Do tego pracowitego owada, który jest na zdjęciu na pewno nie mogłabym zaliczyć pana szklarza, który przyszedł wczoraj do mnie dopiero parę minut przed dziesiątą, a umawiał się na ósmą.
Przyszedł, wyjął centymetr z kieszeni, trzy razy dokładnie zmierzył ( chociaż wcześniej podawałam mu telefonicznie namiary) i powiedział, że przyjdzie ponownie w….poniedziałek. A jak komuś do tej pory ta szyba poleci z okna na głowę?
Ale cóż robić, tacy są dzisiaj fachowcy, mieszczący się pod nazwą solidna firma.
Na tą szybę, którą wymieniali mi w zeszłym miesiącu w drzwiach przynajmniej nie czekałam, zamówiłam, na drugi dzień przyszło dwóch panów, z szybą, docięli ją według rozmiarów i odr razy wprawili, nie było takich ceregieli. Fakt, że może sporo zapłaciłam, ale nie musiałam się przy tym denerwować. Zresztą nie mam pojęcia, ile ten szklarz zażyczy sobie za wprawienie tej szyby, wszak może mi policzyć za podwójny dojazd. Do kitu, ale muszę zęby zacisnąć i się poddać, nie mam innego wyjścia. Szkoda tylko, że nie zapisałam sobie poprzedniego telefonu. Ale gdy jakąś usługę zamawia się przez google, można na minę trafić. Tak już bywa.
Zbliża się ten zapowiadany, gorący weekend, zobaczymy, co z niego wyniknie, czy uda mi się jednak pokonać dzielnie (przy pomocy mojego wiatraczka) ten miejski skwar?
Już się robi gorąco, nawet nie chce mi się nic więcej dzisiaj pisać.
Tylko mogę życzy wspaniałego weekendowego odpoczynku
