Mała radosna odskocznia

Dosyć jesieni, nagrobków i krzyży, dzisiaj udowodnię, że nawet jesienią może być kolorowo. Przynajmniej na moim blogu.
A skąd nagle u mnie taka faza optymizmu?
Przyczyn jest wiele. Uważam, że gdy świeci słonko, to o każdej porze roku bywa radośnie. A trzeba przyznać, że pogoda nas trochę ostatnio rozpieszcza. Gdy wyszłam wczoraj z domu i zobaczyłam te kolorowe drzewa, kąpiące się w słonecznych promieniach, od razu mi się na duszy zrobiło weselej. Fakt, że szybko już robi się ciemno, gdy wychodziłam wczoraj po godz 17-stej z Żabińca była już ciemna noc. No i również już  chłodniej się zrobiło, musiałam opatulić się w płaszcz i w chustę, rączki też nawet nieco mi zmarzły, koniecznie muszę sobie kupić czarne rękawiczki.

Druga sprawa jest też dla mnie ważna, po prostu przestałam się interesować polityką, niech się dzieje, co chce, mnie ( i innym też) nie może być źle…
Nie, to nie oznacza wcale, że gwałtownie zmieniłam swoje polityczne opcje, ja po prostu biorę na przetrzymanie.
A czy to będzie trwało cztery lata, czy krócej, nie ma teraz żadnego znaczenia, co się stało i tak się nie odstanie, trzeba jakoś znaleźć sobie miejsce w nowej rzeczywistości i już.

Ale jest i trzeci, dla mnie najważniejszy powód mojego dobrego humoru. Otóż w tym tygodniu przyjeżdża do Polski Magda Italiano, poprzednia określana przeze mnie Magdą z Blogu, ale Italiano jakoś wyraźniej lepiej brzmi, prawda? Przynajmniej mi się tak bardziej podoba 🙂
Według otrzymanego ostatniego  od Niej maila, już dzisiaj powinna być w Polsce, no chyba, że pomyliłam tygodnie i ma to nastąpić w następnym tygodniu i oczywiście już wstępnie jesteśmy na piątek umówione. Mówię Wam,tak bardzo się cieszę.
Nawet gdyby nasze spotkanie miałoby nastąpić dopiero w przyszłym tygodniu (cholewka, pomyliłam te tygodnie, czy nie?) to i tak już jest bliżej niż dalej.
Pewnie znów „wylądujemy” gdzieś na pysznym obiadku i znów sobie od serca sobie porozmawiamy.
Raz jeszcze powiem: niech żyje internet, w nim jest wielka potęga i basta (bo przypominam, że Magdę poznałam przez internet, a dokładnie poznałyśmy się na moim Blogu).

A czasami nawet takie drobnostki cieszą, chociaż czy ja wiem, czy to była (jest) drobnostka?
Kiedyś pisałam już chyba, że mam kłopot z telewizorem, po prostu po jakimś czasie zanika mi obraz, ale pozostaje głos.
W takim przypadku musiałam wyłączyć i telewizor i dekoder, chwilę odczekać i znów ponownie oba piloty włączyć, czasami nawet kilkakrotnie.
Oczywiście po dosyć krótkim czasie znów historia zaczęła się powtarzać, co mnie wkurzało, bo  przy takich manipulacjach ciężko cokolwiek się ogląda, tak więc przez weekend właściwie wcale nie oglądałam żadnych programów, po co miałam się denerwować.
Za to wczoraj zaglądnęłam do wszystko wiedzących Gogli i wpisałam „co zrobić gdy wyłącza się sam obraz w TV, a głos pozostaje”
Jedną z ciekawszych porad była zmiana Trybu AV, więc uczyniłam to i przełączyłam obraz na tryb standardowy i……. jak na razie ta usterka się nie ukazuje, telewizor działa bez zarzutu. Ale ulga, przynajmniej mogłam wczoraj  oglądnąć sobie bez problemu cały „serial M jak miłość.”
Podejrzewam, że miałam gdzieś „w ukryciu” włączony jakiś timer, albo coś podobnego (timer chyba raczej nie, bo wtedy wyłączałby się także i głos), a przy zmianie trybu wyświetlania zostało to usunięte. Tylko ciekawe na jak długo??

No i co? znów „wyszło na moje” czyli niech żyje internet, skarbnica wiedzy wszelakiej.

Nawet moje przeziębienie ma tendencje schyłkowe, co prawda czasami jeszcze coś drapie mnie w gardle (te głupie papierosy), ale już przynajmniej mam o wiele mniejsze zaleganie w oskrzelach no i głowę mam nieco mniej napompowaną……

I jak tu przy tylu pozytywach życia nie być optymistycznie do świata nastawionym?
Mimo, że teraz w kalendarzu króluje mój niezbyt lubiany listopad? Ale i on przeminie, a potem będzie ten radosny grudzień. Może być nawet trochę śniegu, bo inaczej św Mikołaj nie będzie mógł przybyć do nas z podarkami w swoich saniach? A ponieważ ten rok był dla mnie szczególny, na pewno Święty jakiś prezent przygotował? 

No i jeszcze jedno, w zeszłą sobotę udało mi się trafić w Lotka „trójkę”, tak więc wczoraj odebrałam całe 24 zł HURRRA  !!!.
Tak mało, a też cieszy!
Oczywiście nie byłam rozrzutna i w następny kupon zainwestowałam tylko 4 zł (dzisiaj losowanie), a resztę przeznaczyłam na owoce.
Coś dla zdrowia też musi być.

Wstał piękny i już słoneczny dzień. Następny tak jesiennie cudny.
I mimo, że w nocy trochę żołądek mi dokuczał ( po co jadłaś Ewka te winogrona) ,to i tak jestem ciągle pozytywnie nastawiona .
Życzę wszystkim bardzo udanego i ciepłego wtorku