i znów namy kolejną środę

Halo Poznań, Halko Ulka, tu Kraków, tu Ewelinka!!
Dzisiaj kolejna środa zawitała na mój blog, a wraz z nią prześliczna różyczka.
Musisz przyznać, że jest troszkę inna, niż poprzednia i jeszcze bardziej od tamtych piękniejsza.
Specjalnie wcześniej dla Ciebie Ulu takie kurioza w necie wyszukuję i chowam do mojej tajemnej skrytki, żebyś potem mogła cieszyć się ich pięknem.
Toteż dzisiaj bardziej niż zwykle będę wyglądała śladu Twojego pobytu i Twojego komentarza.
Bo takie właśnie są środy!
I niech mi tu nikt nie mówi, że prawimy sobie Ulu słodkie dusery, zresztą niech każdy nazywa to jak chce, ale wiem, że i Ty i ja te nasze środowe spotkania tutaj bardzo lubimy i nikt i nic tego już nie zmieni, tak pozostanie jeszcze przez najbliższe 100 lat i jeszcze jeden dzień dłużej, parafrazując Jurka Owsiaka, którego zresztą bardzo lubię i cenię za to, co robi dla innych.
Uleczko, posyłam Ci mocno jesienne podmuchy pozdrowień z Krakowa i mnóstwo ciepłych całusków, by chociaż trochę ociepliły nasze dzisiejsze spotkanie tutaj. Szczególnie gdy jestem taka „smarkata”.
I chociaż wiem, że pewnie nie raz tu jeszcze wcześniej zaglądniesz, ale życzę Ci powodzenia aż do następnej naszej środy 

Wczoraj przyszły aż dwie przesyłki na raz do mnie, w pierwszej była ta wspaniała granatowa kurtka na ciepłym kuterku, oczywiście z kapturem i…
Można powiedzieć, że jest nawet ciut dla mnie za duża (SZOK!!!), chociaż obawiałam się, że może być za wąska. Kupiłam rozmiar 52, ponieważ zawsze pod taką kurtkę zimą wkłada się obszerniejsze, ciepłe sweterki. Na szczęście kurtka ma tunele z troczkami i w pasie i w biodrach, tak, że można łatwo regulować szerokość. Jeszcze jedno co mnie cieszy to to, że jest ona niepikowana, czyli nie będę wyglądała w niej jak zrolowany baleron.
Jest idealnie gładka i o taką właśnie mi chodziło.
Druga paczka przyszła z  firmy Celebes z bardzo fajną tuniką, podobną kolorem do mojej poprzedniej, ale nieco cieńszą, ciut węższą (rozmiar 50) , ale ta ma odcień bardziej burgundu, (wpada w lekki fiolet), niż ciemnej czerwieni. Na dobrą sprawę też mogłaby być ciut węższa, chociażby  w biodrach.
To nie znaczy, że nie umiem kupować ale numeracje w Celebesie są takie dziwne: 48-50, a następna 50-52, no i jak mam wybrać „po środku”, gdy takiej pojedynczej  numeracji nie ma?.
Czekam jeszcze na sweterek, zobaczymy, jak będzie on na mnie pasował, bo kupiłam rozmiar 48-50 – ( większe były dopiero 52-54, więc zdecydowanie byłyby na mnie za duże), pomyśleć, że jeszcze niedawno kupowałam ubrania w rozmiarach 58-60. Jest różnica, prawda?
Jednym słowem, nie miała baba kłopoty, kupiła sobie……. ubrania. 🙂
Ale muszę teraz lekko spasować, bo ostatnio rzeczywiście poszalałam i teraz muszę jakoś te zaciągnięte na ciuchy kredyty zacząć spłacać.
Chyba jednak na swoje nieszczęście kiedyś zgodziłam się na wyrobienie karty kredytowej, bo kredyt łatwo brać, gorzej go potem spłacać.
A tu w Lotka nic wpaść nie chce. Nawet jakieś 3-5 tysięcy na ciuchy, ale bym się wtedy poubierała, od stóp do głów!!!!

Cały wczorajszy dzień grzecznie spędziłam w łóżeczku ( no prawie cały, bo czasami do internetu musiałam przecież zaglądać), rano i wieczorem zażyłam sobie Aspirynę Bayera (trochę potem brzuszek mnie bolał, ale z kolei zażywałam na niego Gealcid), więc dzisiaj już czuję się troszkę lepiej, przynajmniej na tyle, że mogę iść do pracy ( mam zarejestrowanych pacjentów), aczkolwiek nie odbędzie się bez zażywania Aspiryny, bo przecież pojutrze………. już się nie mogę tego spotkania doczekać.

Znów jest ponuro i mżysto, właściwie przy takiej kurtce nie muszę się już niczego obawiać, ale….jeszcze jednak całkiem tak do końca nie ozdrowiałam.
Cóż, działa stare porzekadło: nieleczony katar trwa tydzień, a leczony tylko 7 dni, mnie dopiero mija dzisiaj drugi, taki poważny dzień kataru, wcześniej tylko była mała zapowiedź, charakteryzują się nieznośnym drapaniem w gardle. Ale chyba aspiryna zaczyna działać, więc do piątku już nie powinien mi tak dokuczać. Właściwie dzisiaj jeszcze powinnam pogrzać się w ciepłym łóżeczku, ale jak mus, to mus, praca i pacjenci ponad wszystko.
No chyba, że byłabym tak obłożnie chora, że z łóżkiem trzeba by mnie do pracy było zanieść, na szczęście tak nie jest, to tylko  zwyczajne przeziębienie, zwyczajny katar, pewnie jeszcze nie raz będą mi takie dolegliwości doskwierać i oby tylko takie.
Życzę miłej środy i Ulce i V.I.P-owi i wszystkim moim Czytelnikom, trudno ich teraz tutaj wszystkich wymieniać.
Uśmiechu na dzisiaj życzę.