Mamusia

Czas pozostawia rysy na sercu i na zdjęciach.

Dzisiaj mija 55 rocznica śmierci mojej Mamusi.
Smutny to dzień, podobnie jak ten  19 listopada 1960roku, gdy Tata za rękę prowadził mnie, 10 letnie dziecię, do łoża śmierci Mamusi.
Byłam przy Jej ostatnim tchnieniu, chociaż pewnie nie rozumiałam dokładnie, co to znaczy umierać. Patrzyłam, jak odchodzi, otoczyłam Jej łóżko misiami i lalkami, które przyniosłam Jej wtedy, żeby nie czuła się taka osamotniona. Smutne to było. Jej brak zrozumiałam dopiero potem, chociaż byłam otoczona miłością i Taty, Rodzeństwa, Babci, która z nami mieszkała i niani Adzika, która mnie bardzo kochała, ale to nie to samo.
Jednak matczyna miłość jest najgorętsza i najdroższa na świecie.
Potem Mamusia przychodziła do mnie w snach, czułam wciąż Jej obecność, Jej opiekę.
Teraz Mamusia już w snach mnie nie odwiedza, ale wciąż wiem, że nade mną czuwa.
Dlatego dzisiaj ułożyłam dla Niej okolicznościowy wiersz, który tutaj pozostawiam.
MAMUSIU!! chociaż już mam siwy włos na mojej głowie, ale w duszy wciąż jestem i pozostanę Twoją małą, kochaną Córeczką.

Jest takie słowo na świecie
co brzmi jak najpiękniejsza gama
zna go dorosły, zna dziecię
to słowo – Matula, Mamusia, Mama
To słowo na ustach już z  rana,
w południe, wieczorem i w nocy
Jak płyta muzyką nagrana
Nabiera tajemnej swej mocy
I brzmi ta melodia w mym sercu
od lat niezmiennie mi dana
na wspomnień prześlicznym kobiercu
Mateńko moja kochana.
Dziś nie mam Cię już koło siebie
lecz miłość Twa nigdy nie zginie
Bo gdzieś tam wysoko, tam w niebie
czuwasz nade mną o każdej dnia, nocy godzinie.

E.W. 19 listopada 2015r