ciekawie zapowiadający się tydzień przede mną

 Wiadomość z ostatniej chwili: W Krakowie spadł śnieg i nadal pada.
No to mamy regularną zimę!!!!!

I to nie tylko ten tydzień, ale również i następny bardzo ciekawie mi się zapowiadają, ale wszystko po kolei.

 Właściwie na ten poniedziałek czekałam z niecierpliwością. Dzisiaj powinna dojść do mnie ta kurteczka i nowe butki, ale i Renia zrobiła mi wielką przyjemność, bo zakupiła dla mnie aż 2 nowe sweterki i nieco cieplejsze spodnie. Ba, tylko o jeden numer za małe:-(  Jednak mnie dziewczyna wyraźnie przeceniła. Spodnie chyba zostawię (fajne, na kuterku), sweterek i dłuży sweter niestety do wymiany, szkoda, bo są naprawdę ładne,
ale …..  trochę z młodszej siostry.
Stanowczo muszę zacząć się odchudzać!!!!!!
Oczywiście dzień zaczynałam więc od rewii mody, jak ja to lubię.
Powtarzam, to nie próżność, to konieczność mną kieruje, że tyle rzeczy ostatnio kupiłam, przecież jest coraz chłodniej, a akurat ze wszystkich sweterków już „wyrosłam”, są stanowczo dla mnie za szerokie.

Wczoraj dowiedziałam się, że 23 października, czyli w przyszły piątek będzie spotkanie byłych pracowników Szpitala Kolejowego. Spotkanie odbędzie się w Klubie Kolejarzy w Krakowie, zresztą już kiedyś tam na takim spotkaniu byłam. No i popatrzcie, właśnie minęło już 10 lat od momentu, gdy rozwiązano ten szpital i ……. nic się tam nie dzieje. Budynek stoi, tak jak stał, teraz niestety pusty, ktoś podobno wygrał wreszcie przetarg na to miejsce (no przecież nie na stary budynek, który najprawdopodobniej będzie zburzony), ale do tej pory jeszcze wciąż jest tak samo, jak kiedyś.
Przejeżdżam tamtędy prawie codziennie wracając z pracy i zawsze z wielkim smutkiem spoglądam w tamtą stronę i wydaje mi się, że słyszę głosy: Ewa masz pacjenta, siostro, proszę zrobić iniekcję itd. Kiedyś ten szpital kipiał życiem, dzisiaj pozostały tylko zimne, puste i ponure mury…..
I ta głucha cisza…….
Czy 10 lat to dużo, czy mało? zależy, jak na to patrzeć, w każdym bądź razie bardzo szybko ten czas zleciał.
I bardzo miłe jest to, że ta dawna nasza szpitalna społeczność potrafi się zmobilizować i od czasu do czasu ze sobą się spotykamy, aby powspominać stare dobre dzieje, bo jednak trzeba przyznać, że cały zespól szpitalny był ze sobą bardzo zgrany.
Przyznam, że tych spotkań było już troszkę, ja do tej pory byłam tylko na jednym, teraz muszę to nadrobić.
Ale to jeszcze odległy termin, teraz, w tym tygodniu czeka mnie jeszcze inna impreza: w piątek jadę do Modlnicy na urodziny Jaśka.
Co prawda sama uroczystość nastąpi w sobotę, ale piątek muszę poświęcić na robienie siebie na bóstwo, mianowicie muszę położyć sobie (tzn rękami Magdy) farbę na włosy. Jeszcze dokładnie nie wiem, jaki kolor mi Magda wybierze, ale zdaję się na jej gust i wyczucie.
Muszę przecież zachwycić najpierw gości Magdy no i potem koleżanki i kolegów na tym koleżeńskim spotkaniu, szczególnie, że nikt z nich nie widział mnie w formie „odchudzonej”. Bardzo jestem ciekawa, czy będzie ta koleżanka Ewa, pielęgniarka, z którą kiedyś też pracowałam w szpitalu, a która przygotowywała mnie na  Czerwonej Chirurgi, gdzie teraz pracuje, do operacji bariatrycznej, też pewnie by się bardzo pozytywnie zdziwiła.
A może jednak jestem trochę próżna? Cóż, trudno, ale wciąż sama nie mogę się nadziwić swoją zmianą, już nie mówiąc, że nie mogę się nią nacieszyć.
Za trzy dni minie już pół roku od mojej operacji, też bardzo szybko ten czas zleciał, na całe szczęście produktywnie, bo jednak po operacji schudłam 34 kg, a ogólnie licząc to aż 45 kg, to jednak jest coś, prawda? Coś, ale jednak wciąż mam ten niedosyt: jeszcze za mało.
Ale nie od razu Kraków zbudowano, dam sobie jeszcze te następne pół roku czasu!!!!
No dosyć tego chwalenia się swoimi sukcesami, muszę teraz bardzo powoli startować, aby jeszcze i te 90 kg pokonać, chociaż przyznaję, że jest coraz trudniej. Ale wszystko wg planu, miałam założenie osiągnąć te 90 kg w grudniu, udało się troszkę wcześniej. I nawet jeżeli teraz znów troszeczkę stanę z utratą wagi w miejscu, jeszcze troszkę uda mi się ciałka pozbyć. Mam nawet pewien cel do osiągnięcia, ale na razie cicho sza, o tym wiedzą tylko Magda i Jacek.  Wspomnę tylko, że wyzwanie jest ogromne i gdyby mi się to udało…….. Ech!

Zdecydowałam, że tą krótką kurtkę jednak odeślę z powrotem do Bonprixu, nie zasłaniała by mi brzucha, a na tym punkcie mam jakąś dziwną obsesję, ale za to zamówiłam już sobie nową, dłuższą, zimową.
Na wiosenna kurtkę mam jeszcze trochę czasu, zobaczę, czy uda mi się tych kilogramów jeszcze troszkę zrzucić.
Może za bardzo pofolgowałam sobie z jedzeniem? Kto wie. Całe szczęście, że mi tych kilogramów nie przybywa, ale też z utratą ich mam nie lada kłopoty. Skończyła się zabawa, zaczęły się schody!!!!
Oj, od poniedziałku nie będę miała dobrego humorku, bo wyraźnie poranna przymierzalnia ciuchów nie najlepiej na moje psyche wpłynęła.
No i ten padający śnieg też nie napawa mnie optymizmem, na szczęście nie jest jeszcze ślisko.
Za to dzisiaj przeprosiłam się już z zimowymi botkami, gorzej z wierzchnim ubraniem, na razie muszę zadowolić się tym co mam, czyli zimowym płaszczykiem, czekając na nową kurtkę, która może dojść dopiero po 10 dniach (dopytywałam się w Bonprixie).

Och ten poniedziałek!!! Ale mimo przeszkód niech będzie dla mnie i dla wszystkich bardzo miły.
A ja już marzę o wiośnie!!!