o niedzieli

 

Miałam dzisiaj nie pisać żadnego blogu, bo jeszcze to choróbsko ze mnie całkowicie nie wylazło, a do tego od wczoraj doszły jeszcze dosyć poważne peturbacje żołądkowo jelitowe, czyli siła złego na jednego. Ale V.I.P. przestrzegł mnie, że wszyscy czekają na mojego bloga, więc się w końcu zmobilizowałam do napisania chociaż kilku słów.
Ale trzeba przyznać, że  całkiem lepiej się już czuję, leczę się nie standardowo, czyli herbatką z sokiem malinowym, chociaż może ten sok i ze względu na jelita i za względu na cukrzycę nie jest za bardzo wskazany?
Chociaż z drugiej strony, cukier mam już całkiem wyrównany, a to dzięki regularnie zażywanym Glukopashem, oscyluje tuż około  wartości równej 100, co jest całkiem w moim przypadku normalne. A do jutra już muszę być całkiem zdrowa, bo czekać na mnie będą pacjenci.
Za oknem niesamowicie słoneczko świeci i jest cieplutko, co prawda nie wychodzę na zewnątrz, ale oko mam otwarte na oścież i to ciepełko czuję.
No nie, żeby w październiku w cieniu było 24 stopnie?? to już ewenement.
Ale z drugiej strony to dobrze, bo dzisiaj mamy urodziny w Rodzinie i Niśki (syna Łukasza) i Leona (syna Basi), a urządzane są one w plenerze, czyli w Parku Laserowym, przy takiej pogodzie na pewno będzie wspaniała zabawa. Odbędzie się więc zjazd wszystkich dzieciaczków z naszej Rodziny i na pewno będzie bardzo wesoło.
Solenizantom życzę wszystkiego najlepszego!!!!
Nawet V.I.P. dzisiaj jest w plenerze, pojechał do rodzinnego Osieka, gdzie w ognisku będą przypiekać tuszonki. Samo dobre, ale oczywiście nie dla mnie, bo ja tłuścizny zdecydowanie  jeść nie mogę.
Za dwa tygodnie są z kolei urodziny naszego Jaśka i gdy pogoda dopisze też będziemy mieli terenową zabawę, ale obawiam się, że już słonko tak mocno i ciepło grzać nie będzie…….

Życzę wszystkim wspaniałej, prawie, że letniej niedzieli. Może to już rzeczywiście ostatnie radosne, słoneczne podrygi naszej aury?
Chociaż już przecież i bardzo zimne i deszczowe jesienne dni też już zaliczyliśmy.
POMYŚLNOŚCI!!!!