i znów smutny dzień zadumy

Dzisiaj stosownie do powagi dnia, chryzantemy.
Dzisiaj oddam ostatni hołd Zmarłej Tragicznie Parze Kasi i Andrzejowi i z prawdziwym smutkiem odprowadzę Ich w ostatniej już drodze tam, gdzie spoczną już na wieki.
Będzie to bardzo smutna uroczystość, bo nagła i niespodziewana śmierć tylko smutek przynieść może  i następną refleksję nad przechodzącym obok nas życiem, w którym wciąż jeszcze uczestniczymy. I ten płomień naszego życia wciąż jeszcze w nas się tli, ale czasami wystarczy jeden niewielki podmuch wiatru, który go zgasi.
Dla Kasi i Andrzeja niestety taki  całkiem niespodziewany ostatni podmuch życia  już nastąpił, a my, pozostali, wciąż musimy zastanawiać się nad tym, co jest koło nas, nad wartościami, tego, co jest takie dla nas cenne – nasze życie, aby niepotrzebnie nie rozmieniać go na drobne, nie przykładać wagi do rzeczy w sumie mało istotnych, chociaż może i dla nas teraz wygodnych, bo kiedyś i tak to wszystko będziemy tu na ziemi musieli pozostawić, gdy już wybierzemy się w tą bezpowrotną, ostatnią naszą podróż.
A co jest tak bardzo ważne w życiu? BYĆ, a nie MIEĆ. BYĆ dla rodziny, przyjaciół, znajomych, może i nawet dla siebie samych i umieć się cieszyć, że możemy tą radość rozdawać i wspólnie  z innymi nią się cieszyć.
Przykre jest to, że właśnie w takim dniu człowiek przeprowadza taki wewnętrzny rozrachunek życia, ale pewnie jest to celowe, nadane nam z góry, bo na pewno jest wiele spraw, które jeszcze można naprawić, zanim płomień naszego życia też zagaśnie.
Przepraszam, może ktoś uzna, że to górnolotne zwroty, niewiele znaczące tylko słowa, ale właśnie w takich momentach przychodzi do mojej głowy taka refleksja nad sensem mojego istnienia, nad celami, które przez to życie osiągam i nad tym, co niestety już bezpowrotnie zaniedbałam.
Bo gdy już nie będzie żadnego potem, już nic naprawić się nie da.
Pewnie, że ta  chwila, dla najbliższych pozostałych tu pośród nas, chociaż dzisiaj tak smutna, też przeminie, pozostanie dla nich  powrót do normalnego życia, ale czy nie pozostaną jednak pewne wątpliwości, że coś jednak było nie tak, że pewne sprawy można było załatwić inaczej? I to tym, którzy już odeszli nie będzie teraz przeszkadzać, tylko właśnie Ci, którzy pozostali mogą mieć psychiczne rozterki, żal do siebie za grzech szeregu zaniedbań, niedobrych decyzji, złych rozwiązań niektórych problemów, braku tolerancji, braku empatii. Ten problem dotyczy przecież każdego z nas, który w życiu pożegnał kogoś bliskiego, bardzo kochanego, bo takie właśnie pozornie już zapomniane myśli powracają i jednak na zawsze pewną mgłę w naszym sercu pozostawiają.

i tu aż się prosi przytoczyć  słowa księdza Jana Twardowskiego:

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie, że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.