relaksowo, bo niedziela przecież.

A zaczynam od Irsili, do której mam prośbę o kontakt mailowy w sprawie ewentualnych jeszcze moich zbyt dużo ciuchów.
Może akurat  rzeczywiście kogoś ucieszą, a jednak jeszcze  parę rzeczy, tych porządniejszych muszę się wyzbyć.
Mój adres mailowy podałam w Twoim blogu we wpisie z 9 lipca.

Za nami błoga sobota, nie zimna, nie ciepła, a w sam raz. Dopiero w przyszłym tygodniu mają przyjść z powrotem potężna fala  upałów.
Na szczęście tym razem się ubezpieczyłam, zakupiłam wentylatorek, który został mi już dostarczony, a wczoraj mój Maciuś – złota rączka go zmontował i wentylatorek działa. Trochę miałam kłopoty z tym pilotem do włączenia i wyłączania, a także do prędkości i do timera.
Przestraszyłam się, bo nagle wiatrak przestawał się na moment obracać, ale po chwili znów ruszał. Ale Maciek wytłumaczył mi, że przy włączeniu dwóch prędkości równocześnie blokuję jego działanie, to znaczy wstrzymuję jego prędkość. Muszę więc uważać, żeby czegoś tam nie namieszać, bo nagle całkowicie wiatraczek może przestać działać, a to byłby  dla mnie nowy kłopot. Niech chociaż jeden sezon letni przetrwa, a najlepiej niech działa przez kilka nawet sezonów, żebym znów nie musiała w przyszłym roku kupować tak potrzebnego towaru na ostatnią chwilę. Co prawda nie jest to jakiś bardzo drogi przedmiot, ale w związku z tym, pewnie i nie do końca doskonały. Wątpliwość moją wzbudzają te plastikowe, niezbyt stabilne nóżki wiatraczka, przez to są bardzo chwiejne i łatwo jest wiatraczek wywrócić. Tak właśnie stało się z moim poprzednim wentylatorkiem rok temu, przewrócił się, a ponieważ jego łopatki i inne części są plastikowe, więc coś tam w nim się złamało i wiatraczek przestał działać.

Dzisiaj są urodziny naszego Miśka, syna mojego Brata, a brata Moniki i Basi – Michała. Gdyby żył, dzisiaj kończyłby dzisiaj 50 lat.
Muszę o nim wspomnieć, bo to był naprawdę wspaniały chłopak, miał niepowtarzalny styl bycia i niesamowity zawsze humor, nawet gdy dopadały go jakieś życiowe przypadłości. Niestety zmarł  nagle na serce, bardzo wcześnie, bo w wieku 33 lat. Myślę o nim często i zawsze mi jest jego brak.
Uwielbiałam z nim rozmawiać, był rzeczowy, ale zawsze w bardzo inteligentny, ale subtelny  sposób  przemycał jakąś ironiczną myśl i nie starał się nigdy nią komuś dokuczyć. Potrafił każdą taką rozmowę przeinaczyć w żart. To jest bardzo wielka sztuka, a Misiek ją właśnie posiadał.

Dzisiaj obudziłam się rano trochę „nietomna”, już nawet wybierałam się do pracy, a potem do lekarza pierwszego kontaktu, gdy uprzytomniłam sobie, że dzisiaj jest przecież niedziela, a nie poniedziałek. Przyznam, że odetchnęłam z ulgą. Tylko po co się obudziłam już o 5.45 tego nie wiem.
Może ostatnio za wcześnie chodzę spać????? Ale i tak sobie jeszcze troszkę potem dośpię, bo jakoś tak się  przeważnie składa, że  przy którymś kolejnym odcinku serialu, lub przy dłuższym filmie sobie dosypiam i muszę to raz jeszcze potem sobie puścić od nowa.

Ostatnio powróciłam do starego serialu „Szpilki na Giewoncie”. Oglądam go sobie na Ipli, od samego początku serialu, czyli od I-szego sezonu.
Już dawno tego serialu nie widziałam, więc z przyjemnością przenoszę się w zakopiański folklor i w problemy głównej bohaterki tego serialu, nota bene mojej imienniczki Ewy. jest to inteligentna i bardzo przebojowa dziewczyna, której nieco zadziorny, ale prawy charakter pozwala zwalczyć liczne przeciwności i pułapki, które na nią życie zastawia. Ale przy tym stara się bardzo być uczciwa wobec osób, które ją otaczają i zawsze jest pozytywnie do życia nastawiona. Szkoda, że ten serial trwał tylko 4 sezony.

Życzę wszystkim takiego pozytywnego nastawienia do dzisiejszego dnia, czyli po prostu życzę miłej niedzieli.

Z ostatniej chwili: Znów po raz któryś kolejny zostałam Ciocią – Babcią
Witam w Rodzinie Jana – Michała !!!