazję do „powrotu do przeszłości”, zawsze takie stare historyjki  są miłe i z łezką w oku wspominane.

Dzisiaj idę na zmianę poranną, to jest jeden, jedyny taki dzień w tym wyjątkowym tygodniu, wczoraj byłam w pracy popołudniu, podobnie będę i jutro i w czwartek  i w piątek.
Niestety wciąż jeszcze wracam z tej zmiany, gdy już jest ciemno. Co prawda ludzie jeszcze kręcą się po ulicach, ale kawałek mojej drogi od autobusu do domu  jest prawie ciemny i  przyznaję się, że troszkę się obawiam, przecież tyle się mówi i pisze o napadach w biały dzień, a co dopiero, gdy jest szarówka, czy nawet ciemno i samotna, starsza (nieco) pani kroczy po prawie pustej ulicy. Wystarczy, że jakiś drab podjedzie na rowerze, pchnie mnie, wyrwie torebkę i co wtedy? Wiadomo, w takiej sytuacji jestem przegrana. Dlatego zawsze, gdy czuję, że ktoś za mną idzie zatrzymuję się i udaję, że coś sobie poprawiam i czekam aż mnie minie.
W takim starciu jestem po prostu bez szans i nie za bardzp gdzie jest szukać wtedy ratunku.
No i inna sprawa,  człowiek przychodzi późno do domu, coś tam zje, coś poczyta, oglądnie w TV i już się robi późno, trzeba iść spać.
A z tym spaniem nadal mam kłopoty, o której bym się nie położyła i tak budzę się pomiędzy trzecią a czwartą rano i potem do piątej nie mogę  ponownie zasnąć
Mówię wam, prawdziwa utopia, tyle się człowiek namęczy w nocy, a to gorąco się robi, a to pościel uwiera i parzy, a tam coś kuje, obłęd…. kto tego nie przeżywa może  mnie nie rozumieć.
Ale na szczęście dni robią się coraz dłuższe, przynajmniej  popołudniowe powroty będą o wiele bardziej przyjemne, a co do snu…….. pewnie ten kłopot nadal się będzie utrzymywał, po prostu coś mi się w moim biologicznym zegarze poprzestawiało i już, nic na to nie poradzę, a już na pewno nie będę się faszerowała następnymi lekami. Już i tak sporo ich zażywam.
A może znajdę jakiegoś szczególnego „zegarmistrza”, kto wie, wszak wiosna już niedługo!!!!
Chociaż z tą wiosną nic nie wiadomo, bo świstak Phil z Pensylwanii podobno dojrzał wczoraj swój cień, co zapowiada, że zima będzie jeszcze trwała 6 tygodni. Ale co on tam wie…….
Zresztą to jest prognoza pogody dla USA. A nasza polska prognoza mówi : Co nas czeka w Polsce w kolejnych tygodniach? Zdaniem synoptyków TVN Meteo – raczej nie ma co liczyć na śnieżyce i lodowatą aurę. W lutym średnia temperatura będzie o 1-2 st. C powyżej normy, a aura jako taka będzie na ogół sucha. Z kolei w marcu, choć wartości również będą o stopień, dwa wyższe, pogoda będzie zdecydowanie bardziej „mokra”. Synoptycy zapowiadają, że nie ominą nas opady.
To może ta świstakowa przepowiednia prawdę gada, że długo trzeba będzie na prawdziwą wiosnę poczekać……
Trochę tego „białego” jeszcze nam  popada, grunt, żeby nie było lodowato, nie było zasp i ślizgawic.

 

Ale ja czekam na krokusy.
Zawsze byłam niepoprawną optymistką!!!!
No to co? Byle do wiosny i miłego dnia życzę 🙂

 

2 LUTY

 

2 lutego
Ofiarowanie Pańskie

 

Fra Angelico: Ofiarowanie Chrystusa w świątyni

Nazwa obchodzonego 2 lutego święta wywodzi się od dwóch terminów greckich: Hypapante oraz Heorte tou Katharismou, co oznacza święto spotkania i oczyszczenia. Oba te święta były głęboko zakorzenione w tradycji Starego Testamentu.
Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egipskiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą 5 syklów. Równało się to zarobkowi 20 dni (1 sykl albo szekel to 4 denary lub drachmy, czyli zapłata za 4 dni pracy robotnika niewykwalifikowanego). Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wykupu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo – przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi. Fakt, że Maryja i Józef złożyli synogarlicę, świadczy, że byli bardzo ubodzy.

Święto Ofiarowania Pańskiego przypada czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu. Jest to pamiątka ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej i dokonania przez Matkę Bożą obrzędu oczyszczenia.
Kościół wszystkim ważniejszym wydarzeniom z życia Chrystusa daje w liturgii szczególnie uroczysty charakter. Święto Ofiarowania Pana Jezusa należy do najdawniejszych, gdyż było obchodzone w Jerozolimie już w IV w., a więc zaraz po ustaniu prześladowań. Dwa wieki później pojawiło się również w Kościele zachodnim.
Tradycyjnie dzisiejszy dzień nazywa się dniem Matki Bożej Gromnicznej. W ten sposób uwypukla się fakt przyniesienia przez Maryję małego Jezusa do świątyni. Obchodom towarzyszyła procesja ze świecami. W czasie Ofiarowania starzec Symeon wziął na ręce swoje Pana Jezusa i wypowiedział prorocze słowa: „Światłość na oświecenie pogan i na chwałę Izraela” (Łk 2, 32). Według podania procesja z zapalonymi świecami była znana w Rzymie już w czasach papieża św. Gelazego w 492 r. Od X w. upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa – Światłość świata, Chrystusa, który uciszał burze, był, jest i na zawsze pozostanie Panem wszystkich praw natury. Momentem najuroczystszym apoteozy Chrystusa jako światła, który oświeca narody, jest podniosły obrzęd Wigilii Paschalnej – poświęcenie paschału i przepiękny hymn Exultet.
W Kościele Wschodnim dzisiejsze święto (należące do 12 najważniejszych świąt) nazywane jest Spotkaniem Pańskim (Hypapante), co uwypukla jego wybitnie chrystologiczny charakter. Prawosławie zachowało również, przejęty z religii mojżeszowej, zwyczaj oczyszczenia matki po urodzeniu dziecka – po upływie 40 dni od porodu (czyli po okresie połogu) matka po raz pierwszy przychodzi do cerkwi, by w pełni uczestniczyć w Eucharystii. Ślad tej tradycji był kultywowany w Kościele przedsoborowym – matka przychodziła „do wywodu” i otrzymywała specjalne błogosławieństwo; było to praktykowane zazwyczaj w dniu chrztu dziecka i – tak jak wówczas także chrzest – poza Mszą św. Zwyczaj ten opisał Reymont w „Chłopach”.
W Polsce święto Ofiarowania Pana Jezusa ma nadal charakter wybitnie maryjny (do czasów posoborowej reformy Mszału w 1969 r. święto to nosiło nazwę „Oczyszczenia Maryi Panny” – „In purificatione Beatae Mariae Virginis”). Polacy widzą w Maryi Tę, która sprowadziła na ziemię niebiańskie Światło i która nas tym Światłem broni i osłania od wszelkiego zła. Dlatego często brano do ręki gromnice, zwłaszcza w niebezpieczeństwach wielkich klęsk i grożącej śmierci. Niegdyś wielkim wrogiem domów w Polsce były burze, a zwłaszcza pioruny, które zapalały i niszczyły domostwa, przeważnie wówczas drewniane. Właśnie od nich miała strzec domy świeca poświęcona w święto Ofiarowania Chrystusa. Zwykle była ona pięknie przystrajana i malowana. W czasie burzy zapalano ją i stawiano w oknach, by prosić Maryję o ochronę. Gromnicę wręczano również konającym, aby ochronić ich przed napaścią złych duchów.
Ze świętem Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek – kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny – ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia. Dzisiejsze święto zamyka więc cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego. Liturgia po raz ostatni w tym roku ukazuje nam Chrystusa-Dziecię.

Ofiarowanie Chrystusa w świątyni

Od 1997 r. 2 lutego Kościół powszechny obchodzi ustanowiony przez św. Jana Pawła II Dzień Życia Konsekrowanego, poświęcony modlitwie za osoby, które oddały swoje życie na służbę Bogu i ludziom w niezliczonych zakonach, zgromadzeniach zakonnych, stowarzyszeniach życia apostolskiego i instytutach świeckich. Pamiętajmy o nich w podczas naszej dzisiejszej modlitwy na Eucharystii.

 



Talk więc dzisiaj mamy znów dzień świąteczny, ale przede wszystkim mamy dzień pracujący, żadnej laby.
Jest to też pierwszy poniedziałek nowego miesiąca.
Dlatego wszystkim życzę  i przyjemnego dzisiejszego dnia i również przyjemnego całego tygodnia tygodnia.

idzie luty…..

………. podkuj buty!!!

A może raczej nie trzeba ich podkuć.
Miesiąc luty rozpoczął się cudownie, słonecznie, ciepło i tak bardzo optymistycznie.
Co najmniej jak na tym zamieszczonym zdjęciu.
Troszkę białego, bo jeszcze jakieś resztki śniegu pozostały na dachach i trawnikach i sporo żółtego słonka.
Pewnie po takich słonecznych stokach też fantastycznie się szusuje.

To jeszcze coś na wesoło, tak przy niedzieli:

********

Wysoko w powietrzu spotykają się dwa płatki śniegu. Pierwszy pyta:
– Gdzie lecisz?
– Lecę w Tatry, na skocznię narciarską.
– A ja na autostradę, zrobię jakiś karambol samochodowy!

*********

Majorka, lotnisko. Z samolotu wychodzi „nowy Ruski”: drogie ciuchy, obwieszony złotem, za nim ochrona. Na ramieniu niesie narty, na czole ma gogle.
– Przepraszam ale szanownego pana chyba ktoś wprowadził w błąd – zwraca mu uprzejmie uwagę pracownik lotniska – Tu, na Majorce, jest gorąco, nigdy nie ma śniegu.
Rosjanin uśmiecha się cynicznie.
– Spakojno, grażdanin, zaraz wyląduje samolot z moim śniegiem.

************

Baca żali się juhasowi:
– Telewizja kłamie i manipuluje nawet w prognozie pogody! Jak w Warszawie spadło 15 centymetrów śniegu, to alarmowali, że katastrofa pogodowa. A jak mi całą chałupę zasypało, to mówili że są świetne warunki narciarskie.

*******

Życzę wszystkim przemiłej niedzieli :-)