Teoretycznie, bo dzisiaj niedziela, wiec właściwie też świąteczny czas mamy. Choinka jak stała, tak stoi i świeci, co prawda już wszystkie prezenty spod niej wybrane, ale jeszcze ciągle swój urok trzyma, przynajmniej do Nowego Roku, bo potem zacznie już gubić swoje igły i będzie coraz bardziej oklapnięta.
Jeszcze wciąż tkwimy w tym świątecznym dobrobycie, w rodzinnym kręgu, pośród swoich, mając dla nich i dla siebie czas na miłe rozmowy.
Jutro już powraca na 3 dni czas normalności, chociaż i on będzie jeszcze trwał w świątecznym nastroju, w oczekiwaniu na Sylwestra i Nowy Rok.
Ciekawe co nam on przyniesie, radości, czy rozczarowania, zdrowie, czy choroby, a jeszcze do tego ta polityczna niepewność, która może bardzo nam rzeczywistość zamieszać.
Ale nie wolno nam już z góry zakładać, że wszystko będzie źle, zawsze tak rok wygląda, że są i dobre i złe strony życia, te złe trzeba jakoś przejść, z tych dobrych się cieszyć.
Gdybym miała tak popatrzeć w tył, to ten rok był dla mnie bardzo udany pod wieloma względami. Osiągnęłam nawet więcej, niż zamierzałam i to cieszy, bo każdy sukces jednak cieszy. A że gdzieś po drodze były większe lub mniejsze potknięcia? Właśnie na takich złych krokach człowiek się uczy, właściwie przez całe swoje życie, by na jego końcu stwierdzić, że jeszcze wiele rzeczy nie umie, nie rozumie.
Bo jest takie powiedzenie, że człowiek rodzi się głupi i głupi umiera, co do końca nie jest prawdą, ale to tylko zależy właśnie od nas, od tego, ile rzeczy potrafimy za asymilować i jeszcze potem wprowadzić je w życie. Nie każdy to może, nie tyle nie potrafi, co może nie czuje potrzeby wysiłku, bo zawsze taka asymilacja potrzebuje wysiłku. Jest to pewnego rodzaju wygodnictwo, brzmiące „dobrze jest jak jest, po co to zmieniać”
Ale taka jest już natura człowieka, rzadko kto chce się zmieniać, nawet, gdyby to mu w ogólnym rozrachunku miałoby wyjść na lepsze.
To taka moja poświąteczna refleksja, miałam pewnie więcej czasu na to, by cokolwiek przemyśleć.
Dzisiejszy dzień jeszcze spędzę rodzinnie w Modlnicy, pewnie dopiero jutro razem z Magdą pojadę do Krakowa, najpierw do pracy, a potem już w domu, po przesyłam sobie zdjęcia, które zrobiłam podczas Świąt na mój duży komputer, będę miała okazję raz jeszcze wszystko przeżyć na nowo.
„Przeżyj to sam, przeżyj to sam, nie zamieniaj serca w twardy głaz, póki jeszcze serce masz”
Więc stosownie od słów tej piosenki mała rekonstrukcja zdarzeń i przemyśleń przy tej okazji bardzo mi się przyda.
Życzę miłej niedzieli.
