Jakaś posucha zapanowała w moim blogu, mam bardzo mało miłych czytelników, czyżbym ich ostatnio czymś zraziła?
Mam nadzieję, że nie. A może to przez to moje politykowanie???
No cóż, w zeszłym tygodniu miałam ponad 50 wejść, przez ostatnie dwa dni ledwie „dobijam” do trzydziestki, nawet niepełnej trzydziestki.
Ale nie będę się tym martwić, po chudych dniach zazwyczaj przychodzą dni tłuste.
A propos: znów mój brzuch strajkuje, postanowił, że nie lubi jedzenia i wybitnie po każdym posiłku daje mi o tym znać.
Jego też nie będę przekonywała, widocznie tak ma być, powinnam może przejść na lekką głodówkę na parę dni?
Tak zrobiła Czesia w „Klanie” i….. jakoś prawie tydzień na takiej diecie wytrzymała. podobno najgorsze są pierwsze trzy dni, potem już leci z górki.
Ja może tygodnia nie będę ciągła, bo mi nie chodzi o to, żeby raptownie schudnąć (chociaż z drugiej strony by mi się przydało), ale chce trochę przećwiczyć to moje brzuszysko, niech sobie nie myśli, że może mną rządzić. Może tak ze 2-3 dni by starczyło??
Wodę mineralną w zapasie mam, na wszelki wypadek i sucharek się znajdzie, chociaż nie powinnam.
Zobaczymy. Ale nie mogę tego robić w tygodniu, bo przecież opadła ze sił nie doszłabym do pracy, lepiej nie ryzykować.
Dzisiaj zaraz po pracy idę na kontrolę do okulisty, bardzo ciekawa jestem diagnozy pani doktor, bo według mnie żadnej zmiany specjalnie nie zauważyłam, nadal mam na tym oku mgłę. Ale całkiem możliwe, że będę raz jeszcze potraktowana laserem i znów się zacznie powtórka z rozrywki, czyli kłucie i ból w oku i mgła po założonej maści. Ale i to będzie można wytrzymać, zresztą, co będę prorokowała na zapas.
Znalazłam wczoraj na Face Booku prześliczną sukienkę, dziewczyna odpisała mi, że niebawem będzie ona sprowadzona do sklepu i natychmiast mnie o tym zawiadomi. Miałabym akurat kreację na Wigilijną wieczerzę (a nawet dwie).
Nic więcej nie pisze, aby nie zapeszać.
Ciągle straszą nas tym śniegiem i……….. Wczoraj było przepięknie, chociaż dosyć chłodno, ale słonko rekompensowało nam wszelakie pogodowe niedogodności. A dzisiaj…….. obudziłam się, a tu dachy białe. Nie wierzyłam własnym oczom, na dachach samochodów też jakieś resztki śniegu leżą, ulice są co prawda czarne, ale plantki są nieci zaśnieżone.
Obiecywali to i mamy.
Dziś znów za mną niedospana noc, obudziłam się pięć minut przed czwartą rano, już wyspana, chwilę się jeszcze pokręciłam na łóżku, myślałam, że uda mi się zasnąć jeszcze na trochę, ale nic z tego nie wyszło. A przedemną długi dzień, praca,wizyta u lekarza….ale zaraz po powrocie z pracy usiłuję się troszkę zdrzemnąć, na pewno mi się to uda.
No to kończę wpis, bo muszę iść do pracy, za to już się cieszę na dzień jutrzejszy, bo jutro znów środa…….
Nie przerażajcie się śnieżkiem, do wiosny wszak coraz bliżej (ale ze mnie optymistka, co?)
Miłego wtorku życzę.
