Wczoraj był bardzo zimny dzień, możliwe, że dla mnie, bo ostatnio jestem bardziej wrażliwa na temperatury.
Ale stojąc na przystankach zauważyłam, że inni też marzli. Cóż mało było czasu na przestawienie się z jeszcze niedawno całkiem letnich klimatów na zimowe krajobrazy.
Pewnie, że to jeszcze nie ta prawdziwa zima, bo w Krakowie na przykład późnym popołudniem śnieg przemienił się w deszcz, ale temperatura nadal oscylowała w okolicach zera. Ale mimo to, ten pierwszy zimowy podmuch zdążył przynieść wiele szkód, osiadły śnieg na pozostałych na drzewach liściach łamał gałęzie, a te z kolei uszkadzały głównie elektryczne przewody i pozbawił wielu osób dostawy prądu.
Zresztą również i wiele samochodów nieprzygotowanych do zimowych warunków, głównie pozbawionych zimowych opon, lądowało w rowach, lub powodowały liczne stłuczki.
Jest to bardzo poważny problem, bo zima tym razem naprawdę nas bardzo zaskoczyła, nie przypominam sobie aby jeszcze przed połową października były takie opady śniegu.
Wiele osób podeszło do tego tematu zbyt lekko, co od razu uchwycił i wyśmiał Demotywator.pl :
No tak, taka jest właśnie cecha Polaków, nigdy nie mamy czasu dla tego, co w sumie jest najważniejsze i odpowiada za nasze zdrowie i życie.
Dopiero większe, czy na szczęście nieraz mniejsze tragedie otwierają nam oczy na rozwijającą się koło nas rzeczywistość.
Po wczorajszym dniu zerknęłam na zapowiedzi pogody na najbliższy tydzień, a szczególnie interesuje mnie z powody imprezki u Jasia, sobota.
Otóż cały ten tydzień będzie na zmianę deszczowo – pochmurny, nawet ze słonecznymi przejaśnieniami i temperaturą nawet około 10 stopni, a w interesującą mnie (i nie tylko pewnie mnie) sobotę może być nawet plus 16 stopni, ale z przelotnym deszczem.
Czyli ten śnieżny wybryk był na szczęście tylko przejściowy i oby to była prawda.
Bo sami wiecie, jak to jest z tą prognozą pogody: albo sprawdzi się, albo nie sprawdzi się, na dwoje babka wróżyła.
W każdym bądź razie już wczoraj zaliczyłam ciepły płaszcz, ciepły kapelusik na głowę, pod szyję szaliczek, rękawiczki na dłoniach i oczywiście botki na nogach. Potraktowałam ten śnieg całkiem poważnie i chyba całkiem dobrze na tym wyszłam.
A czekając na długą, zimową kurtkę, która jest już zamówiona musiałam ubrać nieco za szeroki płaszczyk i znów jak kiedyś usłyszałam, że wyglądam w nim jak Muminek. Ciekawe dwie różne osoby miały podobne skojarzenie :-).
No to nie będę już niedługo Muminkiem i koniec dyskusji.
Wczoraj za to przyszły moje nowe buty ze sklepu Orto, wiązane na sznurówki. Może nie są one bardzo eleganckie, ale za to bardzo wygodne, a przecież o to mi chodziło.
Ale ponieważ od wczoraj zaczęłam chodzić w botkach, moje nowe buty będą musiały poczekać na swoje lepsze czasy chwilowo w szafie.
Ale kto wie, jeżeli nie będzie padać, może jeszcze w tym sezonie w nich wystąpię?
No to teraz czekam na dwie kurtki, jedną tą krótką, którą natychmiast odeślę z powrotem no i tą długą zimową.
Po co mi tyle zimowych ubrań na raz? No właśnie, po co?
Dzisiaj wstał kolejny chłodny i mglisty poranek, na całe szczęście bez żadnych opadów.
Ale i tak trzeba znów mocno się okutać w czapki, szaliki i rękawiczki, żeby nie zmarznąć.
I już się boję, bo skoro już teraz przy temperaturach 0 – 1 stopnia marznę co będzie, gdy przyjdzie kilku lub co gorsze jeszcze kilkunastostopniowe mrozy?
Ale na razie wolę o tym nawet nie myśleć. Zabieram się do pracy Miłego dnia.

