Najgorsze, gdy właściwie nic ciekawego nie ma się do wpisu w blogu.
Bo ile można pisać o pogodzie? Jaka jest, sami widzimy.
Chociaż wczoraj rano narzekałam, że jest buro i ponuro, a tu nagle wedle południa słonko nam pięknie zaświeciło i było całkiem cieplutko, całkiem milutko.
Przynajmniej ten wczorajszy wiaterek przegnał z Krakowa trochę tego smogu, przynajmniej tak oficjalnie podawali w mediach, że zanieczyszczenia w Krakowie spadło nawet poniżej normy, chociaż dwa dni wcześniej wielokrotnie tą normę przekraczało. Ludzie wprost dusili się od tego smogu. Stąd już rozumiem, skąd u mnie ten okropny, trudny do opanowania oskrzelowy kaszel. Teraz jakby ciut się uspokoiło.
Ale dzisiaj już historia raczej się nie powtórzy, bo do południa już niedaleko, a ciężkie ołowiane chmury przesłoniły niebo. Al temperatura jest w granicach 9-11stopni. Tylko niestety pada deszcz, cóż, w końcu mamy listopad. Nie tylko liść opadł ale i deszcz z niebios też opada.
Dlatego dzisiaj znów wstawiłam taki słoneczny kwiatek – mały erzac dla serca i dla duszy.
A może ten deszcz do końca wypłucze te resztki krakowskiego smogu? – Daj Boże, bo trudno w tym krakowskim smrodku żyć, ostatnio bardziej byliśmy zaczadzeni niż górny Śląsk.
Dobrze, że rano zażyłam sobie Nimesil, przynajmniej nogi nie będą dokuczać.
Czy Gwiazdka będzie pod znakiem chlapy? Wszak do niej przecież coraz bliżej.
Przez te dwa weekendowe dni nic specjalnego, prócz leniuchowania nie robiłam, ale nabrałam przynajmniej energii na następny tydzień.
Chociaż trzeba przyznać, że nad ranem okrutnie się zmęczyłam….. miałam sen, że byłam w jakimś dużym budynku, z którego nie mogłam znaleźć wyjścia.
Chodziłam wraz z tłumem po schodach, raz w górę, raz w dół i ciągle powracałam do tego samego miejsca. Wreszcie spotkałam jakąś kobietę, której spytałam się o wyjścia, a ta bezczelnie mi odpowiedziała, żebym wróciła sobie do pokoju, w którym załatwiałam swoją sprawę i tam spytała o wyjście.
Na nic było moje tłumaczenie, że właśnie w tym budynku jest moje własne biuro i nawet nie mam kogo tam spytać o powrotną drogę, baba odwróciła się do mnie tyłem i odeszła.
Nie wiem, jak długo jeszcze błądziłabym po tych korytarzach, gdybym na szczęście się nie obudziła.
Nie wiem, co może oznaczać ten sen, czyżbym szukała sobie jakiejś nowej drogi w życiu? Ale trzeba przyznać, że był bardzo męczący i wprost irytujący.
No to zbieram się pomału do pracy, muszę uważać, żebym gdzieś nie pobłądziła, jak w tym moim śnie.
Za to jutro czeka mnie znów miły dzień spotkania z Magdą Italiana. Ale o tym napiszę później.
Miłego poniedziałku, miłego całego tygodnia.