Tak jak to już w życiu bywa, życie to przeplatanka tych chwil miłych i chwil smutnych.
Wczoraj byłam na świątecznym obiedzie i Maćków. Było bardzo odświętnie i bardzo smacznie, nareszcie spróbowałam zupy rybnej na słodko, którą u nas w domu robiła moja siostra, a teraz specjalnie dla Macka (inni domownicy jakoś za nią nie przepadają) gotuje w Wigilię Ela.
Były też i inne pyszności: i schab ze śliwką i piersi z kaczki, oczywiście wypieki Darki i Wiki, ale na wiele rzeczy mogłam tylko sobie popatrzę.
Obiad przeszedł w bardzo przyjemnej atmosferze, tym bardziej, że była też mam Eli, którą bardzo lubię.
Niestety potem przyszły te smutne chwile. Zorientowaliśmy się, że nie ma w domu Putka, ich psa – miniatury sznaucera.
Niestety okazało się, że Putek wynalazł sobie dziurę w płocie, przez którą przelazł na drogę i Ela z dziewczynami znalazły go śmiertelnie potrąconego przez jakiś samochód. Oczywiście wszyscy domownicy bardzo płakali, gdy okazało się, że Putek nie żyje, a i mnie było bardzo, bardzo smutno, bo zawsze kojarzył mi się z domem mojej siostry. Putek był właściwie psem mojej siostry i szwagra, a po ich śmierci znalazł sobie drugie mieszkanie właśnie w domu Maćków. Przypomniałam sobie, jak na życzenie mojej siostry wraz Magdą 15 lat temu pojechałyśmy na giełdę i tam kupiliśmy małego Putka.
Szkoda go, bo to był bardzo poczciwy i serdeczny pies, został pochowany w ogrodzie za domem Maćków.
Na szczęście do ich domu przyszli jeszcze następni goście, więc gospodarze musieli zachować twarz i podjąć ich honorowo, jakby nic nie stało.
Ale jednak smutek w ich oczach widać było, szczególnie w oczach Darki i
Moja Rodzinka tzn Magda, Jacek i Jasiu nie powrócili jeszcze z Zakopanego, mają być w domu podobno dzisiaj późnym wieczorem, więc jeżeli nie będą zbyt zmęczeni, może uda nam się skosztować tego pysznego kokosowego tortu, który upiekłyśmy z Oliwią dwa dni temu.
Na razie jestem jakby sama, bo dziewczyny, jak to dziewczyny, własnymi ścieżkami chodzą, Olka rano pojechała na koncert kolęd, Kamila gdzieś tam sobie biega po polach i lasach, bo bieganie jest jej formą najlepszego odpoczynku.
Ale nie mam co narzekać, ja właściwie i tak zawsze siedzę sama, więc czy to święto, czy dzień powszedni, co to za różnica?
A więc sobie póki co tak samotnie świętuję i jest mi całkiem dobrze.
Życzę wszystkim miłego dnia odpoczynku, jeszcze przed nami na szczęście sobota i niedziela, potem chwilka pracy i znów świętowanie.