Gdy nie ma o czym mówić, ani o czym pisać, najwygodniej jest wtedy wspomnieć o …… pogodzie:-)
Rzeczywiście, wczorajszy dzień należał do bardzo ciepłych i miłych. Nic na to rano nie wskazywało, bo słonko rano dosyć było leniwe, wstało dosyć późno, a dopiero kole południa rozgrzało nas na dobre. Wcale wiec nie zdziwiły mnie wczoraj krótkie rękawki, z którymi chodziły i panie i chodzili i panowie. Oczywiście wczoraj rano nie doceniłam pogody i zbyt grubo się ubrałam, to znaczy ubrałam za ciepły sweterek, ale pora roku ku temu mnie skłaniała.
Bardzo jestem ciekawa, czy i dzisiaj pogoda sprawi nam takiego letniego figla i znów będzie ciepło i przyjemnie.
Na wszelki wypadek sprawdzę prognozę na moim Iphonie i stosownie do niej się ubiorę, mam nadzieję, że tym razem trafnie.Chociaż nie będzie to łatwo, bo gdy będę wychodziła rano do pracy będzie tylko około 13 stopni, ale potem znów będzie około 19 stopni na termometrze. No i jak w takiej sytuacji się ubrać? Mam ze stosem ubrań w torbie chodzić??
Wczoraj rozmawiałam przez Face Book z moją studentką z Zabrza, czyli z Darką.
No i zaczyna się im naukowa harówka, prócz wszystkich zawiłości anatomicznych muszą jeszcze zapoznać się z łacińskimi nazwami. Zresztą łacina jest jednym z przedmiotów na medycynie. Dawniej uczono jej nawet w liceach, ja na szczęście się jakoś od niej uchroniłam, gdyż uczyłam się języka angielskiego. Ale potem, gdy już byłam w Technikum Medycznym łacińskie nazwy musiałam posiąść, nie było zmiłuj się.
I tu właśnie wczoraj wspomniałam Darce taką anegdotkę z moich szkolnych lat. Otóż gdy wykładający nam lekarz przepytywał salę na głos z nazw łacińskich, najgłośniej i jednogłośnie cieszyły nas dwie nazwy : krzywizna większa żołądka, curvatura major i krzywizna mała żołądka, curvatura minor.
Jakoś te nazwy wszystkim w głowie się zatrzymywały, z innymi różnie bywało 🙂 Pamiętam to wspólne głośne akcentowanie tych właśnie nazw, przy naszej wielkiej zresztą z tego uciesze.
No miało być o pogodzie, a tu niespodziewanie i wspomnienia z moich młodych lat. Często do nich wracam, szczególnie teraz, gdy na Face Booku przez kila dni zamieszczam swoje zdjęcia z lat dziecinnych i nieco późniejszych. Ale mam tyle tych zdjęć, że ten okres 5 dni, podczas których mam je zamieszczać stanowczo jest za krótki. Mogłabym je tak zamieszczać i zamieszczać, a wszystko dzięki Mojemu Bratankowi Łukaszowi, który kiedyś zeskanował wszystkie rodzinne zdjęcia, jeszcze od dziada – pradziada. Dzięki tym zdjęciom nie tylko powróciłam do dziecinnych lat, ale i poznałam wiele osób z czasów, gdy jeszcze mnie nie było na świecie.
No to miłego i ciepłego wtorku wszystkim życzę, dobrego humorku na cały dzionek, niestety już coraz krótszy.
