po prostu róża

Oczywiście dla Ulki zakwitła w Magdy ogródku. Wiedziała, ze będę jej potrzebowała, aby w kolejną środę zamieścić ją tutaj, na blogu.
Uleńko, witaj w nas piękny wspólny dzień. Niby daleko, ale tuż obok, jakie to miłe. Jak zwykle serdecznie Ciebie pozdrawiam i z Krakowa całuski ślę.
Trzymaj się cieplutko do następnej naszej środy. Miło, ze czasem i na Face Booku do mnie się odezwiesz, lubię to bardzo 🙂

Wczoraj było znów okropnie duszno, prawie że umierałam popołudniu. Ale za to nad ranem obudziła mnie okropna wichura, stare, wydawałoby się stateczne drzewa uginały się od tej wichury jak trzcina, a cały parapet okna wyglądał jak dywan z liści, które osiadały na igłach, które są przeciw siadaniu na parapetach gołębi. I całe szczęście, że są te igły, bo inaczej, zanim zdążyłabym zamknąć okno, miałabym całą masę listków w pokoju.
Dzisiaj przyszła do mnie sprzątać Renia, zrobiłyśmy porządek w mojej garderobie i wywaliłyśmy olbrzymi wór starych sukienek, spódnic i swetrów, które były tak szerokie jak 2 osobowy namiot ha ha ha.
Wywala się rzeczy łatwo, gorzej, że teraz muszę po kolei dokupować nowe. Ale i tak jeszcze kilka mniej obszerniejszych rzeczy pozostawiłam sobie na tak zwany przejściowy czas, przecież w czymś muszę chodzić, a kupować mogę tylko skromnie, po 1-2 rzeczy wg. potrzeb,
Bo jak jeszcze schudnę, a zamierzam, to znów będę musiała wywalać te rzeczy, szkoda pieniędzy. Gorzej będzie w zimie, bo jednak „poszło”  do śmieci sporo  grubszych swetrów, ale tym zacznę się martwić za 2-3 miesiące dopiero.
To tyle na razie, idę dalej sprzątać, między innymi robię porządki w papierach, a żeby coś wyrzucić, trzeba najpierw każdy papierek dobrze przeglądnąć. Matko, tych też nazbierało się sporo, po co ja tą całą makulaturę u siebie trzymałam??

Pozdrawiam wszystkich ze swobodnym nareszcie oddechem, bo ta duchota jest na szczęście czasem przeszłym (chyba), przynajmniej na jakiś czas.
Miłej środy.