Imieniny, Urodziny, życie doczesne i wieczne……

Dzisiaj są  imieniny Ireny.
Wszystkim Irenkom obchodzącym dzisiaj święto swojego Imienia życzę samych pomyślności i radości z  życia i na co dzień i od święta.
Dzisiaj są także Imieniny mojej Mamusi.
Mamusiu! Kocham Cię i modlę się za Ciebie, ale wiem, że tam gdzie jesteś na pewno jest Ci dobrze i czujesz się szczęśliwa.

Dzisiaj jest też Dzień Urodzin mojej siostry Ani, skończyłaby właśnie 72 lata.
To wcale nie tak dużo, mogła przecież dzisiaj z nami  w Modlnicy radować się w dniu Jej święta.
Nie mogę złożyć Jej dzisiaj życzeń, nie będę miała okazji nawet dzisiaj zapalić świeczki na Jej grobie, ale powiem Jej tylko jedno: Aniu pamiętam o Tobie, bardzo Cie kocham i ciągle za Tobą tęsknię.
Zawsze  wiedziałam, że jesteś dla mnie bardzo ważną osobą i dlatego nieustannie  czuję brak Ciebie koło mnie.
Wiem, że dzisiaj wraz z Mamą czcicie swoje święta, Ty Urodziny, Mama Imieniny i jesteście w gronie  wszystkich naszych Najbliższych.
Zawsze wiedziałam, że jesteś dla mnie bardzo ważną osobą i dlatego nieustannie  czuję brak Ciebie koło mnie.
Ale takie są niestety koleje naszego losu, wierzę, ze kiedyś na tym lepszym ze światów wszyscy się spotkamy.

Wczoraj dotarła do mnie bardzo smutna wiadomość o śmierci Koleżanki, z  którą kiedyś czatowałyśmy, wraz z  innymi, na Polchacie w pokoju 50+
Kiedyś odeszła z naszego czatowskiego grona Jola- marzeniee, potem Marek – Typek, Marian – Kawusia, potem jeszcze jedna koleżanka Krystyna – micra,  a teraz Irena_b czyli jedyneczka. Bardzo smutna to wiadomość Irenko.  Chociaż nie istnieje już na Polchacie  pokój 50+, ale ciągle wszyscy Ci nasi Przyjaciele są nadal w moim sercu i tym bardziej boleśnie ich brak odczuwam.

 

 

Coś już bezpowrotnie się skończyło, nie ma, przeminęło….. nigdy się  nie wróci………
Przeglądałam wczoraj profil Irenki, napisała mi kiedyś, że bardzo Jej się podoba mój blog , tym bardziej musiałam tutaj o Niej wspomnieć.
Już nigdy go nie przeczyta……
Odpoczywaj w spokoju Irenko po tych wszystkich trudach Twojej ziemskiej drogi.

Smutna bywa ta nasza rzeczywistość, ciągle człowiek musi się z kimś żegnać na zawsze, a może jednak nie na zawsze, może rzeczywiście kiedyś się „tam” spotkamy? Ale im człowiek starszy, tym coraz częściej niestety takie chwile przychodzą i niestety musimy się z tym godzić.

A dzisiaj Irenka obchodziłaby dzień swoich Urodzin i Imienin…

Ponuro coś za oknem, ponuro i chłodno.
Ja się tak nie bawię, chcę ciepełka.
Najgorsze, że katar coraz bardziej mnie męczy, w głowie mi huczy, a w piątek mam przecież  koleżeńską imprezkę, na którą nie mogę nie iść.
A może jednak dzisiaj zostanę pod ciepłą kołderką i będę się leczyć, skoro nie mam zapisanych żadnych pacjentów?
Mam nadzieję, że w pracy mnie zrozumieją. Jutro idę dopiero na popołudniu, więc takie półtora dnia w łóżeczku dobrze mi zrobi.

Pozostaje mi tylko jeszcze życzyć wszystkim miłego dnia.
Wszak na szczęście nie każdy dzisiaj jest przeziębiony, tak jak ja.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

jeszcze trochę modlnickich wspomnienień

 

Bo tyle już mi tylko pozostało po wizycie w tym niezwykle gościnnym domu Magdy i Jacka, wspomnienia.
Wczorajsza niedziela była bardzo miła, bo przynajmniej słoneczna, chociaż był trochę dokuczliwy chłodek,  oczywiście życie towarzyskie toczyło się więc w salonie, a nie na tarasie.
W sobotę w kuchni urzędowała Magda wraz ze mną, za to niedziela należała do Jacka.
Nie można powiedzieć, że mężczyźni są gorsi w tej dziedzinie, to nie jest prawda, czemu Jacek już wielokrotnie dowiódł swoimi pysznymi  potrawami.
Ale powróćmy do wczorajszej niedzieli. Rano Jacek przygotował bardzo urozmaicone śniadanko – czego tam nie było: i biały twarożek z zieloną cebulką i pyszna sałatka z pomidorów, były tez i paróweczki, których wielbicielem jest głównie Jasiek, były też jajka w majonezie i oczywiście był cienko pokrojony żółty ser i pyszna sucha kiełbasa krakowska. A więc było jedzonko do wyboru, do koloru.
Domownicy jedli pyszny chlebuś, ja zadowalałam się moimi ryżowymi wafelkami, które w połączeniu z tym białym twarożkiem i  z sałatką z pomidorów smakowały wybornie. Do popicia była wspaniała herbata z cytryną i sokiem malinowym, którą chętnie wypiłam, gdyż „łapie” mnie coś przeziębienie.
No tak, w sobotę wychodziłam na papieroska na tarasik, a ponieważ wiał  zimny wiatr i padał spory deszcz, nieco przemarzłam.
Menu obiadowe też należało do pomysłów Jacka, upiekł w piekarniku wspaniałego łososia, zamarynowanego poprzedniego wieczoru w soli, pieprzu i soku z cytryny. Och, jak mi ten łosoś smakował, był jeszcze lepszy chyba, niż moja sztuka mięsa, która zrobiłam dzień wcześniej.
Potem oglądaliśmy wspólnie mecz piłkarski Cracovia- Legia (Jacek jest wiernym kibicem Cracovii), niestety ukochany team Jacka przegrał z przeciwnikami 3:1. Prócz mnie i Jacka jednym z  kibiców był tez pies Czako, który żywo reagował na wszystkie okrzyki Jacka, głośno szczekając.
Nawet nie przypuszczałam, że z  psa  może być taki  piłkarski entuzjasta………
Ale wreszcie przyszedł czas, gdy Jacek musiał odwieźć mnie swoim autkiem do Krakowa. Trudno i darmo, pora weekendu i  urodzinowo – rodzinnych fanów już się skończyła, trzeba  było powrócić do rzeczywistości.
Ale ten nadchodzący tydzień też będzie bardzo frapujący, w piątek spotkanie koleżeńskie, a w niedzielę wybory… Oj będzie się znów działo…..
No i po drodze czekam jeszcze na zamówione przesyłki, na kurtkę zimową, jeszcze jedną tunikę, a potem na długi sweter z golfem, który zamówiłam pod koniec ubiegłego tygodnia.

Już teraz przynajmniej będę miała co na swój odchudzony grzbiet włożyć 

Zwłaszcza, że dzisiaj Rano Renia przyniosła mi śliczny i cieplutki  beżowy sweterek, ale tych nigdy nie za dużo, zwłaszcza jesienno – zimową porą.

Za oknem znów słonko, chociaż pogoda oscyluje między 7-8 stopni, potem o kilka stopni temperatura podskoczy, ale nie aż tak za wiele
Takie są uroki jesieni niestety.

No to życzę miłego tygodnia uwieńczonego zmianą czasu (nareszcie trochę dłużej pośpimy) i wyborami (nareszcie od przyszłego tygodnia będziemy mieć ELDORADO w Polsce ), oraz pracowitego, ale też i miłego poniedziałku.

P.S. Zastanawiam się, czy moja Koleżanka Magda od Blogu też pójdzie zagłosować?????
Obawiam się, że będzie miała zbyt daleko do Lokalu Wyborczego……. a tu każdy głos na wagę złota jest!!!
Od tego zależy przecież najbliższa przyszłość Polski, czy zmarnujemy tą szansę???

Wspaniałe urodziny

Trzeba przyznać, że urodziny Jaśka udały się na medal.
No może z wyjątkiem pogody, niestety deszcz popsuł ewentualne hasanie dzieci na zewnątrz.
Było nawet sporo rodziny i oczywiście dzieciaczki, więc było hucznie i wesoło.
Mada upiekła wspaniałą pizzę, tak pyszną, że znikała w niesamowitym tempie i Magda nie nadążała piec nowych porcji.
O torcie też muszę wspomnieć, bo była to wprost rewelacja, tort był ananasowo-budyniowy z bitą śmietaną, ale biszkopt był tak wspaniale naponczowany sokiem ananasowym, że sam rozpływał się w buzi. No mówię Wam, na konkursie pizzy i tortów Magda bezsprzecznie zajęłaby  pierwsze miejsce i złoty medal.
No dosyć tego chwalenia Gospodyni, bo Ona czyta mój blog i jeszcze pęknie potem z dumy. Ale między nami mówiąc, zasłużyła sobie na pochwałę, bo spisała się wczoraj na szóstkę z plusem!!
Humory na szczęście dopisywały nie tylko dzieciaczkom, ale i dorosłym.
Basia znalazła w swoim archiwum moje stare zdjęcie, które były robione było jakieś półtora roku temu tu Magdy w mieszkaniu, podczas mojej drzemki.
Łukasz ułożył mnie w podobnej pozycji, na tym samym tapczanie i zrobił nowe zdjęcie. W porównaniu obu zdjęć  widać olbrzymią różnicę w  mojej postaci przed i po operacji.  Jeszcze jeden dowód na to, że jednak warto było!!!!!!
Co prawda wczorajszy dzień „odkupiłam” dzisiaj ścieżką biegów do WC, ale cóż, czasami człowiek grzeszy i potem musi odpokutować.
Chociaż przyznać trzeba, że się starałam uważać na to ile jem, zjadłam tylko jeden mały kawałek pizzy i kawałek tortu, ale widać, że i to było zbyt wielkie obciążenie dla mojego skurczonego żołądeczka.
Czyli wszelakie wielkie wspaniałe  biesiady są dla mnie zakazane, mogę nimi jedynie sycić oczy.
 Moja  nowa tunika też „zdała egzamin”, bardzo fajnie na mnie leży i wydaje się bardzo  elegancka.
Ale na następną piątkową imprezkę (spotkanie byłych pracowników Szpitala Kolejowego) mam już zapewnioną następną tuniczkę, w podobnym zresztą kolorze czerwonego wina.

Okropnie coś dzisiaj wiesza się mój laptop, więc kończę już ten dzisiejszy wpis.
A za oknem słonko świeci, czemu nie mogło być tak wczoraj?

Miłej niedzieli

jesienna Modlnica

Smutno jesienią w tej Modlnicy. Kwiatków już prawie nie ma, pozostały tylko dragony, jest mgliście (chociaż wczoraj na moment słonko zaświeciło), za oknem czuć jesienny chłód (oj na tarasiku z kawką już nie posiedzisz), a w nocy w dodatku padał deszcz.
Noc nie była zbyt dobra, bo co prawda bardzo wcześnie usnęłam, pod wpływem mojego usypiacza, czyli  „Klanu” puszczonego na Ipli, ale pies, który akurat był w domu umyślił sobie, że będzie w nocy pilnować „zagrody” i cały czas tupał pazurkami po podłodze, aby go wypuścić na zewnątrz. A to była chyba druga w nocy.
Wreszcie Jacek nad psem się ulitował i otwarł mu drzwi na taras, aby sobie poleciał, tam gdzie tylko chce  do woli poszczekał.
Co prawda w pierwszym momencie myślałam, że jestem w domu i dziwiłam się, czemu Pepa tam i z powrotem po moim pokoju biega, ale w końcu uświadomiłam sobie, że jestem w Modlnicy, a nie w domu i to nie Pepa, a Czako robi takie nocne pobudki. Ale na szczęście udało mi się jeszcze na trochę zasnąć, spałam smacznie aż do…6 rano.
Za to dzisiaj rano zaskoczyłam Magdę poranną kawusią, która już czekała do zalania, gdy tylko Ona wstanie. To ewenement, bo dotychczas to zawsze czekałam, aż mi Magda kawusię prawie że do łóżka poda. Ale wczoraj i dzisiaj poczułam jakiś przypływ energii i postanowiłam to zmienić.
Ba, wczoraj chyba po raz pierwszy gotowałam tutaj obiad na dzisiaj, będzie „sztuka –  mięs” w sosie chrzanowym, który dzisiaj dorobię.
No proszę, im mniej kilogramów, tym większa energia.
A dzisiaj rano zrobiłam sobie pyszny omlet z płatków owsianych wg. przepisu Kamili.
Co prawda podałam ten przepis już dzisiaj na moim Face Booku, ale może i tu się znajdzie osoba zainteresowana niezbyt kalorycznym, ale sycącym śniadaniem
Otóż 3-4 łyżki płatków owsianych wymieszać dobrze trzeba z kilkoma łyżkami gorącej wody, poczekać aż owsianka napęcznieje. dodać 1 całe jajko i szczyptę soli, raz jeszcze wymieszać i wlać na rozgrzaną patelnię posmarowaną olejem rzepakowym, lub oliwą (tak by omlet nie pływał w tłuszczu, ale by się nie przypalił) i smażyć podobnie jak omlet z dwóch stron, aż będzie rumiany. Przełożyć na talerz, można go ustroić łyżką keczupu, czy zieleniną

Dzisiaj czekamy na gości urodzinowych, tort gotowy czeka w lodówce, Magda zaraz przygotuje ciasto na pizzę, a ja zbieram się za odkurzanie, a potem za wykańczanie obiadu.

Życzę przyjemnej soboty

Urodziny Jasia

Dzisiaj Jasiek kończy 11 lat.
Wszystkiego najlepszego Jasiu, życzę Ci byś rósł zdrowo i wysoko (i mądrze), żebyś kiedyś w przyszłości był najlepszym piłkarzem świata, jeszcze lepszym niż Lewandowski czy Messi.
A może w przyszłości zostaniesz panem doktorem, kto wie……
Babcia Ania pewnie bardzo byłaby tym uradowana!!.
100 lat Jaśku, Kocham Cię!!!!

Dzisiaj zaraz po pracy jadę z Magdą do Modlnicy, zostanę tam aż do niedzieli wieczór. Znów będę miała fajny weekend, tym razem jeszcze dodatkowo z urodzinową imprezką, a więc z gośćmi.
Oczywiście muszę zabłysnąć, wiec biorę ze sobą tę nową sweterkową tunikę. Akurat nie zapowiada się na to, żeby było bardzo gorąco, więc w takim stroju mogę wystąpić.
Pewnie dziś jeszcze Magda ufarbuje moje siwizny na blond, czyli nadal będę jasna0, nie muszę zmieniać niku, ale przynajmniej nie będę siwa jak stara babcia. Chociaż wiek już stanowczo „babciny”, ale w sercu ciągle jeszcze maj, a to najważniejsze!!
Jedyną małą w tym wszystkim przeszkodą jest mój brzuch, który znów zastrajkował, coś ostatnio bardzo mną „rządzi” i uparł mi się dokuczać.
A może jednak coś nie za dobrze układam tę swoją dietę? Może jednak coś jem nie tak, jak potrzeba?
Ale przecież nie mogę być o chlebie i wodzie? Ba, jakim chlebie, raczej waflami ryżowymi się ostatnio pożywiam.
Wczoraj w pracy były obchodzone imieniny koleżanki Jadzi i oczywiście był podany z tej okazji tort czekoladowy, ale przyznam, że byłam bardzo dzielna i żeby solenizantce nie zrobić przykrości odkroiłam sobie z mojego kawałka około 1/3 porcji i spróbowałam.Owszem był dobry, ale nie domowy, nie było więc po co bardziej grzeszyć 🙂
Zresztą nawet po tej zjedzonej ociupince było mi niesamowicie słodko, aż mdło, widać odzwyczaiłam się od takich słodyczy.

Oczywiście za oknem znów mgliście i deszczowo, tak, że swój dzień musiałam rozpocząć od nieśmiertelnego Nimesilu, jak to dobrze, że go mam!!
Bez niego pewnie nawet kroku bym nie postawiła.
Cały entuzjazm w człowieku opada z powodu tej pogody, ale co robić, trzeba jakoś się przecież trzymać i przeczekać te gorsze jesienne, a potem zimowe dni.

Życzę miłego weekendu i dobrego odpoczynku, co prawda nie da się go pewnie spędzić na łonie natury, ale zawsze jakieś ciekawe zajęcia (prócz oczywiście sprzątania, prania i gotowania) można sobie poszukać.
No to samej pomyślności na dzisiaj, na sobotę i i na niedzielę   

ALARM

 

Wczorajszy dzień był troszkę przerażający.
W wielu miastach, w tym w Krakowie, odbywały się  próbne alarmy antyterrorystyczne.
Syreny wyły tak, jak miałyby wyć podczas prawdziwego ataku. To było przerażające, bo nikt wcześniej nie powiadomił społeczeństwo, że maja takie próby przeprowadzić. Tylko potem ci, którzy zarządzili te alarmy dziwili się, że społeczeństwo prawie wcale na taki alarm nie zareagowało.
Przepraszam, a jak niby ludzie mieli zareagować, skoro o możliwości przeprowadzenia takich akcji w żaden sposób nie zostali poinformowani?
Ludzi stali przeważnie jak  porażeni po włączeniu się syren i nie wiedzieli o co w tej całej sprawie chodzi. Jedni zastanawiali się, czy to naprawdę już wojna, inni pomyśleli, że to pewnie jest znów obchodzona jakaś rocznica……
No, ale gdyby to był prawdziwy alarm, to co wtedy ci biedni ludzie mieli począć? Czy ktoś poinformował chociaż, jakie są wtedy możliwości ukrycia się, jakie kroki należy przedsięwziąć?
Dlatego uważam, że wczorajsze próby były przeprowadzone całkiem bezsensownie, bez żadnej idei.
Wiadomo, czasy są niebezpieczne, w każdej chwili można się spodziewać jakiejś islamskiej, czy rosyjskiej inwazji, ale nikt z Polaków nie jest do tego praktycznie przygotowany, nikt nie jest pouczony, w jaki sposób ma się zachować, w jaki  sposób zapewnić sobie i swojej rodzinie bezpieczeństwo.
I włączenie samych syren bez dodatkowych instrukcji odpowiedniego w takim momencie zachowania się jest bezproduktywne.
Jak pisałam, wprowadziło tylko panikę pośród wielu osób.
Akurat siedziałam w kuchni z Ksawerym, Dianą i dziewczynkami : z Polą i  z Miją, gdy zaczęły wyć  te syreny. I wszyscy mieliśmy nietęgie miny, a Mia wręcz się bała.
Mam nadzieję, że ten wczorajszy, w sumie niepotrzebny  alarm już się więcej nie powtórzy, a gdyby jednak chcieli raz jeszcze przeprowadzać podobne działania, mam nadzieję, że wcześniej dadzą odpowiednie ostrzeżenie i odpowiednie instrukcje, a nie  włączą znów całkiem nieprzemyślane kroki, aby tylko zobaczyć, jak ludzie na takie sytuacje reagują. Bo ich reakcja w takim momencie może być całkiem zaskakująca i nie adekwatna do sytuacji.

A teraz, aby się troszkę chociaż zrelaksować po wczorajszych stresach, opisanych dzisiaj w moim blogu, dołączam ładne, uśmiechnięte zdjęcie

Może troszkę raźniej przez to zrobi się na duszy?
A gdyby to jeszcze nie wystarczyło, dodam jeszcze dla rozweselenia  kilka fajnych kawałów z blogu Hanuli:

Na pogrzebie pytają wdowca :
– A który lekarz opiekował się twoją żoną ?
– Żaden, sama umarła.

***

Moskwa, plac Czerwony.
Zagraniczny dziennikarz podchodzi do przechodnia i zadaje pytanie :
– Słyszał pan , że prezydent Putin chce wprowadzić prohibicję, czyli zabronić Rosjanom picia alkoholu.
   Co pan na to ?
–  wie pan, ja już swoje  wypiłem, ale dzieci szkoda…

***

– Pali pan ?
– Nie.
–  No proszę, dba pan o zdrowie.
– Nie na wódę oszczędzam…

***

– Czy ty w ogóle wiesz, co to miłość ? Nigdy nikogo nie kochałeś.
– O, wypraszam sobie. Wiesz dobrze, że kocham wypić.

No nie wiem, czy akurat te kawały są bardzo relaksujące, no to na koniec jeszcze jeden mój,na ulubiony resztą ostatnio przeze mnie temat, znaleziony w necie:

Rozmawiają dwie koleżanki:
– Krycha, jak ty schudłaś! co to za dieta?
– ziemniaki, buraki, marchewka, cukinie
– ale gotować, czy smażyć?
– plewić !!!!!!!

To tyle, może tym razem V.I.P. mi nie zarzuci, że nieciekawy ten dzisiejszy mój wpis w blogu 

A tak przy okazji muszę skromnie dodać, że jestem jednak genialna, bo udało mi się zapisać ten kwiatek jako gif, a nie jako zdjęcie, co wcale takie proste nie było, ale troszkę pogłówkowałam i…..  mam efekty!
Mądrej głowie dość dwie słowie   

No to pobawiłam się troszkę gifami, jak dziecko, ale za to jaką mam radość, nie mówiąc już o urozmaiceniu mojego bloga, a teraz tradycyjnie słówko o pogodzie.
Wyraźnie się ociepliło, wczoraj w Krakowie było ok 7 – 10 stopni, ale za to z przelotnymi opadami, stąd pewnie poprzedniej nocy obudziły mnie nieprzyjemne bóle nóg, aż musiałam zadziałać na nie Nimesilem.
A dzisia już od rana jest wyjątkowo brzydko, siąpi deszcz, raz więcej, raz miej, ale pada i temperatura jest tylko  około 6 stopni – koniec świata

Ale mimo to życzę miłego dnia

Dzisiaj podwójnie świątecznie

Oczywiście to najważniejsze dzisiejsze święto to nasza , czyli Uli i moja ukochana środa.
Uleczku, posyłam Ci dzisiaj róże – wspomnienie lata na te już bardzo chłodne dni.
Tak już jest, że po  lecie przychodzą smutne i krótkie dni jesieni i człowiek wpada wtedy w melancholię, ogarniają go nie zawsze pozytywne myśli. Wiem, że z Tobą Ulu jest inaczej, bo Ty zawsze jesteś pozytywnie do życia nastawiona i właśnie ten Twój optymizm wielokrotnie pozwalał mi przeżyć nieco trudniejsze chwile. I tak nadal Ulu trzymaj, nie zrażaj się pogodą,  całkowitym brakiem, lub małą ilością słonecznych promyczków, przyjdą potem lepsze i dłuższe ciepłe dni i znów będziemy się cieszyć życiem w pełni.
 Pozdrawiam Cię serdecznie i wszystkiego najlepszego życzę Ci Ulu wraz ze słowami pięknej piosenki Trubadurów.

https://youtu.be/o49RFxihc6M  

A to drugie moje”święto”?
Właściwie tak można to określić, bo dzisiaj mija dokładnie już pół roku od mojej operacji bariatrycznej.
Pół roku temu………ech, co będę dużo pisać, po prostu wtedy zaczęło się diametralnie zmieniać moje życie i to trwa.
I pewnie zanim się trzy razy dookoła obrócę, zorientuję się, że trzeba napisać będzie : rok temu………
Ale to na razie pozostawiam przyszłości. Chociaż jeden rok w skali całego naszego życia to naprawdę tak niewiele.
Jednak, mimo że minęło już czasu trochę od tamtego pamiętnego dnia, wciąż uważam, że była to moja najmądrzejsza aczkolwiek i najodważniejsza decyzja w życiu. Bez niej na pewno nie poradziłabym sobie w tej nierównej walce z nadmiarem kilogramów, a tak przynajmniej dostałam ważny oręż do ręki, który bardzo mi pomógł i nadal pomaga. I pewnie gdybym raz jeszcze wróciła do tamtych dni i miała zdecydować, czy podjąć się tego zabiegu, na pewno bym to zrobiła.
A piszę te słowa do osób, które być może gdzieś głęboko w swoim umyśle rozważają taką możliwość, ale mają jeszcze wątpliwości.
Nie namawiam, bo każdy sam musi zadecydować, ale radzę raz jeszcze przemyśleć wszystkie nie przeciwności, ale przede wszystkim wszystkie zalety, które ten zabieg przynosi. Do odważnych świat należy.

Dzisiaj mamy środę, a więc idę na popołudniową zmianę. Za oknem co prawda szarawo, ale zdecydowanie cieplej, niż w ten ubiegły poniedziałek, co napawa pewną dozą optymistycznego spojrzenia na świat.
Bo nawet w każdej przeciwności losu można odnaleźć jakąś co prawda małą, ale dobrą stronę.

Miłej środy zatem życzę


Brrr, zimno

 

 

Wczoraj był bardzo zimny dzień, możliwe, że dla mnie, bo ostatnio jestem bardziej wrażliwa na temperatury.
Ale stojąc na przystankach zauważyłam, że inni też marzli. Cóż mało było czasu na przestawienie się z jeszcze niedawno całkiem letnich klimatów na zimowe krajobrazy.
Pewnie, że to jeszcze nie ta prawdziwa zima, bo w Krakowie na przykład późnym popołudniem śnieg przemienił się w deszcz, ale temperatura nadal oscylowała w okolicach zera. Ale mimo to, ten pierwszy zimowy podmuch zdążył przynieść wiele szkód, osiadły śnieg na pozostałych na drzewach liściach łamał gałęzie, a te z kolei uszkadzały głównie elektryczne przewody i pozbawił wielu osób dostawy prądu.
Zresztą również i wiele samochodów nieprzygotowanych do zimowych warunków, głównie pozbawionych zimowych opon, lądowało w rowach, lub powodowały liczne stłuczki.
Jest to bardzo poważny problem, bo zima tym razem naprawdę nas bardzo zaskoczyła, nie przypominam sobie aby  jeszcze przed połową października były takie opady śniegu.
Wiele osób podeszło do tego tematu zbyt lekko, co od razu uchwycił  i wyśmiał Demotywator.pl :


No tak, taka jest właśnie cecha Polaków, nigdy nie mamy czasu dla tego, co w sumie jest najważniejsze i odpowiada za nasze zdrowie i życie.
Dopiero większe, czy na szczęście nieraz mniejsze tragedie otwierają nam oczy na rozwijającą się koło nas rzeczywistość.

Po wczorajszym dniu zerknęłam na zapowiedzi pogody na najbliższy tydzień, a szczególnie interesuje mnie z powody imprezki u Jasia, sobota.
Otóż cały ten tydzień będzie na zmianę deszczowo – pochmurny, nawet ze słonecznymi przejaśnieniami i temperaturą nawet około 10 stopni, a w interesującą mnie (i nie tylko pewnie mnie) sobotę może być nawet plus 16 stopni, ale z przelotnym deszczem.
Czyli ten śnieżny wybryk był na szczęście tylko przejściowy i oby to była prawda.
Bo sami wiecie, jak to jest z tą prognozą pogody:  albo sprawdzi się, albo nie sprawdzi się, na dwoje babka wróżyła.
W każdym bądź razie już wczoraj zaliczyłam ciepły płaszcz, ciepły kapelusik na głowę, pod szyję szaliczek, rękawiczki na dłoniach i oczywiście botki na nogach. Potraktowałam ten śnieg całkiem poważnie i chyba całkiem dobrze na tym wyszłam.
A czekając na długą, zimową kurtkę, która jest już zamówiona musiałam ubrać nieco za szeroki płaszczyk i znów jak kiedyś usłyszałam, że wyglądam  w nim jak Muminek. Ciekawe dwie różne osoby miały podobne skojarzenie :-).
No to nie będę już niedługo Muminkiem i koniec dyskusji.
Wczoraj za to przyszły moje nowe buty ze sklepu Orto, wiązane na sznurówki. Może nie są one bardzo eleganckie, ale za to bardzo wygodne, a przecież o to mi chodziło.
Ale ponieważ od wczoraj zaczęłam chodzić w botkach, moje nowe buty będą musiały poczekać na swoje lepsze  czasy chwilowo w szafie.
Ale kto wie, jeżeli nie będzie padać, może jeszcze w tym sezonie w nich wystąpię?
No to teraz czekam na dwie kurtki, jedną tą krótką, którą natychmiast odeślę z powrotem no i tą długą zimową.
Po co mi tyle zimowych ubrań na raz? No właśnie, po co?

Dzisiaj wstał kolejny chłodny i mglisty poranek, na całe szczęście bez żadnych opadów.
Ale i tak trzeba znów mocno się okutać w czapki, szaliki i rękawiczki, żeby nie zmarznąć.
I już się boję, bo skoro już teraz przy temperaturach 0 – 1 stopnia marznę co będzie, gdy przyjdzie kilku lub co gorsze jeszcze kilkunastostopniowe mrozy?
Ale na razie wolę o tym nawet nie myśleć. Zabieram się do pracy Miłego dnia.

ciekawie zapowiadający się tydzień przede mną

 Wiadomość z ostatniej chwili: W Krakowie spadł śnieg i nadal pada.
No to mamy regularną zimę!!!!!

I to nie tylko ten tydzień, ale również i następny bardzo ciekawie mi się zapowiadają, ale wszystko po kolei.

 Właściwie na ten poniedziałek czekałam z niecierpliwością. Dzisiaj powinna dojść do mnie ta kurteczka i nowe butki, ale i Renia zrobiła mi wielką przyjemność, bo zakupiła dla mnie aż 2 nowe sweterki i nieco cieplejsze spodnie. Ba, tylko o jeden numer za małe:-(  Jednak mnie dziewczyna wyraźnie przeceniła. Spodnie chyba zostawię (fajne, na kuterku), sweterek i dłuży sweter niestety do wymiany, szkoda, bo są naprawdę ładne,
ale …..  trochę z młodszej siostry.
Stanowczo muszę zacząć się odchudzać!!!!!!
Oczywiście dzień zaczynałam więc od rewii mody, jak ja to lubię.
Powtarzam, to nie próżność, to konieczność mną kieruje, że tyle rzeczy ostatnio kupiłam, przecież jest coraz chłodniej, a akurat ze wszystkich sweterków już „wyrosłam”, są stanowczo dla mnie za szerokie.

Wczoraj dowiedziałam się, że 23 października, czyli w przyszły piątek będzie spotkanie byłych pracowników Szpitala Kolejowego. Spotkanie odbędzie się w Klubie Kolejarzy w Krakowie, zresztą już kiedyś tam na takim spotkaniu byłam. No i popatrzcie, właśnie minęło już 10 lat od momentu, gdy rozwiązano ten szpital i ……. nic się tam nie dzieje. Budynek stoi, tak jak stał, teraz niestety pusty, ktoś podobno wygrał wreszcie przetarg na to miejsce (no przecież nie na stary budynek, który najprawdopodobniej będzie zburzony), ale do tej pory jeszcze wciąż jest tak samo, jak kiedyś.
Przejeżdżam tamtędy prawie codziennie wracając z pracy i zawsze z wielkim smutkiem spoglądam w tamtą stronę i wydaje mi się, że słyszę głosy: Ewa masz pacjenta, siostro, proszę zrobić iniekcję itd. Kiedyś ten szpital kipiał życiem, dzisiaj pozostały tylko zimne, puste i ponure mury…..
I ta głucha cisza…….
Czy 10 lat to dużo, czy mało? zależy, jak na to patrzeć, w każdym bądź razie bardzo szybko ten czas zleciał.
I bardzo miłe jest to, że ta dawna nasza szpitalna społeczność potrafi się zmobilizować i od czasu do czasu ze sobą się spotykamy, aby powspominać stare dobre dzieje, bo jednak trzeba przyznać, że cały zespól szpitalny był ze sobą bardzo zgrany.
Przyznam, że tych spotkań było już troszkę, ja do tej pory byłam tylko na jednym, teraz muszę to nadrobić.
Ale to jeszcze odległy termin, teraz, w tym tygodniu czeka mnie jeszcze inna impreza: w piątek jadę do Modlnicy na urodziny Jaśka.
Co prawda sama uroczystość nastąpi w sobotę, ale piątek muszę poświęcić na robienie siebie na bóstwo, mianowicie muszę położyć sobie (tzn rękami Magdy) farbę na włosy. Jeszcze dokładnie nie wiem, jaki kolor mi Magda wybierze, ale zdaję się na jej gust i wyczucie.
Muszę przecież zachwycić najpierw gości Magdy no i potem koleżanki i kolegów na tym koleżeńskim spotkaniu, szczególnie, że nikt z nich nie widział mnie w formie „odchudzonej”. Bardzo jestem ciekawa, czy będzie ta koleżanka Ewa, pielęgniarka, z którą kiedyś też pracowałam w szpitalu, a która przygotowywała mnie na  Czerwonej Chirurgi, gdzie teraz pracuje, do operacji bariatrycznej, też pewnie by się bardzo pozytywnie zdziwiła.
A może jednak jestem trochę próżna? Cóż, trudno, ale wciąż sama nie mogę się nadziwić swoją zmianą, już nie mówiąc, że nie mogę się nią nacieszyć.
Za trzy dni minie już pół roku od mojej operacji, też bardzo szybko ten czas zleciał, na całe szczęście produktywnie, bo jednak po operacji schudłam 34 kg, a ogólnie licząc to aż 45 kg, to jednak jest coś, prawda? Coś, ale jednak wciąż mam ten niedosyt: jeszcze za mało.
Ale nie od razu Kraków zbudowano, dam sobie jeszcze te następne pół roku czasu!!!!
No dosyć tego chwalenia się swoimi sukcesami, muszę teraz bardzo powoli startować, aby jeszcze i te 90 kg pokonać, chociaż przyznaję, że jest coraz trudniej. Ale wszystko wg planu, miałam założenie osiągnąć te 90 kg w grudniu, udało się troszkę wcześniej. I nawet jeżeli teraz znów troszeczkę stanę z utratą wagi w miejscu, jeszcze troszkę uda mi się ciałka pozbyć. Mam nawet pewien cel do osiągnięcia, ale na razie cicho sza, o tym wiedzą tylko Magda i Jacek.  Wspomnę tylko, że wyzwanie jest ogromne i gdyby mi się to udało…….. Ech!

Zdecydowałam, że tą krótką kurtkę jednak odeślę z powrotem do Bonprixu, nie zasłaniała by mi brzucha, a na tym punkcie mam jakąś dziwną obsesję, ale za to zamówiłam już sobie nową, dłuższą, zimową.
Na wiosenna kurtkę mam jeszcze trochę czasu, zobaczę, czy uda mi się tych kilogramów jeszcze troszkę zrzucić.
Może za bardzo pofolgowałam sobie z jedzeniem? Kto wie. Całe szczęście, że mi tych kilogramów nie przybywa, ale też z utratą ich mam nie lada kłopoty. Skończyła się zabawa, zaczęły się schody!!!!
Oj, od poniedziałku nie będę miała dobrego humorku, bo wyraźnie poranna przymierzalnia ciuchów nie najlepiej na moje psyche wpłynęła.
No i ten padający śnieg też nie napawa mnie optymizmem, na szczęście nie jest jeszcze ślisko.
Za to dzisiaj przeprosiłam się już z zimowymi botkami, gorzej z wierzchnim ubraniem, na razie muszę zadowolić się tym co mam, czyli zimowym płaszczykiem, czekając na nową kurtkę, która może dojść dopiero po 10 dniach (dopytywałam się w Bonprixie).

Och ten poniedziałek!!! Ale mimo przeszkód niech będzie dla mnie i dla wszystkich bardzo miły.
A ja już marzę o wiośnie!!!

troszeczkę lata tej jesieni

Troszeczkę letnich wspomnień w ten październikowy dzień chyba doda nam otuchy?

Po pierwsze odpowiadam na komentarz:
Tę kurtkę mam dostać w przeciągu kilku dni, wczoraj telefonowałam do firmy  i dowiedziałam się, że już jest wysłana.
Mam mieszane uczucia, bo boję się, gdyż jest to kurtka typu ramoneska, a więc  troszkę za krótka dla osób (niestety) z opadającym brzuszkiem, ale tego na razie nie dam rady przeskoczyć, murze się pogodzić.  Jedno co, to będę musiała pod nie nosić dłuższe swetry. A kurtka jest przejściowa i tak będę na zimę musiała sobie kupić jakąś grubszą i dłuższą  kurtkę ( już sobie nawet upatrzyłam taką) Cholewka, prawie cała moja pensja idzie teraz na ciuchy, ale przecież muszę się w coś ubierać, no nie? Nie mogę latać w porozciąganych starych łachach i wyglądać jak jakaś łachudra !
Ale już teraz mogę podać  link do tej kurtki, która do mnie właśnie idzie:
http://www.bonprix.pl/style/kurtka-ze-sztucznej-skory-322929342/?type=image&return=ref
To jest firma bonprix. Możesz sobie tam zaglądnąć, bo naprawdę jest w czym wybierać, tylko, żeby na to mieć pieniążki……..

A na specjalne życzenie proszę bardzo dołączam jeszcze zdjęcie róży dla Miłej Koleżanki:

Nigdy kwiatków za dużo w moim blogu, skoro czytają go tak mili  i wierni moi Czytelnicy.

A po drugie? Mamy dzisiaj niedzielę, więc dzień odpoczynku przed nadchodzącym tygodniem.
Trzeba więc ją mile i pożytecznie spędzić, by nabrać sił przed nowymi wyzwaniami.
A ja czekam z niecierpliwością na poniedziałek, bo  Renatka ma dostarczyć mi fajne, nieco cieplejsze spodnie i 2 sweterki, no i czekam też na tę kurtkę i buty (na szczęście już zapłacone, byleby tylko były wygodne) i……. to jeszcze się zobaczy!

Miłej niedzieli wszystkim życzę, na razie ponuro, ale słyszałam, że i dzisiaj słonko nam troszkę zaświeci.