peturbacje z internetem

 

Od rana wczoraj miałam kłopoty z netem, raz był, raz zanikał i się pojawiał, aż w końcu mimo, że komputer pokazał, że jest Neostrada dostępna, jednak żadna strona się nie otwierała. Oczywiście interweniowałam dwukrotnie. Najpierw pani usiłowała mi wytłumaczyć, że przez tą poranną wichurę jest awaria w mojej okolicy, ale jednak jakoś zlitowała się nade mną i przysłała mi technika, aby na miejscu zbadał przyczynę braku internetu.
No i okazało się, że przyczyna była bardzo prozaiczna, mianowicie przyczyna tkwiła we wtyczce do kontaktu telefonicznego, jakieś druciki niepotrzebnie się połączyły i iskrzyły. Pan wymienił mi całą wtyczką i…odzyskałam dostęp do internetu, ale była radość. Tak mało, a cieszy. W dodatku za usługę nic nie musiałam zapłacić, bo uszkodzenie było w przewodach telefonicznych, za które już Orange odpowiada. Co prawda pan postraszył mnie, że w mojej kamienicy są już bardzo stare przewody telefoniczne i obawiał się w związku z tym, że będzie musiał prowadzić nowe kable aż z parteru, ale jakoś udało mu się awarię usunąć w moim kontakcie i wszystko jest O.K. Akurat poranna burza nie miała z tym nic wspólnego.
Jednym słowem od czasu do czasu jestem dzieckiem szczęścia.
Co prawda szóstki w Lotka nie trafiłam, ale również ich nikt inny jej nie trafił, więc kumulacja wzrosła i wszystko jeszcze przede mną.
Z optymistycznych wieści doszła mnie ta, że jedna z moich maturzystek na pewno dostała się na medycynę w Warszawie i we Wrocławiu, ale jeszcze decyzji nie podejmuje, bo czeka jeszcze na wyniki, które będą ogłoszone w Katowicach i w sobotę w Krakowie, wtedy będzie dopiero wybierała.
Brawo Matylda!!!
Na razie nie wiadomo, co z Darką, ale trzymam za nią mocno kciuki. Oby i jej się powiodło.

Wczoraj w komentarzu Irsila troszkę skrytykowała moją „rozrzutność” w wyrzucaniem mojej garderoby. Pewnie ma i trochę racji, ale większość mojej garderoby naprawdę nie nadawała się do renowacji. I chociaż też nie mam zbyt dużo pieniędzy na całkowitą wymianę fatałaszków, ale będę to robiła stopniowo, w każdym miesiącu kupię sobie coś nie drogiego, a fajnego. Może też uda mi się coś kupić w ciucholandzie? Teraz już prędzej tam coś znajdę, niż kiedyś.

Przyznam, że wieczorem ze strachem patrzyłam za oknem, czy nie czyha gdzieś w pobliżu jakaś burza. Oznaczałoby to, że trzeba by było znów zamykać okna, a wtedy jest w pokoju okropny zaduch. Na szczęście noc przeszła spokojna, bez żadnych zawirowań atmosferycznych, a po nim wstał całkiem ładny dzionek, wszak chyba z nieco już niższą temperaturą. Ale golfów i innych cieplejszych rzeczy na razie nie trzeba ubierać na siebie.
Za to jest świeże i rześkie powietrze i wreszcie jest czym oddychać.
W domu cisza i spokój, bo część rodzinki pojechała sobie po odpoczywać, ale zostałam pod opieką Julki i Ksawera, tak więc nie czuję się całkiem osamotniona. No oczywiście nie należy wspomnieć o Pepie, która też czuwa nad domowym ogniskiem.
Nawet Julce już zapowiedziałam, żeby się nie zdziwiła, gdy do niej w nocy podczas burzy przyjdę do pokoju, ale na szczęście tej nocy nie było takiej potrzeby, zobaczymy co będzie dalej.
Z tego wynika, że chyba sama nie mogłabym mieszkać, gdzie tu myśleć o wyprowadzce do własnego mieszkanka?.
Miłego dzionka!