po spotakniu koleżeńskim

 

Było bardzo, bardzo przyjemnie. Do domu wróciłam dopiero około 1 szej w nocy, dzisiaj musiałam  trochę odespać, stąd tak późny dzisiejszy wpis.
To takie miłe, gdy się dawno nie widziało kogoś i nagle wpada się w czyjeś ramiona.
Obojętnie, czy to doktor, czy pielęgniarka, czy technik, wszyscy jednakowo serdecznie z uściskami  i całusami się witali.
Trochę dziwi, że latek nam przybyło, że ten lub ta już babcią czy dziadkiem został(a), hm, w duszy ciągle byliśmy młodzi.
Najlepszy dowód, że ta nieco młodsza część uczestników tańcowała z wielkim entuzjazmem na parkiecie, starsza ich podziwiała, ale nie jedna starsza noga pod stołem też tany wywijała 🙂
Padła nawet propozycja, by wkrótce znów, już w bardziej ścisłym, rentgenowskim gronie się spotkać i do woli pogadać, tam niestety muzyka wszelakie rozmowy zakłócała.
Nawet razem z Adamem zgodziliśmy się, żeby tradycji stało się zadość, Adam zrobi śledzie w śmietanie, a ja upiekę mój nieśmiertelny tort kokosowy i będziemy się czuć znów jak na ul Lea 44, w naszym budynku Szpitala,  tym razem niestety tylko na wyjeździe.
Ciekawa jestem, czy rzeczywiście do takiego spotkania dojdzie, bo zawsze tak jest, że mówi się, musimy się spotkać, koniecznie musimy, a potem każdy zajęty jest swoją codziennością, a czas przecieka nam między palcami….
Oczywiście większość zauważyła moją zmianę sylwetki i nawet mi serdecznie gratulowali, jest to jeszcze jeden powód, by nadal trwać w swoim postanowieniu.
Dlatego też i wczorajsze porcje ograniczałam do wielkiego minimum i np nie jadłam ani frytek, ani pieczywa do przystawki, nie wspominając, że szarlotki z bitą śmietaną też nie ruszyłam. I bardzo dobrze, bo była podobno okropnie słodka.
Ale na pewno mojemu kokosowemu torowi nie odpuszczę i uszczknę chociaż mały kawałek, najwyżej tydzień wcześniej i tydzień później będę tylko na przysłowiowej zielonej sałacie. Oj, bez przesady, nawet taki mały kawałek na pewno mi nie zaszkodzi, więcej i tak bym nie zjadła, bo byłoby mi mdło potem w ustach.
Nawet soki owocowe, które wczoraj piłam też rozcieńczałam wodą mineralną, bo były dla mnie za bardzo słodkie.
Ale smaki potrafią się zmieniać, co?
Reasumując, jestem bardzo zadowolona z wczorajszego dnia i bardzo się cieszę, że zgodziłam się tam pójść, chociaż trzeba przyznać, że szczególnie nie byłam do tego namawiana, usłyszałam po prostu, że jest taka impreza i sama na nią się zgłosiłam, ot i tyle.
Przykro tylko, że nie było mojej przyjaciółki Majki, właśnie minęło już 5 lat od jej śmierci, ale za to w jej zastępstwie był jej syn Maciek, który często uczestniczył w życiu szpitala, zawsze chętnie jeździł na wszelakie wycieczki, które kiedyś szpital urządzał.
I mnie było bardzo miło Maćka spotkać, bo też widziałam go chyba ostatni raz na pogrzebie Majki, a przecież kiedyś, gdy Majka mieszkała niedaleko mnie, byłam u nich codziennym gościem, nawet Maciek mówił mi ( i mówi do tej pory) Ciociu.

A dzisiaj jest dzień odpoczynku i rozmyślań nad jutrzejszym ważnym dniem wyborów i zastanowieniem się, na kogo rzeczywiście będę glosować.
Chociaż wydaje mi się, że taką decyzję już podjęłam.

Miłego sobotniego popołudnia życzę