Wtorek, zupełnie zwyczajny dzień. Rano trzeba wstać do pracy, a po powrocie…
No właśnie, co ciekawego można sobie po powrocie zaplanować?
Chyba nic szczególnego nie będę miała do rooty, trochę sobie poczytam niusy w internecie (oj znów się sporo w polityce dzieje), trochę poukładam pasjanse i nagle znów się ciemno za oknem zrobi. Trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na ten Nowy Rok, gdy na barani skok dnia zacznie nam przybywać.
Jak na razie przed nami wizja chłodnych, zimowych dni, co niektórych cieszy, a niektórych doprowadza do szewskiej pasji.
Nie cierpię mokrych i śliskich chodników, inni nie cierpią lodowej pokrywy na drogach, zanim do pracy, a potem z pracy dojadą.
Ale takie niestety są „uroki” zimy.
Wczorajszy dzień przebiegł o tak nieco z żołądkowymi turbulencjami, cóż trzeba była święta odchorować , aby dzisiaj już czuć się o wiele lepiej, nawet moje ząbki jakby mniej bolały….
Chyba jednak bez obawy będę mogła stanąć dzisiaj na wadze, nie powinnam mieć jakichś niemiłych niespodzianek?
Cieszę się za to już na jutrzejszy dzień, albowiem wiem, że Ulka jutro na pewno już zawita do mojego blogu, jako, że kończy się już Jej turnus ozdrowieńczy i jutro powraca do Poznania.
Muszę wynaleźć dla niej najpiękniejszą z najpiękniejszych róż na powitanie.
Za to pojutrze mamy już ostatni dzień roku, aż wierzyć się nie chce, że tak szybko ten nam już przeminął.
Ciekawe, co nam on przyniesie w polityce, czy będą jakieś korzystne zwroty, bo coraz niemilej nam się w Polsce robi.
A co mi osobiście ten nowy rok przyniesie? rozczarowania, czy radości. Oby nie był gorszy niż ten przemijający.
A ja ciągle jeszcze w świątecznym nastroju przebywająca jestem, wszak jeszcze po świętować sobie aż do 6 stycznia, czyli do Trzech Króli można, stąd jeszcze u mnie banieczki na zdjęciach, a co tam, zawsze to przyjemniej, gdy jest odświętnie i w pokoju i na blogu..
Miłego dnia życzę
