No nareszcie mam spokój z tym oknem. Wczoraj bardzo długo czekałam na umówionego pana, wreszcie zwątpiłam i około 16.00 zamówiłam sobie nową szklaną usługę. Pan miał zjawić się….dzisiaj rano ze szybą, tak, tak, nie narzucał mi prawie tygodniowego terminu.
Tym czasem bardzo późnym popołudniem objawił się mój pierwszy pan od okna i powiedział, że do 15 minut będzie z zamówioną szybą.
Cóż, musiałam sobie tego drugiego szklarza odmówić.
Rzeczywiście pan przytargał nową szybę, a że była ona dobrze wymierzona, mógł ją tylko osadzić w ramie i w bardzo krótkim czasie znów bez obaw mogłam przez okno na świat spozierać. Co prawda ta usługa kosztowała mnie aż 120 zł, ale cóż, jak mus, to mus, przecież nie będę siedziała w domu z powybijanymi oknami.
Ta usługa już ukończona, ciekawa jestem tylko, co znów mi się dziwnego wydarzy, że będę zmuszona do coraz chudszej portmonetki zaglądać.
Ale tak już jest, życie to same wydatki i wydatki, tylko jakoś tych wpływów dodatkowych brak.
Zastanawiam się, czy nie skusić losu i nie zagrać ( 5zł za kupon) w lotka – dodatkowa pensja.
Przydałoby mi się jeszcze te 5 tysięcy złotych co miesiąc, chociaż przy moim szczęściu do gier liczbowych, znów ograniczy się to tylko do dodatkowych wpłat, bez szansy wypłat.
A poza tym nic nowego na działkach się nie dzieje. Ostatnio rozmawiałam z Piotrem, tym, który też był operowany wraz ze mną w tym samym dniu na bariatryczne zwężenie żołądka. Okazuje się, że on ma jeszcze lepsze wyniku niż ja, bo schudł już 38 kilogramów. Widziałam jego zdjęcie na Face Booku, rzeczywiście kolosalna różnica.Może schudł więcej niż ja, bo primo jest o wiele młodszy niż ja i łatwiej u niego wszystkie procesy przebiegają niż u mnie, a poza tym na pewno on o wiele więcej się rusza, ja jestem wciąż ograniczona na przykład w chodzeniu tymi ciągłymi bólami stóp i kolan, chociaż trzeba przyznać, że i tak jest o wiele lepiej niż kiedyś. Poza tym on sporo jeździ na rowerze, a kto to widział, by starsza, siwa i wciąż jeszcze gruba pani na rowerze jeździła? Toć wzbudziłabym sensację w całym Krakowie! A i tak ciągle mam jakieś zaburzenia równowagi chodząc, to pewnie i tak pewnie sporo bym się nie najeździła, jeszcze bym mogła się tylko uszkodzić.
A poza tym, czy ktoś mnie w tym odchudzaniu pogania? Ja z założenia i tak dałam sobie długi czas na utratę nadmiernych kilogramów i powoli, acz sukcesywnie do tego dążę. Zresztą inaczej się nie da, już o to sam organizm dba, żebym nie tylko za dużo nie zjadła, ale także żebym nie jadła niestosownie, bo wtedy powstaje bunt na pokładzie. Nawet smażona cukinia niezbyt mi się przysłużyła, chociaż na pewno nie powinna aż tak była obciążyć mój przewód pokarmowy. Widać organizm powiedział : stop smażonym potrawom. Ewentualnie można je poddusić w malutkiej ilości prawdziwej oliwy i podlać potem wodą.
Zresztą teraz doszłam do etapu , że nic mi już nie smakuje, najchętniej jem owoce i ostatnio grzankę, którą jeszcze na razie toleruję.
Białe serki i pomidorki już mi się przejadły, mięso i wszelaki drób też, chociaż trzeba przyznać, że w zeszłym tygodniu Julka upiekła pyszną kaczusię z jabłkami i mimo, że to raczej tłustawe mięso, zjadłam ją z przyjemnością. Była miękka i kruchutka, ale całą noc macerowała się w wodzie ze solą.
Raz na jakiś czas mogę sobie na takie breweria pozwolić.
Kiedyś podjęłam taką decyzję, teraz mam tego skutki, ale ciągle nie żałuję.
Dzisiaj na śniadanie zjadłam jedną grzankę z malinami, bardzo syte śniadanko i chyba zdrowe i nisko kaloryczne.
Zresztą większy głód dopada mnie niestety wieczorem, może i dlatego, że w dzień ciągle jest jeszcze bardzo gorąco?
Wczoraj na kolację wypiłam sobie półtora kubka czerwonego barszczyku z Hortexu i zjadłam do tego dwa kawałki macy.
Ale przyznam, że nico mnie męczy to ciągłe myślenie, co bym mogła sobie zjeść, by mi smakowało, a mojemu żołądkowi za bardzo nie zaszkodziło.
Zakres mych możliwości jest coraz mniejszy. Tylko ciągle jeszcze mam kłopoty z piciem tej wody mineralnej, nie potrafię jej na siłę wlewać w siebie, powinnam wypić dwie butelki półtoralitrowej Muszynianki dziennie, a ja jedną butelkę mam na dwa di. Rozum mówi : za mało pijesz, a żołądek mówi: więcej nie potrzebuję. No i co mam z tym zrobić?
Życzę przyjemnego wtorku, już zapowiada się wielki upał, jak to dobrze, że mam ten wiatraczek, trochę jednak miesza to ciężkie powietrze i jest nieco lżej przez to w mieszkaniu egzystować.
