Plan wykonany

 

Wszystko  co wczoraj  zaplanowałam, udało mi się wczoraj przed pracą wczoraj  pozałatwiać.
Byłam na Kleparzu, gdzie kupiłam 30 dg pszenicy – kutii, teraz tylko ją trzeba namoczyć na noc, potem ugotować (oj, aby tylko się nie przypaliła).
Kupiłam też kilka fig, które pójdą do kutii, a także mój ulubiony serek – bundz, Ale pychotka, mówię Wam.
Potem poszłam do Rossmanna, gdzie kupiłam kilka kosmetyków, coby na Święta pięknie wyglądać, a na końcu do apteki, by zadbać o swoje brzusio (Gealcid), swoje mięśnie (magnez) i maść na dziąsła (ciągle jeszcze „ząbkuję”). Po drodze odwiedziłam jeszcze sklep monopolowy (tak, tak, dobrze czytacie, monopolowy), gdzie kupiłam mały spirytus, potrzebny mi będzie do masy tortowej.
Można  śmiało powiedzieć, że już wszystkie zakupy świąteczne mam za sobą, (wcześniej już inne rarytasy pokupiłam), potrzebne mi będą tylko….papierosy, ale na ten zakup mam jeszcze trochę czasu.
Tak więc spokojnie oczekuję czwartku, pojadę do Magdy rano, żeby jeszcze przed wyjściem na Wigilię do Agi (bratowej Magdy) zdążyć upiec mój wspaniały torcik kokosowy.
Resztę świąt spędzę u Magdy, no chyba, że jeszcze dostanę jakieś inne zaproszenie?
W środę zacznę się pakować, żeby niczego nie pozapominać, muszę wziąć tę moją nową  sukienkę, 2 swetry(a może jeden, nie wiem) i jeszcze dwie tuniki (jadę w sumie na 4 dni), biżuterię do przyozdabiania, no o moich pachnidłach. Nie mogę zapomnieć o akcesoriach do spania, o kosmetykach, o kąpielowych drobiazgach, ale także o aparacie fotograficznym(już się ładują akumulatorki), ładowarce do telefonu i do aparatu fotograficznego  i  oczywiście o moim laptopie z oporządzeniami.
Czy już o wszystkim wspomniałam? Muszę sobie napisać listę, a potem będę pakować i wykreślać z listy to, co już mam w walizce.
Już tym żyję. Oczywiście nie mogę zapomnieć o kutii, o mięsie z lodówki i o składnikach tortu (w tym o spirytusie), a także o zakwasie buraczanym, który postawiłam już w zeszłym tygodniu, teraz wspaniale się kisi.
Ale na razie mam inne, bardziej przyziemne plany. Dzisiaj przed pracą postaram się jeszcze dostać do pani doktor stomatolog (tej zastępczej, bo „moja” ma  jak wiecie urlop), bo jeszcze z tymi moimi ząbkami nie jest  wszystko w porządku, nie bardzo mogę jeść, szczególnie lewą stroną szczęki, bo nasila się ból po tej stronie. Zresztą poprzedniej nocy obudził mnie ból wszystkich, dokładnie wszystkich zębów i górnych i dolnych po obu stronach twarzy, musiałam wstać, przepłukać usta i posmarować sobie dziąsła, zupełnie jak u ząbkujących dzieciaczków. Ta noc była spokojniejsza, ale i tak  rano z bólem lewej strony szczęki się przebudziłam.
Przecież nie mogę pozostać w takim stanie na święta, prawda????
Potem muszę iść do pracy i po powrocie może zabiorę się wreszcie za tę kutię.

Wczoraj dostałam od Magdy Italiana przepiękną kartkę świąteczną, szczególne jest w niej to, że wiem, że Magda zrobiła ją swoimi zdolnymi rączkami.
Ma dziewczyna smykałkę, przecież dla mnie wcześniej już zrobiła wianuszek świąteczny i malutką choineczkę, które to ozdoby teraz upiększają mój świąteczny pokój.
Dziękuję Ci Magda, zazdroszczę tych Twoich pięknych dzieł, albowiem niestety pod względem manualnym jestem zupełnym antytalenciem.

No to do Wigilii pozostało jeszcze tylko trzy dni, ale skoro ten rok tak szybko minął, te trzy dni oczekiwania będą jak okiem mrugnąć.
No a potem Sylwester i…znów o rok człowiek starszy. Ale czekam na kwiecień, by to moje magiczne 65 przemieniło się skończeniem  66 roku życia, co oznaczać będzie, że przełamałam złą rodzinną tradycję wcześniejszego umierania. No proszę, zamiast umierać, ja postanowiłam właśnie się w tym czasie odmładzać i  zdrowieć, chwała mi za to. Byle tak dalej.

Życzę miłego wtorku, z głową szykujcie te święta, żeby za bardzo się nie przemęczyć, bo potem człowiek pada na nos i mówi do siebie rozżalony (nie do końca wypoczęty) Święta, Święta i po Świętach.