ogród z róż

Zapraszam Ciebie w dzisiejszą środę do ogrodu pełnego róż Uleńko. Wszystkie te róże są tylko dla Ciebie.
Co prawda nie wiem, co zrobisz z taką ilością tych przepięknych kwiatów, możesz je na przykład zawieź do ogródka Twojej Magdy i tam wszystkie je zasadzić. Będą cieszyły nie tylko Ciebie, ale również i Magdę i jej rodzinkę. A jak pięknie będą pachniały……..
Mam nadzieję, że te ciepłe, nadchodzące dni spędzisz poza Poznaniem, bo w mieście raczej trudno będzie wytrzymać w ten gorący weekend, znów temperatura ma skoczyć ponad 30 stopni, aż strach pomyśleć, co się będzie działo w Krakowie. Co prawda mam już czynny wiatraczek, ale……
Całuję Cię serdecznie Uleczko. Przeczytałam wczoraj w Twoim komentarzu, że od Twojej operacji też już sporo czasu minęło, te dwa miesiące jak z bicza strzelił, prawda? No i mam nadzieję, że też już zbierasz, podobnie jak ja, same pozytywy tej decyzji. Co prawda Ty nie musisz się borykać z kilogramami, ale…… każdy ma swoje własne kolce, które musi z własnego życiorysu wyrywać, ładnie to napisałam, prawda? Niech więc te Twoje róże wyrosną bez żadnych kolców, byś na co dzień mogła tylko się uśmiechać, a żaden grymas bólu nie mącił Ci tych pięknych dni.
Bo teraz i dla Ciebie i dla mnie te dni są jednak piękniejsze. Jeszcze raz posyłam Ci słodkie  i słoneczne całusy i uśmiechy prosto spod Wawelu.
A nasz piwny ogródek na Rynku ciągle czeka na Twoją wizytę (ja od razu mówię, będę piła tylko  wodę mineralną).
Niedawno była rocznica (która, już nie pamiętam) naszych miłych balowych chwil w Krakowie, w Raju, a potem właśnie na Rynku w naszym ogródku kawiarnianym. Pamiętałam o tym i żałuję, że to już było, a może jednak jeszcze się kiedyś wróci?????

Wczoraj robiłam sobie badania analityczna, byłam bardzo dzielna i nawet nie krzyczałam ( przecież ja nigdy nie krzyczę, no chyba, że u dentysty), a teraz czekam z niecierpliwością na „wyrok”. Chyba cukier jednak mam w porządku, ciekawa jestem, czy mam tą anemię, czy nie ( wszak jem owoce, warzywa i w dodatku zażywam zalecone mi witaminy), ale ważniejsze jest to, czy moja wątroba już nieco „odpoczęła” od tych tłustości i pokaże lepsze, niż ostatnie wyniki. A to by była bardzo dla mnie ważna wiadomość, bo podczas operacji okazało się, że moja wątroba była już bardzo tłuszczykiem zniszczona i omalże była na granicy marskości. Teraz, gdy tych tłustości już nie jem, pewno i wątroba to odczuła. Chociaż nie wiem, czy tak prędko potrafi się ona całkowicie  zregenerować.
Wczoraj skusiłam się na  kawałeczek gotowanej skórki otaczającą nogę  z kurczaka, bo sam kurczak był okropnie suchy, bardzo długo siedział mi  ten  nieco tłustszy skrawek  na moim żołądku i nie bardzo  przyjemnie się przypominał.
Ot, taki się jakiś delikatniutki zrobił ostatnio. Ale jak widać, nie zawsze jestem daleka od popełnienia jakiegoś dietetycznego błędu, muszę zatem jeszcze bardziej uważać. I znów z kurczaczkiem pożegnam się na dłuższy czas, bo na samą myśl o nim….br, aż skóra cierpnie mi na rękach.
No i oczywiście muszę iść pod osąd Pani doktor, ale to dopiero pod koniec tygodnia. Najgorsze jest to, że trzeba będzie znów swoje odsiedzieć, bo to jest najbardziej popularna internistka w tej przychodni i zawsze do niej są tłumy chorych, nawet w ten letni, wydawałoby się mniej obciążony chorobami czas. Ale ona ma głównie wielkie zaufanie pośród babć i dziadków ( no, nie tylko), a ci niestety na wczasy już nie jeżdżą, wolą  czas spędzać w przychodni i opowiadać pani doktor o swoich, a także  rodzinnych i sąsiadów bolączkach. Rzeczywiście doktor Maria ma niesamowitą cierpliwość do swoich podopiecznych, zawsze ich wysłuchuje z wielkim zainteresowaniem i z dużym zaangażowaniem, dlatego często przyjmuje swoich chorych nawet wtedy, gdy czas jej urzędowania już minął.  Można rzec, że jest to prawdziwy lekarz z wielkim powołaniem. Niestety okupowane jest to jej zdrowiem i zmęczeniem, a także zniecierpliwieniem tych, którzy podobnie jak ja, przychodzą do niej tylko rzeczywiście w potrzebie, muszą za to swoje w długiej kolejce  mniej lub więcej cierpliwie  odczekać.

Dostałam wczoraj bardzo fajny link do słownej układanki, coś w rodzaju popularnej gry scrabble. Jest to całkiem fajna zabawa, polega na ułożeniu z siedmiu podanych liter wyraz 4,5,6 a najlepiej siedmioliterowy. Fakt, że można to od razu  sprawdzić i okazuje się, że jest wiele słów, o których do tej pory nawet nie słyszałam.
Jeżeli ktoś ma ochotę też w wolnej chwili się pobawić, podaję stosowny link : http://www.slowonadzis.pl
Ta zabawa jest nawet lepsza od układanie pasjansów, czy gry w zbijanie kulek. Przynajmniej trzeba trochę pomyśleć, a taka gimnastyka mózgu też jest  dla higieny własnej potrzebna.

Aha, miałam jeszcze wspomnieć o tej specjalnej masce na stopy, która niweluje zbędne zgrubienia. Otóż trzymałam te lecznicze skarpetki  całą noc, oczywiście włożyłam na nie jeszcze  bawełniane skarpetki, a i tak szeleściłam jak przysłowiowa mucha w ortalionie. Ale jednak muszę kurację raz jeszcze dzisiaj wieczorem powtórzyć, bo rzeczywiście przyniosła ona pewną ulgę dla moich biednych stópek (trochę mniej stopy pieką), ale jeszcze nie koniecznie tak do końca.
Zobaczymy, jaki będzie efekt końcowy.

Dzisiaj po przyjściu z pracy będzie na mnie pewno już czekała paczuszka z nową sukienką i nowa bluzeczką, wczoraj dostałam potwierdzenie, że już została wysłana, więc dzisiaj na pewno ją otrzymam.
Jutro podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami.
 Ta nowa kremowa bluzeczka na pewno świetnie będzie pasowała do moich nowych leginsów, które dostałam w prezencie za dobre postępy w odchudzaniu od Magdy. Kochana ta moja Magda, nie dość, że mnie dopinguje, to jeszcze zrobiła mi taką miłą niespodziankę.

Jeszcze dzisiaj czeka mnie jeszcze jeden wydatek, muszę w końcu wymienić tą szybę w oknie, bo boję się, by całkiem się nie posypała na głowę komuś przechodzącemu pod moim oknem,  bo teraz już pękła na całą szerokość kwatery. Ale muszę znaleźć  jakąś tańszą firmę, niż tą, która ostatnio
szkliła mi drzwi, bo 90 złotych za jedną malutką kwaterkę w drzwiach to jednak to niebywałe zdzierstwo, to ile musiałabym zapłacić za kwaterę w oknie?. Muszę coś sensownego znaleźć dzisiaj w internecie i zamówić w końcu  sobie tą usługę, trudno, znów trochę grosza z kieszeni wyleci, ale jak mus, to mus. A może w końcu mi się w tego Lotka poszczęści i trafię więcej niż biedną trójczynę?????
Nadzieja jest podobno matką głupich, ale czasami i ślepej kurze jakieś ziarno się trafi.
A wtedy, gdy już wygram………… ach, jak miło sobie przynajmniej pomarzyć.
No to pozostawiam Was w marzeniach : „gdybym był bogaty” i idę zarobić sama troszkę tych pieniążków, nie ma to tamto

https://www.youtube.com/watch?v=8_JwUPLanoo

Miłej środy.