Imieniny Krzysztofa

Dzisiaj są imieniny Krzysztofa, mojego brata.
Przynajmniej tutaj pozostawiam dla Niego ten śliczny bukiecik.
Może gdzieś zza chmurki go dojrzy?
Gdyby to było kilka dobrych lat temu, poszłybyśmy z Anią złożyć Ci dzisiaj życzenia Krzysiu, a Ty jutro przyszedłbyś też  z życzeniami  imieninowymi do swojej siostry, Ani. Tak było zawsze i może czasami zazdrościłam, że nie mam na imię na przykład Krystyna, bo wtedy też obchodziłabym życzenia jeszcze jeden dzień przed Tobą, czyli 24 lipca. Może wtedy byłoby jeszcze bardziej zabawnie?

Zrobiłam wczoraj wspaniały chłodnik po litewsku. Ugotowałam pokrojoną botwinkę ( bulwę, łodyżki i listki drobno pokroiłam), dodałam skrzydełka z kurczaka, marchewkę, cebulę i czosnek. Po ugotowaniu (około 1-1,5 godz na malutkim ogniu) marchewkę, cebulę i czosnek usunęłam, dodałam Barszczyk z Hortexu,  dodałam kulka jogurtów i dla smaku 12-sto procentową śmietanę, skrzydełka obrałam i mięsko drobno pokrojone dodałam do botwinki, wkroiłam drobno posiekanego ogórka, dużo posiekanego koperku, jajka pokrojone w ósemki i do smaku pieprzu i soli.
Wyszedł mi cały gar pysznego chłodnika, który wsadziłam do lodówki, by wszystko odpowiednio się „przegryzło.”
Spróbowałam go wieczorem, naprawdę pychotka.
Dzisiaj zaprosiłam na chłodnik VIP-a, ciekawa jestem jak oceni moje kulinarne dzieło.
Będzie pewnie wspaniale smakowało, bo nie ma jak dobrze  schłodzony chłodnik w upalny dzień, a na taki dzień właśnie dzisiaj się zanosi.
Zresztą chłodnik po litewsku to moja druga, po torcie kokosowym specjalność kulinarna. Pamiętam, że gdy miałam 12 lat, przyjechał do nas po wielu latach stryjek Staszek z Londynu i wtedy na jego powitanie też właśnie zrobiłam chłodnik po litewsku. Bardzo mu i pozostałym domownikom smakował. I tak mi do dzisiaj  tym chłodnikiem pozostało.
Zresztą, gdyby popatrzeć pod względem dietetycznym, niczego „zakazanego” w tej zupie nie ma, no może to jedno opakowanie 12-sto procentowej śmietany, ale i tak ona „ginie”  w porównaniu z innymi, już nie tuczącymi składnikami. A jeść przecież coś trzeba!!!

Wczoraj miałam trochę kłopoty z Face Bookiem.  Znów coś zmajstrowałam przy ustawieniach i sama sobie wyłączyłam możliwość pisania komentarzy.
Trochę nagimnastykowałam się z tym „dziwactwem”, bo okazało się, że na laptopie komentowanie wpisów przebiegało normalnie.
Wczoraj wreszcie poddałam się, ale dzisiaj skoro świt postanowiłam raz jeszcze wziąć tego byka za rogi, ale ponieważ jednak  nie mogłam znaleźć błędu, wpadłam na genialny pomysł, że mogę przecież przywrócić system do daty, gdy wszystko jeszcze działało bez zarzutów. Co postanowiłam, to zrobiłam i….. na szczęście wszystko powróciło do normy. Komentarze znów działają! Wystarczyło tylko chwilkę pogłówkować. A swoją drogą, mądry jest ten komputer co? Nie pozwala tak wszystkiego do końca zepsuć, nawet wtedy, gdy ktoś niechcący jakąś głupią blokadę mu zada.

Dzisiaj  zapowiada mi się całkiem przyjemne, sobotnie popołudnie, czego i wszystkim życzę.