i znów ten poniedziałek i znów ten blog…

 

 

Najgorsze, gdy właściwie nic ciekawego nie ma się do wpisu w blogu.
Bo ile można pisać o pogodzie? Jaka jest, sami widzimy.
Chociaż wczoraj rano narzekałam, że jest buro i ponuro, a tu nagle wedle południa słonko nam pięknie zaświeciło i było całkiem cieplutko, całkiem milutko.
Przynajmniej ten wczorajszy wiaterek przegnał z Krakowa trochę tego smogu, przynajmniej tak oficjalnie podawali w mediach, że zanieczyszczenia w Krakowie spadło  nawet poniżej normy, chociaż dwa dni wcześniej wielokrotnie tą normę przekraczało. Ludzie wprost dusili się od tego smogu. Stąd już rozumiem, skąd u mnie ten okropny, trudny do opanowania oskrzelowy kaszel. Teraz jakby ciut się uspokoiło.
Ale dzisiaj już historia raczej się nie powtórzy, bo do południa już niedaleko, a ciężkie ołowiane chmury przesłoniły niebo. Al temperatura jest w granicach 9-11stopni. Tylko niestety pada deszcz, cóż, w końcu mamy listopad. Nie tylko liść opadł ale i deszcz z niebios też opada.
Dlatego dzisiaj znów wstawiłam taki słoneczny kwiatek – mały erzac dla serca i dla duszy.
A może ten deszcz do końca wypłucze te resztki krakowskiego smogu? – Daj Boże, bo trudno w tym krakowskim smrodku żyć, ostatnio bardziej byliśmy zaczadzeni niż górny Śląsk.
Dobrze, że rano zażyłam sobie Nimesil, przynajmniej nogi nie będą dokuczać.
Czy Gwiazdka będzie pod znakiem chlapy? Wszak do niej przecież coraz bliżej.
Przez te dwa weekendowe dni nic specjalnego, prócz leniuchowania nie robiłam, ale nabrałam przynajmniej energii na następny tydzień.
Chociaż trzeba przyznać, że nad ranem okrutnie się zmęczyłam….. miałam sen, że byłam w jakimś dużym budynku, z którego nie mogłam znaleźć wyjścia.
Chodziłam wraz z tłumem po schodach, raz w górę, raz w dół i ciągle powracałam do tego samego miejsca. Wreszcie spotkałam jakąś kobietę, której spytałam się o wyjścia, a ta bezczelnie mi odpowiedziała, żebym wróciła sobie do pokoju, w którym załatwiałam swoją sprawę i tam spytała o wyjście.
Na nic było moje tłumaczenie, że właśnie w tym budynku jest moje własne biuro i nawet nie mam kogo tam spytać o powrotną drogę, baba odwróciła się do mnie tyłem i odeszła.
Nie wiem, jak długo jeszcze błądziłabym po tych korytarzach, gdybym na szczęście się nie obudziła.
Nie wiem, co może oznaczać ten sen, czyżbym szukała sobie jakiejś nowej drogi w życiu? Ale trzeba przyznać, że był bardzo męczący i wprost irytujący.

No to zbieram się pomału do pracy, muszę uważać, żebym gdzieś nie pobłądziła, jak w tym  moim śnie.
Za to jutro czeka mnie znów miły dzień spotkania z Magdą Italiana. Ale o tym napiszę później.
Miłego poniedziałku, miłego całego tygodnia.

a miało być tak pięknie

Miała być piękna, słoneczna pogoda a tu zonk.
Rano przez moment promienie słoneczne zaglądnęły do mojego okna i …to już koniec na dzisiaj.
Jest szaro – buro i ponuro, a ja żeby zobaczyć klawiaturę, na której piszę, musiałam włączyć boczne światełko.
Ale niestety, teraz nadeszła już pora tej złej i ponurej jesieni, musimy czekać do pierwszego śniegu.
Przy takiej pogodzie tylko oczy się zamykają, więc dlatego serwuję dzisiaj w moim blogu wspaniała, pachnącą czarną kawusię.
Właściwie nic specjalnego przez wczorajszy dzień się nie działo, o czym mogłabym się rozpisywać dzisiaj w moim blogu, stąd znów dzisiejszy wpis będzie skromniutki, wybaczcie.
Dzięki Ipli oglądnęłam sobie wczoraj dwa odcinki przyszłotygodniowego serialu „M jak miłość” i cztery odcinki „Klanu”, który też będzie nadawany w przyszłym tygodniu, a także przyszło –  sobotni odcinek „Komisarza Alexa”
Pozostał mi tylko serial „Na dobre i na złe”, którego nowego odcinka jeszcze nie ujawnili i……. nie wiem, chyba sobie powrócę do mojego ulubionego serialu „Rodzina Zastępcza”, który, mimo, że wiele razy oglądany, zawsze sprawia mi wielką przyjemność ( i wspaniale mnie usypia)
I tak przeminie mi niedziela, w spokoju i bez gości, może nawet bez domowego rozgardiaszu, bo ostatnio głównie potrzebuję dużo ciszy.
O, widzę, że słonko zaglądnęło do mojego blogu i przeczytało, że jest leniwe, bo nagle zaczęło mocniej nieco świecić, ciekawe na jak długo mu tego animuszu starczy…….
A ja idę napić się tej pysznej parującej kawusi i wszystkich też serdecznie do wspólnego wypicia porannej kawy zapraszam, życząc miłej niedzieli

i znów mam katza

 

Ciekawe, nie piję wcale alkoholu, ani kropeleczki, a czuje się od rana tak, jakbym zaliczyła największego z możliwych katzów.
Głowę mam ciężką jak z ołowiu, w uszach mi dudni i……no właśnie, za co taka kara mnie spotyka?
Wczoraj był bardzo miły i udany dzień, obiad z Magdą Italiana bardzo się udał, z tym, że zapowiedzianego okonia zastąpił halibut.
Na szczęście porcja nie była bardzo spora, ale za to bardzo smaczna, no może z wyjątkiem zbyt twardej, jak na mój gust czerwonej papryki.
A ponieważ Magda jak to Magda, ciągle gdzieś się spieszy, dwie godziny minęły szybciutko, niczym moment. Ale jesteśmy umówione tym razem u mnie na wtorek na pyszny befsztyk po tatarsku. Może będzie miała chociaż kwadrans dla mnie czasu dłużej?
A na dzisiaj nic  specjalnego nie planuję, ot sobie troszeczkę poleniuchuję. Na pole(na dwór) nie bardzo mi się chce wychodzić, bo właściwie nie mam po co, weekendowe zakupy zrobiłam przecież już wcześniej, a i pogoda nie zachęca do spacerków, co prawda nie pada deszcz, ale jest ponuro, mglisto.
Dlatego dzisiaj dla rozjaśnienia humorków wklejam takie pełne słoneczka kwiatuszki, może będzie chociaż troszkę bardziej cieplutko i weselej?
A byłabym zapomniała, wczoraj Monika przygotowała tę swoją wspaniałą zupę- krem z dyni, mhm, jaka była pyszna, jak ona to robi?
Wiem na pewno, że wcześniej bardzo długo, bo około 2 godziny piecze dynię w piekarniku, a smak zależy przede wszystkim od dodanych do zupy przypraw. Mówię Wam, pychotka.
Tylko tyle dzisiaj wyduszę z siebie na sobotni wpis, bo głowa boli mnie coraz bardziej, więc idę leczyć katza, którego nie mam.
Miłej soboty.

a gdzie wpis?

No właśnie, coś słabo się dzisiaj sprawuję. Ale to wszystko przez jakąś dziwną senność, która od kilku dni mną rządzi.
Najchętniej bym sobie pospała i już, Ostatnio nauczyłam się bardzo wcześnie jak na mnie chodzić spać, kilka minut po godz.22 jestem już grzecznie w łóżeczku, cos tam sobie pooglądam, ale oczywiście nie za długo i błogo zasypiam. Oczywiście potem  budzę się w nocy, ale po krótkiej wycieczce w WC właściwie nadal szybko zasypiam. No tak, już kiedyś pisałam, że jestem jak ten misiu, który chce przespać zimę.

Tylko na szczęście zimy jeszcze nie ma, za oknem słonko świeci, zwodzicielskie słonko, bo wydawałoby się, że jest bardzo ciepło, a jednak czuć ten jesienny chłód, zwłaszcza wieczorem, gdy się wraca z pracy.
Dzisiaj też rano wstałam, pozwiedzałam sobie mój Facebook i….poszłam jeszcze chwilkę podrzemać.
Od wczoraj mój żołądek znów zastrajkował i moim pożywieniem są głównie…suchary. Ale muszę się do jutra podleczyć, bo przecież jutro mam spotkanie z Magdą Italiana. Najpierw przyjedzie do mnie do pracy na zdjęcie rtg, a potem „wskoczymy” do trattorii obok na jakieś dobre i małe co nieco, więc mój brzusio musi być jutro w formie, żadnych grymasów z jego strony. Przecież na to spotkanie tyle dni czekałam….
I to właściwie tyle, co miałam dzisiaj do napisania, krótko, ale treściwie, może następnym razem uda mi się znów wysmażyć jakąś epistołę?
Życzę wszystkim miłego czwartku, a ja pomału zbieram się już do pracy.

Jezeli są róże w moim blogu to…..

……… znak, że mamy dzisiaj środę

A jedna róża dla Uli to stanowczo za mało, dlatego zamieszczam ich  dzisiaj kilka.
A co, nie jestem rozrzutna, tylko po prostu Ulka na nie zasługuje!
Uleczku! Kraków jesienne słonko otula. Co prawda rano są nawet lekkie przymrozki, ale potem wyraźnie się ociepla.
Dzisiaj tym bardziej, przy pomocy tych pięknych róż w moim blogu jest cieplutko i sympatycznie.
Bo i za oknem jest bardzo sympatycznie, mimo, że  wcześnie rano temperatura oscylowała w okolicy zera stopni, a jak patrzyłam, U Ciebie Ulu w Poznaniu były nawet minusy pogodowe.
Ale cieplutkie pozdrowienia z Krakowa Ci przesyłam, wraz ze słonecznymi promykami, bo tych promyków rtg dla Ciebie zaoszczędzę, po co masz się niepotrzebnie naświetlać? Życzę Ci milutkiej środy.

Okazuje się, że jednak nie pomyliłam dat i Magda Italliana już dzisiaj na pewno jest w Krakowie, z czego bardzo się cieszę. Teraz tylko czekam na telefon od Niej, by dokładnie omówić godzinę naszego spotkania.
Witaj Magda w Krakowie!!!

Już dosyć dawno nie ważyłam się, więc wczoraj stanęłam na zaprzyjaźnionej mi wadze (przynajmniej nie dodaje mi kilogramów, jak ta, którą kiedyś kupiłam) i….oczom nie uwierzyłam. Znów trochę  kilogramów w dół poleciało. Teraz już nie ważę nawet 90 kg, Boże, jak ja kiedyś marzyłam, żeby na początku mojej wagi pokazała się ósemka!. Pewnie, że teraz ta zniżka kilogramów idzie żółwim tempem, ale  gdzie mi się spieszy?
No, jeszcze tylko jakieś 4-5 kg mniej i ogłoszę: tak, odniosłam sukces, Warto było.
Tylko, że teraz nawet ta garderoba, którą kupowałam 3-4 miesięcy temu jest za mnie za obszerna. Ale niech sobie będzie, co mi tam, najważniejsze, że jest mnie mniej. I tak Miss Polonii nie zostanę!!

Dzisiaj idę na popołudniu na Żabiniec, więc mam troszkę jeszcze czasu, by się ogarnąć, szczególnie, że ten nieznośny kaszel ciągle mnie prześladuje.
Ale wczoraj zobaczyłam w TV reklamę syropu przeciw kaszlowi, szczególnie dla palaczy DETUSAN , więc skoczę jeszcze przed pracą do Apteki.
Chociaż trzeba przyznać, że w tych aptekach już nie jest tak, jak kiedyś, gdy więcej starali się o pacjenta, coraz częściej słyszę nie mamy takiego lekarstwa.
I to wcale nie jakiegoś bardzo skomplikowanego, trudno osiągalnego. Mam na myśli Gealcid, o którego pytałam już w niejednej aptece i zostałam odprawiona z kwitkiem,dlaczego, to taki dobry i skuteczny środek przeciw nadkwasocie.
Tylko czy można wierzyć wszystkim reklamom?
Wczoraj wracając z pracy  zobaczyłam na przystanku wielki afisz z załączonym adresem internetowym alerogal.allegro.pl.
Wpisałam ten link  w pasku  adresów i…wyszedł mi Error.
Pewnie, że sobie poradziłam, weszłam na allegro.pl wpisałam w odpowiedniej rubryce święto – marcińskie rogale i znalazłam kilka punktów w Poznaniu i okolicy, wysyłających takie rogale z certyfikatem po całej Polsce. Oczywiście po zastanowieniu się zrezygnowałam z takiej propozycji, bo po pierwsze, zanim ten rogal dotarł by do Krakowa już nie byłby tak świeży i smaczny, a ponad to. na pewno ma on  masę kalorii i jest okropnie słodki, więc na co mi to?
Ale zawsze w okolicy  11 listopada mam napad takich myśli, a zamówię sobie, co mi tam, na szczęście potem mi ta oskoma przechodzi.
Takie chudzinki jak Ula mogą sobie pozwolić na takie smakowitości, szczególnie, ze najczęściej je się je tylko raz do roku. To ja sobie poczekam na tłusty czwartek i pozwolę sobie wtedy na jednego pączka 🙂 I też będzie tradycja!

Życzę przyjemnej i słonecznej środy

Mała radosna odskocznia

Dosyć jesieni, nagrobków i krzyży, dzisiaj udowodnię, że nawet jesienią może być kolorowo. Przynajmniej na moim blogu.
A skąd nagle u mnie taka faza optymizmu?
Przyczyn jest wiele. Uważam, że gdy świeci słonko, to o każdej porze roku bywa radośnie. A trzeba przyznać, że pogoda nas trochę ostatnio rozpieszcza. Gdy wyszłam wczoraj z domu i zobaczyłam te kolorowe drzewa, kąpiące się w słonecznych promieniach, od razu mi się na duszy zrobiło weselej. Fakt, że szybko już robi się ciemno, gdy wychodziłam wczoraj po godz 17-stej z Żabińca była już ciemna noc. No i również już  chłodniej się zrobiło, musiałam opatulić się w płaszcz i w chustę, rączki też nawet nieco mi zmarzły, koniecznie muszę sobie kupić czarne rękawiczki.

Druga sprawa jest też dla mnie ważna, po prostu przestałam się interesować polityką, niech się dzieje, co chce, mnie ( i innym też) nie może być źle…
Nie, to nie oznacza wcale, że gwałtownie zmieniłam swoje polityczne opcje, ja po prostu biorę na przetrzymanie.
A czy to będzie trwało cztery lata, czy krócej, nie ma teraz żadnego znaczenia, co się stało i tak się nie odstanie, trzeba jakoś znaleźć sobie miejsce w nowej rzeczywistości i już.

Ale jest i trzeci, dla mnie najważniejszy powód mojego dobrego humoru. Otóż w tym tygodniu przyjeżdża do Polski Magda Italiano, poprzednia określana przeze mnie Magdą z Blogu, ale Italiano jakoś wyraźniej lepiej brzmi, prawda? Przynajmniej mi się tak bardziej podoba 🙂
Według otrzymanego ostatniego  od Niej maila, już dzisiaj powinna być w Polsce, no chyba, że pomyliłam tygodnie i ma to nastąpić w następnym tygodniu i oczywiście już wstępnie jesteśmy na piątek umówione. Mówię Wam,tak bardzo się cieszę.
Nawet gdyby nasze spotkanie miałoby nastąpić dopiero w przyszłym tygodniu (cholewka, pomyliłam te tygodnie, czy nie?) to i tak już jest bliżej niż dalej.
Pewnie znów „wylądujemy” gdzieś na pysznym obiadku i znów sobie od serca sobie porozmawiamy.
Raz jeszcze powiem: niech żyje internet, w nim jest wielka potęga i basta (bo przypominam, że Magdę poznałam przez internet, a dokładnie poznałyśmy się na moim Blogu).

A czasami nawet takie drobnostki cieszą, chociaż czy ja wiem, czy to była (jest) drobnostka?
Kiedyś pisałam już chyba, że mam kłopot z telewizorem, po prostu po jakimś czasie zanika mi obraz, ale pozostaje głos.
W takim przypadku musiałam wyłączyć i telewizor i dekoder, chwilę odczekać i znów ponownie oba piloty włączyć, czasami nawet kilkakrotnie.
Oczywiście po dosyć krótkim czasie znów historia zaczęła się powtarzać, co mnie wkurzało, bo  przy takich manipulacjach ciężko cokolwiek się ogląda, tak więc przez weekend właściwie wcale nie oglądałam żadnych programów, po co miałam się denerwować.
Za to wczoraj zaglądnęłam do wszystko wiedzących Gogli i wpisałam „co zrobić gdy wyłącza się sam obraz w TV, a głos pozostaje”
Jedną z ciekawszych porad była zmiana Trybu AV, więc uczyniłam to i przełączyłam obraz na tryb standardowy i……. jak na razie ta usterka się nie ukazuje, telewizor działa bez zarzutu. Ale ulga, przynajmniej mogłam wczoraj  oglądnąć sobie bez problemu cały „serial M jak miłość.”
Podejrzewam, że miałam gdzieś „w ukryciu” włączony jakiś timer, albo coś podobnego (timer chyba raczej nie, bo wtedy wyłączałby się także i głos), a przy zmianie trybu wyświetlania zostało to usunięte. Tylko ciekawe na jak długo??

No i co? znów „wyszło na moje” czyli niech żyje internet, skarbnica wiedzy wszelakiej.

Nawet moje przeziębienie ma tendencje schyłkowe, co prawda czasami jeszcze coś drapie mnie w gardle (te głupie papierosy), ale już przynajmniej mam o wiele mniejsze zaleganie w oskrzelach no i głowę mam nieco mniej napompowaną……

I jak tu przy tylu pozytywach życia nie być optymistycznie do świata nastawionym?
Mimo, że teraz w kalendarzu króluje mój niezbyt lubiany listopad? Ale i on przeminie, a potem będzie ten radosny grudzień. Może być nawet trochę śniegu, bo inaczej św Mikołaj nie będzie mógł przybyć do nas z podarkami w swoich saniach? A ponieważ ten rok był dla mnie szczególny, na pewno Święty jakiś prezent przygotował? 

No i jeszcze jedno, w zeszłą sobotę udało mi się trafić w Lotka „trójkę”, tak więc wczoraj odebrałam całe 24 zł HURRRA  !!!.
Tak mało, a też cieszy!
Oczywiście nie byłam rozrzutna i w następny kupon zainwestowałam tylko 4 zł (dzisiaj losowanie), a resztę przeznaczyłam na owoce.
Coś dla zdrowia też musi być.

Wstał piękny i już słoneczny dzień. Następny tak jesiennie cudny.
I mimo, że w nocy trochę żołądek mi dokuczał ( po co jadłaś Ewka te winogrona) ,to i tak jestem ciągle pozytywnie nastawiona .
Życzę wszystkim bardzo udanego i ciepłego wtorku

Zgaszona

 

Od samego poniedziałkowego poranka jestem jakaś taka zgaszona.
Niby za oknem słonko świeci, niby kaszel nie jest ju taki dokuczliwy, ale jakoś mi tak źle na duszy.
Być może, że spowodował to wczorajszy komentarz do mojego blogu, zresztą już jest on zablokowany i nikt prócz mnie go nie odczyta.
Ktoś napisze, że nie lubię krytyki, możliwe, ale kto ją lubi?
Tak łatwo jest kogoś źle i niesprawiedliwie oceniać, ciekawe, czy wobec siebie ta osoba ma podobne kryteria?

Jeszcze mam troszkę czasu na to, żeby „dojrzeć” do dzisiejszych obowiązków, idę dopiero na zmianę popołudniową.
Jednak stwierdzam, że ten naturalny środek leczniczy, czyli gorące mleko z miodem. masłem i z czosnkiem jest najlepszym z medykamentów.
Przynajmniej jest skuteczny.

Dzisiaj mamy Dzień Zaduszny, czyli w przeciwieństwie do dnia wczorajszego, który był świętem Imienin Wszystkich Świętych, dzisiaj modlimy się za dusze naszych Zmarłych i zastanawiamy się nad sensem naszego przemijania.
Dzień Zaduszny w Polsce powiązany był ze świętem pogańskim Dziadów, którego celem było nawiązanie kontaktów z duszami zmarłych
W tym dniu należało ugościć na ziemi zbłąkane dusze, dlatego przygotowywano dla nich jedzenie, aby pomóc im osiągnąć spokój, ale również zyskać ich przychylność. Należało również umożliwić zmarłym spędzenie tej nocy wśród bliskich, dlatego w wielu miejscach rozpalano ogniska, żeby oświetlić im drogę do domu. W tym dniu żywi nie mogli wykonywać niektórych czynności, jak np. wylewanie wody przez okno czy palenie w piecu, bo wierzono, że tymi drogami dusze dostawały się do domów.

– W ciągu wieków forma przeżywania tego dnia ulegała różnym zmianom. Przybierała ona czasem formę przeróżnych obrzędów odprawianych na cmentarzu, znanych powszechne jako obrzęd Dziadów. Nierzadko wierni Kościoła katolickiego przejmowali pogańskie obrzędy, czemu duchowni starali się przeciwdziałać. Obecnie Zaduszki to dzień, w którym Kościół ogarnia swoją modlitwą wszystkich wiernych zmarłych.
W tym dniu zapalamy na grobach znicze,
Do dziś zachowały się niektóre elementy z Dziadów.  Współcześnie również zapalamy znicze na grobach zmarłych – ten gest przypomina dawne rozpalanie ognisk na rozstajach dróg. Obecnie w Dzień Zaduszny, choć częściej w Dzień Wszystkich Świętych, odwiedzamy cmentarze, zapalamy znicze, kładziemy kwiaty na grobach i uczestniczymy w mszach za zmarłych.

– Obchodzimy Zaduszki, by modlić się za wszystkich zmarłych, przede wszystkim za tych przebywających w czyśćcu, ponieważ potrzebują oni naszej modlitwy.

To tyle wzmianki o dzisiejszym święcie.
Niestety dzień dzisiejszy jest już normalnym dniem pracy i tylko nieliczni pójdą dzisiaj zapalić światło na grobach.
Zresztą nie chcę znów poddać się krytyce komentarza anonima (nawet nie ma odwagi się podpisać pod komentarzem!).

Za oknem słonko, a więc życzę przyjemnego, słonecznego poniedziałku

 



Pierwszego Listopada

Dzisiaj mamy święto spotkania się z naszymi Najbliższymi i  Najukochańszymi, którzy od nas już odeszli do tego lepszego świata.
Dzisiaj tłumnie odwiedzimy cmentarze, złożymy na grobach piękne wiązanki, zapalimy światła i będziemy wspominać minione dobre dni, gdy jeszcze Oni byli pośród nas.
Zamiast mojego wpisu zamieszczam wiersz Pana Kawusi, który napisał kilka lat temu, tuż przed Świętem Zmarłych.
Dzisiaj Pana Kawusi nie ma pośród nas, też odszedł do tego innego świata, a pozostawiony przez Niego wiersz i Jego też już dotyczy, więc też jest tym samym cząstką Jego myśli, świadectwem Jego istnienia.
Dziękuję Ulu za przesłanie mi tego wiersza Twojego Męża, dzięki temu wraz z Tobą zadumam się nad przemijającą naszą przyjaźnią z Marianem, którą może grób pokonał, ale na pewno pamięć nie jest jej wstanie zniszczyć.

Listopadowe sumienie.

Wiatry przykryły niebo ołowianą chmurą ,
Cmentarz przytłoczony zaduszkowym modleniem ,
Dni te ponure , owiane smutkiem i zadumą ,
są ,
listopadowym cmentarnym widzeniem …..

Idziemy wśród nagrobków i sosen strzelistych ,
Groby jak kurhany swym drugim wcieleniem ,
Ukryte wśród astrów i chryzantem złocistych ,
są ,
listopadowym cmentarnym cieniem …..

Liście już spadły , szeleszczą pod naszymi nogami ,
Mącąc miejsca gdzie duchów są schronieniem ,
Serce do tych co nas kochali i modlitwy do nich ,
są ,
listopadowym cmentarnym pacierzem ….

Stoimy nad grobami swych przodków w zadumie ,
Nad minionym ich życiem i ich wspomnieniem ,
Wraz z wiatrem niosącym zapach świerku i świecy ,
są ,
listopadowym cmentarnym sumieniem ….

McKafe. 31.10.2006 Poznań
 

I mimo, że z powodu choroby  nie będę dzisiaj  na grobach moich Najbliższych,  zapalę wszystkim symboliczną świecę i pomodlę się za Ich dusze.
Życzę na dzisiaj sporo słonka i ciepłych godzin, by każdy, kto odwiedzi dzisiaj grób Rodzinny, czy grób Przyjaciół, mógł chociaż chwilę dłużej nad nim pochylić głowę i zastanowić się nad sensem naszego przemijania.