Bo tyle już mi tylko pozostało po wizycie w tym niezwykle gościnnym domu Magdy i Jacka, wspomnienia.
Wczorajsza niedziela była bardzo miła, bo przynajmniej słoneczna, chociaż był trochę dokuczliwy chłodek, oczywiście życie towarzyskie toczyło się więc w salonie, a nie na tarasie.
W sobotę w kuchni urzędowała Magda wraz ze mną, za to niedziela należała do Jacka.
Nie można powiedzieć, że mężczyźni są gorsi w tej dziedzinie, to nie jest prawda, czemu Jacek już wielokrotnie dowiódł swoimi pysznymi potrawami.
Ale powróćmy do wczorajszej niedzieli. Rano Jacek przygotował bardzo urozmaicone śniadanko – czego tam nie było: i biały twarożek z zieloną cebulką i pyszna sałatka z pomidorów, były tez i paróweczki, których wielbicielem jest głównie Jasiek, były też jajka w majonezie i oczywiście był cienko pokrojony żółty ser i pyszna sucha kiełbasa krakowska. A więc było jedzonko do wyboru, do koloru.
Domownicy jedli pyszny chlebuś, ja zadowalałam się moimi ryżowymi wafelkami, które w połączeniu z tym białym twarożkiem i z sałatką z pomidorów smakowały wybornie. Do popicia była wspaniała herbata z cytryną i sokiem malinowym, którą chętnie wypiłam, gdyż „łapie” mnie coś przeziębienie.
No tak, w sobotę wychodziłam na papieroska na tarasik, a ponieważ wiał zimny wiatr i padał spory deszcz, nieco przemarzłam.
Menu obiadowe też należało do pomysłów Jacka, upiekł w piekarniku wspaniałego łososia, zamarynowanego poprzedniego wieczoru w soli, pieprzu i soku z cytryny. Och, jak mi ten łosoś smakował, był jeszcze lepszy chyba, niż moja sztuka mięsa, która zrobiłam dzień wcześniej.
Potem oglądaliśmy wspólnie mecz piłkarski Cracovia- Legia (Jacek jest wiernym kibicem Cracovii), niestety ukochany team Jacka przegrał z przeciwnikami 3:1. Prócz mnie i Jacka jednym z kibiców był tez pies Czako, który żywo reagował na wszystkie okrzyki Jacka, głośno szczekając.
Nawet nie przypuszczałam, że z psa może być taki piłkarski entuzjasta………
Ale wreszcie przyszedł czas, gdy Jacek musiał odwieźć mnie swoim autkiem do Krakowa. Trudno i darmo, pora weekendu i urodzinowo – rodzinnych fanów już się skończyła, trzeba było powrócić do rzeczywistości.
Ale ten nadchodzący tydzień też będzie bardzo frapujący, w piątek spotkanie koleżeńskie, a w niedzielę wybory… Oj będzie się znów działo…..
No i po drodze czekam jeszcze na zamówione przesyłki, na kurtkę zimową, jeszcze jedną tunikę, a potem na długi sweter z golfem, który zamówiłam pod koniec ubiegłego tygodnia.
Już teraz przynajmniej będę miała co na swój odchudzony grzbiet włożyć 
Zwłaszcza, że dzisiaj Rano Renia przyniosła mi śliczny i cieplutki beżowy sweterek, ale tych nigdy nie za dużo, zwłaszcza jesienno – zimową porą.
Za oknem znów słonko, chociaż pogoda oscyluje między 7-8 stopni, potem o kilka stopni temperatura podskoczy, ale nie aż tak za wiele
Takie są uroki jesieni niestety.
No to życzę miłego tygodnia uwieńczonego zmianą czasu (nareszcie trochę dłużej pośpimy) i wyborami (nareszcie od przyszłego tygodnia będziemy mieć ELDORADO w Polsce ), oraz pracowitego, ale też i miłego poniedziałku.
P.S. Zastanawiam się, czy moja Koleżanka Magda od Blogu też pójdzie zagłosować?????
Obawiam się, że będzie miała zbyt daleko do Lokalu Wyborczego……. a tu każdy głos na wagę złota jest!!!
Od tego zależy przecież najbliższa przyszłość Polski, czy zmarnujemy tą szansę???