Całkiem pozytywna wiadomość

 

Mianowicie mamy dzisiaj już piątek. Szybko, trzeba przyznać ten tydzień nam zleciał, chyba nawet za szybko. Tak jak i wszystkie dni w pewnym wieku przechodzą w niesamowicie wielkim tempie.
Ale za to czeka nas już od popołudnia przez następne dwa dni odpoczynek.
I znów nie mam szczególnych planów, zresztą penie i tak będę musiała te kolejne dwa dni „odchorować” w domku, bo i to moje przeziębienie wciąż tam gdzieś po mnie „łazi” no i ostatnio ten mój brzuch daje mi do wiwatu. Ciekawe, jak długo na tych płatkach ryżowych wytrzymam, bo już przyznaję, mi się znudziły. Ale jaką mam alternatywę? Albo „tekturkę”, czyli pieczywo chrupkie, albo pumpernikiel, a za obydwoma nie przepadam.
Tak więc oszukuję ten mój biedny żołądek ile się da, ale czasami mi się marzy pajda takiego fajnego chleba z masłem.
Najgorsze jest to, że niby jestem głodna, ale nic mi nie smakuje. Wczoraj upiekłam sobie w mikrofali 2 jabłka i….też mnie potem po nich brzuch bolał, może za mocno go sobie posypałam cynamonem? Kto wie, była ta potrawa trochę gorzkawa.
Ale gdy się chce być pięknym, trzeba trochę pocierpieć. Szkoda tylko, że tak późno to do mnie dotarło.
Ostatnio znów zaczęłam malować oczy, oj, już nawet nie pamiętam ile lat tego nie robiłam. Wczoraj poszłam nawet do Rossmanna, gdzie kupiłam tusz do rzęs, tusz do kresek, cienie i płyn i chusteczki do demakijażu.
I znów poczułam się młoda.
No, prawie młoda, bo niestety ten sklep jest dosyć wysoko, trzeba do niego wychodzić po dosyć stromych  schodkach (schodzić niestety też), a tu nikt nie pomyślał, że powinny być poręcze, aby był dostęp i dla ludzi mniej lub całkiem niepełnosprawnych.
Niestety mam taką ostatnio „przypadłość”, że boję się schodków bez poręczy, ledwie stanę na pierwszym schodku, już zaczyna mi się kręcić w głowie, nawet nie ma mowy, żebym tam weszła, a co dopiero o schodzeniu myśleć.
Na szczęście kawałek dalej był murek, którego się chwyciłam, wystarczy mi tylko sama świadomość, że w razie czego mam taką podpórkę i już normalnie po tych schodach wchodzę.
Ale swoją drogą dziwię się, że nikt nie zainteresował się zamontowaniem tam jakiejś poręczy, tyle ostatnio mówi  i pisze się  o  koniecznościach ułatwień dla osób starszych i niepełnosprawnych, widać gospodarz tej dzielnicy, w której jest sklep najwyraźniej ma w nosie ten problem, bo jego nie dotyczy.
Larum podniesie się pewno dopiero wtedy, gdy ktoś z tych schodków spadnie, tylko dlaczego dopiero wtedy???
Od kiedy mam kłopoty z chodzeniem, zauważam coraz więcej podobnych usterek w terenie.
Na przykład nierówny chodnik, popękane płyty, o które tak łatwo się jest potknąć…….
Ech, powinni do Rady Gospodarzy Miasta dopuścić osoby niepełnosprawne, które miały by wgląd a panujące w wielu miejscach miasta nieprawidłowości, bo takie osoby są właśnie szczególnie wyczulone na podobne problemy. Młody i zdrowy człowiek nigdy nie zrozumie, z jakimi kłopotami na co dzień musi się inwalida borykać.
Już kiedyś o tym wspominałam w blogu, dlaczego na przykład w wielkich marketach nie ma miejsca, aby podczas zakupów zmęczony człowiek mógł na moment przysiąść, aby po chwili oddechu swobodnie mógł kontynuować zakupy. W takich marketach na ogół jest straszny zaduch i to nie tylko w lecie, ale również w innych porach roku i czasami na prawdę może się człowiekowi zrobić słabo i co wtedy?  Czy na prawdę musi przerwać zakupy i wyjść na zewnątrz, by na moment odsapnąć. A wystarczy postawić malutką ławeczkę i już problem jest rozwiązany.
Podobnie zresztą jest na nowych osiedlach, przechodząc z jednego osiedla na drugi też rzadko można znaleźć miejsce do chwilowego odpoczynku.
Niektórzy niestety nie pamiętają, że po mieście(a tu po osiedlu) chodzą osoby starsze, schorowane, które po dłuższym marszu aż marzą o miejscu do chwilowego przysiadania.
Może z czasem, gdy te osoby się zestarzeją i sami będą mieli podobne problemy, zrozumieją, jak bardzo to jest ważne dla wielu ludzi. Tylko wtedy to już nie oni będą o tym decydować, znów przyjdzie następna ekipa młodych, zdrowych, a problem nadal zostanie nierozwiązany.
Bardzo podobał mi się projekt plaże dla osób niepełnosprawnych. Chodzi tu dokładnie o Jastarnię, gdzie powstała grupa społeczna, zajmująca się usprawnianiem miejsc dla tych, którzy mają kłopoty z dostaniem się na plażę. Jedną z uczestników tego pomysłu jest moja znajoma Marta, dziewczyna niepełnosprawna,o której kiedyś już w blogu wspominałam. No bo w sumie kto wie najlepiej jak pomóc, niż osoba, dla której pokonanie barier jest na co dzień chlebem powszednim?
Dlatego uważam, że podobnego typu inicjatywy powinny podejmować się osoby bezpośrednio zaangażowane w takie problemy i dobrze by było, by właśnie takie osoby dopuszczać do głosu.
Bo chociaż są już w miastach autobusy i tramwaje nisko podłogowe, ba, są i pociągi, które niby mają miejsca i specjalne wejścia dla inwalidów, jednak to wszystko jest kroplą w morzu potrzeb dla ludzi pokrzywdzonych (co tu kryć) przez los, obdarzonych większym, czy mniejszym kalectwem.

A teraz życzę wszystkim miłego piątkowego pracowania, słoneczko świeci, więc zawsze na duszy jest raźniej.