napięty dzień

 

Dzisiaj mam bardzo napięty dzień, mnóstwo w nim zajęć już zaplanowanych i w dodatku jeden, który mi spadł przypadkowo.
Otóż zamówiłam z Allegro sukienkę, zapłaciłam za kuriera 16 zł i okazuje się, że muszę ją sama odebrać w jakimś tam punkcie w Krakowie. Niby niedaleko, ale zawsze z paczką trudno po Krakowie latać, zwłaszcza, gdy się nie wraca od razu z nią do domu.
Poszłam wczoraj po pracy po tę nieszczęsną paczkę i…. pocałowałam klamkę, punkt był już nieczynny. Byłam wściekła, bo specjalnie naddałam sobie drogi, by ją odebrać. A zresztą co to za zwyczaje przesyłać gdzie indziej, niż do domu paczkę. Dzisiaj też jej nie odbiorę, bo najpierw idę do dentysty, potem do  pracy, a potem idę na  na zebranie KOD-u, nie mogę z paczkami po całym Krakowie przecież gonić.
Wściekła jestem, tym bardziej, że i przez tę sukienkę i przez politykę nie mogłam wczoraj zasnąć, mimo, że byłam bardzo zmęczona.
Nie mam pojęcia, jak przetrwam ten dzisiejszy dzień, zwłaszcza, że jest ohydny i mglisty.

O polityce nie będę się tu wyrażać, bo znów jakiś pisowski bałwan zwymyśla mnie, jak onegdaj, na szczęście mam to prawo wyrzucić  jego komentarz, co z wielką radością uczyniłam.
Nie będzie  byle chłystek mnie pouczał, co jest słuszne, a co nie. Ja wiem jedno: źle się w Polsce dzieje, a ten, kto tego jeszcze nie widzi na własnej skórze niebawem się o tym przekona. Co prawda zazwyczaj w bajkach dobro przezwycięża zło, ale bywa tak i w życiu, trzeba być tylko cierpliwym i oczekiwać tej godziny, co nie znaczy wcale, że trzeba siedzieć z założonymi rekami. Nikt nie przewidywał, że kiedyś komuna upadnie, a jednak tak się stało, bo z założenia partia, która narzuca innym swój punkt widzenia w końcu nie wytrzyma naporu. Czekam, gdy usłyszę zna ostatnim już zebraniu PISu słowa: sztandar wyprowadzić. Tak już nie tak dawno było z niechlubną partią PZPR, teraz czekam na powtórkę w wykonaniu PISU.

A teraz zanurzam się w ponurość dzisiejszego dnia i zabieram się za siebie, by, ze wszystkim dzisiaj na czas zdążyła.
Dobrego czwartku