Ciekawe, nie piję wcale alkoholu, ani kropeleczki, a czuje się od rana tak, jakbym zaliczyła największego z możliwych katzów.
Głowę mam ciężką jak z ołowiu, w uszach mi dudni i……no właśnie, za co taka kara mnie spotyka?
Wczoraj był bardzo miły i udany dzień, obiad z Magdą Italiana bardzo się udał, z tym, że zapowiedzianego okonia zastąpił halibut.
Na szczęście porcja nie była bardzo spora, ale za to bardzo smaczna, no może z wyjątkiem zbyt twardej, jak na mój gust czerwonej papryki.
A ponieważ Magda jak to Magda, ciągle gdzieś się spieszy, dwie godziny minęły szybciutko, niczym moment. Ale jesteśmy umówione tym razem u mnie na wtorek na pyszny befsztyk po tatarsku. Może będzie miała chociaż kwadrans dla mnie czasu dłużej?
A na dzisiaj nic specjalnego nie planuję, ot sobie troszeczkę poleniuchuję. Na pole(na dwór) nie bardzo mi się chce wychodzić, bo właściwie nie mam po co, weekendowe zakupy zrobiłam przecież już wcześniej, a i pogoda nie zachęca do spacerków, co prawda nie pada deszcz, ale jest ponuro, mglisto.
Dlatego dzisiaj dla rozjaśnienia humorków wklejam takie pełne słoneczka kwiatuszki, może będzie chociaż troszkę bardziej cieplutko i weselej?
A byłabym zapomniała, wczoraj Monika przygotowała tę swoją wspaniałą zupę- krem z dyni, mhm, jaka była pyszna, jak ona to robi?
Wiem na pewno, że wcześniej bardzo długo, bo około 2 godziny piecze dynię w piekarniku, a smak zależy przede wszystkim od dodanych do zupy przypraw. Mówię Wam, pychotka.
Tylko tyle dzisiaj wyduszę z siebie na sobotni wpis, bo głowa boli mnie coraz bardziej, więc idę leczyć katza, którego nie mam.
Miłej soboty.