….sami się rodzą.
Wczoraj dałam się nabrać, zostałam naciągnięta na całe 25 zł. Oj stara i głupia.
Po prostu facet, którego znam z krótkich rozmów z Żabińca, obiecał mi papierosy Vogi po 5 zł za paczkę. Kiedyś już też siłował mnie naciągnąć, jakoś udało mi się wtedy włączyć ostrożność, czego nie można powiedzieć o dniu wczorajszym. Powinnam być bardziej czujna, ale facet obiecał mi, że zaraz mi te papierosy zniesie z domu, w którym ktoś je posiada (przechodziłam obok). Pozostawił mi jakąś siatkę do pilnowania i…zniknął. Czekałam może kwadrans, ale ponieważ miałam już porejestrowanych pacjentów, musiałam pośpieszyć do pracy, bo jeszcze miałam kawałek do niej drogi.
Pomyślałam naiwnie sobie, że facet przecież wie, gdzie pracuję, więc jakby co przyniesie mi te papierosy do pracy. Nie przyniósł.
Ale najśmieszniejsze jest w tej całej przygodzie to, że facet opowiadał, że wie, gdzie jest ta przychodnia, bo tam pracuje taka fest gruba babka.
Ha, ha, ha, najwidoczniej mnie nie poznał, bo tą fest grubą babką byłam przecież ja. (nikt podobnie gruby tam nie pracuje). To ze mną kiedyś też o tych papierosach rozmawiał ,tylko wtedy jakąś większą czujnością się wykazałam.
No to czy nie warto było te 25 zł wydać dla polepszenia swojego samopoczucia?
Dobra, może stara, może głupia, może naiwna, ale…. nie do poznania, a o to przecież chodziło.
A faceta jeszcze kiedyś dorwę i sobie wtedy na nim poużywam, oj poużywam.
Rano też podniosłam swoje samopoczucie, bo Renia przyniosła mi ze swojego sklepu śliczną wiosenną kurteczkę pepitko. Gdy ją zobaczyłam od razu podniosłam wrzask, przecież ja w nią nie wejdę, ale Renia spokojnie powiedziała proszę zmierzyć. Zmierzyłam i….jest wspaniała, wyglądam w niej jeszcze pół raza chudsza, niż w rzeczywistości jestem. Bo ja oczywiście nauczyłam się nosić te obszerne ciuchy i gdy coś jest bardziej opięte na początku mnie drażni, ale szybko się do tego przyzwyczajam.
Renia też przyniosła mi śliczny rozpinany sweterek w ładnym kolorze morskim, też lekko dopasowany, ale tak musi być.
Koniec z porozciąganymi rzeczami, nadają się tylko do kosza, a to co dobre do rozdawania.
Zauważyłam, że nawet getry, które kupowałam w lipcu i sierpniu są dla mnie stanowczo za duże, jednak nadal chudnę?
Chyba jednak tak, bo dwie podomki, które kiedyś mnie obciskały i wyglądałam w nich jak baleron, teraz są zupełnie luźne.
Właśnie je też dzisiaj mierzyłam, żeby sprawdzić rezultaty mojej operacji.
Za tą kurteczkę i sweterek dałam Reni buziaczka, nawet nie pogniewałam się zanadto na nią, gdy niechcący zlikwidowała mi mój pierwszy wpis w blogu.
Trochę moja wina, bo nie zdążyłam nacisnąć zapisz, zanim Renia do sprzątania przy komputerze się zabrała.
Ale blog musiałam pisać od nowa.
Dzisiaj piękna i słoneczna pogoda. Jest cieplutko, szkoda, że nie na tyle, że mogłabym w tej swojej nowej kurteczce pomaszerować do pracy, stanowczo musi ona poczekać do wiosny.
To życzę bardzo słonecznego dnia i wspaniałego samopoczucia, bo gdy słonko mocnieje grzeje dobre się na duszy dzieje. 
