już południe za nami…

 

 

…. a mojego blogu wciąż nie widać, nie słychać.
Nie, to nawet nie lenistwo, chociaż późno poszłam spać,  znów nie wiedzieć kiedy czwarta nad ranem się zrobiła na zegarze), wstałam stosunkowo wcześnie.
Ale jakoś tak szybko mi te niedzielne godziny lecą.
Dzisiaj robiłam sobie internetowe, świąteczne zakupy w Almie i…strach pomyśleć, ile muszę za to wszystko zapłacić.
A głównie kupowałam składniki na mój tradycyjny, imieninowy tort kokosowy, no i oczywiście na kutię.
Same bakalie do kutii sporo kosztują, bo daję tam rodzynki, migdały, orzechy, daktyle, skórkę pomarańczową, miód, słodką śmietankę no i oczywiście mak i pszenicę.
Tę pszenicę trzeba dzień wcześniej zamoczyć w zimnej wodzie, a na drugi dzień ostrożnie, by się nie przypaliła  ugotować do miękkości.
Gdy pierwszy raz robiłam kutię, zrobiłam kardynalny błąd, bo pszenicę przemieliłam, teraz już wiem, że trzeba dawać całe ziarenka, ale na bardzo miękko ugotowane.
Potem do tego dodaje się wszystkie bakalie, miód i śmietankę, wszystko się miesza i daje się do lodówki, by to wszystko razem się „przegryzło”
Potrawa jest bardzo smaczna i w sumie zdrowa, bo zawarte są w nim same naturalne składniki, a że ma trochę kalorii? A w czym tych kalorii nie znajdziesz.
Za to kutia jest tak słodka, że i tak za dużo jej nie zjesz, szczególnie, gdy jest podana jako deser po sutej Wigilii.
Kutię dawniej robiono w moim rodzinnym domu (czasami zamieniana był na mak z kruchymi ciasteczkami), a teraz już od kilku lat tradycją jest to, że to ja ją właśnie przyrządzam na Wigilię. W niektórych domach zamiast kutii podają makaron- płatki z makiem, zresztą podobnie przyrządzany jest mak jak do kutii.
Nawet na naszej Firmowej Wigilii też był makaron z makiem, łyżkę jego zresztą spróbowałam.
Mak musi być w tym dniu szczególnie podawany, albowiem mak zapewnia dobrobyt na następny cały rok, a zawarte w nim bakalie i miód  mają ten  następny rok nam osładzać.
Dawniej w domach pieczono   na Święta Bożego Narodzenia wspaniałe drożdżowe makowce, ile to było z tym zachodu, bo trzeba było dobrze zrobić  drożdżowy zaczyn, odczekać, aż odpowiednio wyrośnie, potem wymieszać go z mąką i jajami i tłuszczem, porządnie ciasto wyrobić ręką, aż powstaną w nim pęcherzyki i powietrza, potem znów trzeba było dać ciasto na kilka godzin do wyrośnięcia, uważając, by przez przypadek się nie „przeziębiło”
Zamykało się wtedy szczelnie okna i drwi od kuchni, a gdy ktoś do niej wchodził, gospodyni krzyczała, uważaj, ciasto rośnie.
Zabawa była na cały nieomalże dzień, bo potem to ciasto trzeba było cienko rozwałkować, wypełnić farszem makowym, zawinąć tak, by nigdzie bokiem mak przypadkiem nie wyciekał, znów trzeba było przykryć ściereczką, by makowiec wyrósł, a potem  smarowało się wierzch rozbitym żółtkiem i dopiero wtedy wsadzało się do gorącego pieca. Ale wspaniałe zapachy wtedy zaczynały się rozchodzić po całym mieszkaniu, od razu ślinka ciekła, a tu jeszcze trzeba było czekać aż do Wigilii.
I tak jak  na Święta Wielkanocne piekło się obowiązkowo baby drożdżowe i serniki, na Święta Bożego Narodzenia wypiekało się makowce i przepyszne przekładańce z kilkoma w środku masami:z orzechową, migdałową, z różą, powidłami,i co tam kto jeszcze sobie umyślił,  mniam, jakie smakowite wspomnienia.
Dawniej gospodynie brały sobie za punkt honoru takimi pysznościami się pochwalić przed gośćmi, dzisiejsze gospodynie nie mają tyle czasu i werwy do takich wypieków, mało kto piecze makowce, już o przekładańcach nie wspomnę.

Pogoda dzisiaj taka, że nijak jeszcze tej świątecznej aury nie czuć, no może tylko w radio brzmią już głównie amerykańskie  kolędy i świąteczne piosenki.
Ja aurę świąteczną poczuję dopiero jutro, gdy przyjdzie do mnie Renia i wspólnie będziemy sprzątać i przyozdabiać świątecznie mój pokój.
Już się ciesze, bo mam tyle piękności, które dostałam od Magdy Italiana, a które już niecierpliwie czekają na swój dzień.

Póki co, życzę przyjemnej niedzieli

zalśniłam


Zalśniłam wczoraj i w przenośni i w postaci realnej. Bowiem Zojka, córka Moniki, zrobiła mi tak przepiękny i lśniący makijaż (z brokatem), a do tego jeszcze i poprószyła mi pomalowane paznokcie też złotkiem,, że aż bił ode mnie blask, tym bardziej, że boki sukienki też się lekko skrzyły.
Obiecałam kiedyś. że pokażę swoje zdjęcie – i oto ono.
W ogóle przygotowywałam się do wczorajszego dnia niezwykle sumiennie i długo, robiąc różne potrzebne zakupy, a Zojka jest tak wspaniałą dziewczyną, że wczoraj zrobiła ze mnie prawie, że bóstwo. Trzeba przyznać, że dziewczyna bardzo się starała, sam makijaż robiła mi prawie godzinę, jak wytrawna kosmetyczka. Również i była przy okazji wytrawną manicurzystką, bo manicure też jej pięknie wypadł. Dziękuję Ci Zojka.
No dobra, może to nie była furora (muszę być nieco skromna), ale słyszałam wiele naprawdę wspaniałych i miłych słów na swój temat, jakie to przyjemne, jak mile łaskocze własne ego.
Ale muszę Wam powiedzieć, że warto było to wszystko co za mną przejść, chociażby dla tego jednego dnia, w którym poczułam się co najmniej, jakbym była księżniczką z bajki, mojej bajki.
Oczywiście humor w związku z tym mi dopisywał i do domu wróciłam dopiero po pierwszej w nocy.
Oczywiście nie obyło się i bez małych przygód, ktoś zgasił światło w łazience restauracji i tam mnie „uwięził”, niestety światło było na zewnątrz, więc zrobiło się nagle ciemno jak w… nie powiem gdzie, w związku z tym nie mogłam otworzyć drzwi.
Musiałam wołać „pomocy”, „help” i dopiero po 10 minutach ktoś łaskawie to światło zapalił i mogłam  z niej nareszcie wyjść.
Zgłosiłam oczywiście problem u kelnerek, że niedopuszczalne jest, by światło gasło, zanim ktoś toaletę opuści, ciekawe, czy przejma się moją interwencją. Ale ponieważ do restauracji Eden na pewno w najbliższym czasie się nie wybiorę, będę dopiero mogła sprawdzić za rok, gdy nastanie następna Wigilijna Impreza w tym lokalu. Ale i tak na wszelki wypadek udam się tam z obstawą 🙂
Jedzonko było oczywiście wspaniałe, prócz tradycyjnego barszczu z uszkami i smażonego karpia był też i zimny i gorący bufet, połakomiłam się na dwa (słownie dwa) pierogi z kapustą z grzybami, a ponieważ nie jadłam ciasta, zjadłam sobie za to kawałek ananasa, kawałek melona i mandarynkę
Ale ogólnie mówiąc, jestem bardzo, a to bardzo z wczorajszego dnia zadowolona. No i oczywiście z okazji takiego święta pozwoliłam sobie na jednego drinka z wódki, wody mineralnej i cytrynki oraz lodu,
Oczywiście dzieliliśmy się wszyscy opłatkiem i składaliśmy sobie świąteczne życzenia i o ciekawe, od trójki dzieci mojego brata, czyli od Basi, Łukasza i Emila słyszałam te same życzenia: Ciociu już nie chudnij.
No proszę, jak Oni jednakowo wszyscy myślą, bo przecież nikt z nich nie słyszał, jakie życzenia mi poprzednik składał :-).
Po powrocie do domu zmitrężyłam jeszcze nieco czasu na przesyłaniu zdjęć  z aparatu fotograficznego  na komputer, a teraz będę miała sporo kłopotu, bo spora część zdjęć była prześwietlona (może nie potrzebnie używałam lampy błyskowej) i każde zdjęcie muszę teraz przeglądnąć i spróbować dostosować go do oglądania, dopiero wtedy będę mogła te zdjęcia przesłać na serwer.
Ale i tak straciłam na tym trochę czasu, więc spać poszłam dopiero około 4 rano.
Oczywiście w związku z tym nie poszłam na to spotkanie KODU na Rynek Gł, ale podglądałam na kamerce internetowej, jednak sporo tego luda tam jest. Ciekawa jestem, jak jest w innych miastach, pewno największy tłum  jest na pewno w Warszawie.
I co teraz pisiorki na to powiedzą? Znów będą kłamać, że tam była tylko garstka wywrotowców, ludzi gorszego sortu?

Dzisiaj rano kurier przyniósł mi mojego nowego Iphone 6, który dostałam w związku z przedłużeniem umowy.
Jak to dobrze, że mam koło siebie Polę i Zojkę, bo one uruchomiły mi nowy telefon, pościągały kontakty ze starego Iphona i pościągały mi też niektóre aplikacje. Zojka założyła mi  też ochronną płytkę szklaną na przód komórki i zamówiła mi ochronę na tył komórki (będzie specjalna, z podobizną Pepy,tak więc będę pewniejsza, że nic się mojemu nowemu telefonowi  nie wydarzy złego.
No proszę, jednym słowem miałam miły piątek, a i dzisiejsza sobota też jest bardzo miła.

Życzę wszystkim miłego popołudnia, a duchem jestem z KOD-owiczami i na Krakowskim Rynku i w każdym innym miejscu, gdzie dzisiaj odbywa się protest przeciwko łamaniu przez rząd  zasad demokracji

Doczekałam się

 

 

No i doczekałam się tego piątku, ale czy ja wiem, czy się cieszyć?
Jak na razie wczoraj mój brzuszek znów zastrajkował, więc tylko pewno patrzeć będę, jak inni wcinają pyszności.
A może czerwonego barszczyku jednak trochę  pochlipię?
Głupi brzuch, a tak go prosiłam: wytrzymaj jeszcze troszkę.
Trudno, ale pewno znów odbije się to, oczywiście na mojej wadze i to będą chyba jedyne święta, po których nie zgrubne, tylko wręcz przeciwnie schudnę.
Cieszyć się, czy płakać?
Ale kto by się tam takimi drobnostkami przejmował.
Wczoraj byłam na ostatniej mojej dentystycznej wizycie przed świętami i trzeba przyznać, że co prawda nie jest jeszcze doskonale, ale da się jakoś wytrzymać.
Jakby mi się coś jednak działo, mam zapewnioną kontrolę w najbliższy wtorek, co prawda u innej pani doktor (moja już jest na urlopie), ale nie pozostanę na pewno  samotna w bólu.
Za niedługo zacznę moje przygotowania do wieczornego występu, muszę przecież zalśnić.
Jeszcze raz mierzyłam te swoje nowe buty, są wprost fantastyczne, może nie takie super eleganckie, ale całkiem przyzwoite, a co najważniejsze, bardzo wygodne, czuję się w ich, jakbym nosiła pantofle na nogach, a przecież o to mi  właśnie chodzi.
Stworzone są przez firmę Axel comfort- orthopedic w  Częstochowie.
Mają oni swoją stronę internetową www.axel-buty.pl , więc jeżeli ktoś, kto ma podobne kłopoty z nogami jak ja  jest zainteresowany, zapraszam na ich stronę. Wiem, że również zajmują się wysyłką butów u nich zamówionych.
Uważam, że to bardzo cenna wiadomość, chociaż pewno w większych miastach firma Axel na oewno ma swoje sklepy, w Krakowie ma aż dwa, na ul Stradom i na ul Długiej.

Życzę wszystkim miłego piątku

już czwartek

I bardzo dobrze, bo po nim następuje piątek, czyli początek weekendu, a w dodatku na ten piątek bardzo niecierpliwie czekam, albowiem ma się jutro odbywać Wigilia Firmowa. Jestem do niej i fizycznie i duchowo już przygotowana.
Niech no tylko ten czwartek minie………
Wczoraj bardzo miłą niespodziankę zrobiła mi Ulka, której udało się jednak, jak zawsze  w środę, zaglądnąć do mojego blogu i pozostawić w nim komentarz z pozdrowieniami z Połczyna Zdroju, Cieszę się, że jest zadowolona z tego pobytu. Czyli mój wczorajszy raport był niezbyt do końca prawdziwy, bo była i środa i róża i była też i  Ula…..
Uleczko całuski z Krakowa ślę, ba, nawet kilka słonecznych promyczków też, bo właśnie słonko na niebie się pokazało….. Odpoczywaj sobie spokojnie i ciesz się „wolnością”, błogie lenistwo też od czasu do czasu jest dla psychiki potrzebne 🙂

Dzisiaj idę na ostatnią wizytę do   mojej pani doktor stomatolog. To znaczy nie wiem, czy jeszcze nie będę jakiejś pomocy potrzebowała, ale moja pani doktor już jedzie na urlop i dopiero w przychodni pokaże się po nowym roku. Ale na wszelki wypadek zabezpieczyła mi możliwość pomocy u jej koleżanki w tej samej przychodni. Jak to dobrze, że jest taka miła i troskliwa, prawda?
Muszę jej dzisiaj pięknie podziękować za tę jej  wspaniałą opiekę nad moją biedną buzią,  pomyślałam o jakimś ładnym świątecznym  stroiku, na  pewno się nim ucieszy.
A poza tym dzień mija za dniem, jeszcze są te dni niestety krótkie, ale na nowy rok przybywa dnia na barani skok, a to już przecież tak niedługo.
Chociaż z drugiej strony nie ma się czym aż ta bardzo cieszyć, znów nam jeden rok na karku usiądzie….
W sobotę, jeżeli tylko dam radę po piątkowej imprezie idę na świąteczno – noworoczne spotkanie  Małopolskiego Oddziału Komitetu Ochrony Demokracji, a po spotkaniu odbędzie się krótka demonstracja przeciwko następnej fazie łamania praw demokracji przez PIS.
Cieszy mnie jednak to, że pomału Polacy już otwierają oczy na to, co ostatnio pis wyprawia, co wyraża się w dużym spadku poparcia dla tej partii przy równoczesnym poparciu Nowoczesnej, która już w sondażach wysunęła się na prowadzenie HURRA!!! Byle by tak było dalej, byle żeby znów Polacy nie dawali się otumaniać następnymi pisimi obietnicami, nie może już być powtórki z „pisiej rozrywki” Nigdy więcej.

Kończę mój wpis, bo już muszę zbierać się na wizytę do pani doktor
Życzę wszystkim przyjemnego czwartku.

raport

A raport na dzień dzisiejszy brzmi : mamy środę, obowiązkowa róża jest, Ulki ciągle brak.
Ale myślę o Tobie Ulu, mam nadzieję, że miło i pożytecznie dla zdrowia spędzasz ten czas w sanatorium.
No i cieszę się, że już niedługo znów tutaj w blogu się spotkamy.
A tym czasem dbaj tam o siebie i fizycznie i psychicznie, bo dobre towarzystwo i uśmiech są najlepszym lekarstwem dla duszy człowieka.

Wczorajszy dzień miałam bardzo intensywnie spędzony, nawet sama się zdziwiłam, ile zdążyłam zrobić.
Dawniej wszędzie musiałam poruszać się taksówką, wczoraj, z wyjątkiem podrzuceniem mnie autem z pracy do pętli tramwajowej, wszystko załatwiałam per pedes i miejskimi środkami komunikacyjnymi. Dla mnie było to nie lada wyczyn, a jednak podołałam wszystkiemu.
Rano byłam na wizycie u pani doktor stomatolog, która troszkę podleczyła mi te bolące dziąsła (jutro też do niej idę), potem pojechałam po pracy, a po niej pojechałam jeszcze a ul Stradom, gdzie kupiłam sobie całkiem fajne czarne półbuty. Wyglądają całkiem przyzwoicie,,zrobione są z miękkiej skórki i są (chyba) bardzo wygodne. Adres do tego sklepu dała mi koleżanka z pracy, Alina, poleciła mi ten sklep, jako naprawdę warty zainteresowania, gdyż sprowadzają tam również i obuwie dla osób z kłopotami stóp, ale nie jest to takie z kolei toporne, jak np. obuwie ortopedyczne. No i rzeczywiście sobie takie wybrałam, Potem wsiadłam w tramwaj i podjechałam pod Jubilat, by nadać sobie kuponu Lotka, a wracając do domu zahaczyłam jeszcze o kosmetyczkę, która zrobiła porządek z moimi brwiami. I co ciekawe, jeszcze miałam potem siłę, aby ugotować sobie zupę – niesamowite, gdzie się podziała ta niedzisiejsza nieruchawa Ewa?
Wczoraj pani kosmetyczka opowiadała mi, że jej tata też w październiku poddał się tej operacji i już schudł ponad 15 kilogramów i teraz się cieszy, że wreszcie może swobodnie się poruszać.
Tak, sama wiem po sobie, że życie wtedy diametralnie się zmienia, dawniej zazdrościłam, że ktoś poszedł sobie tam czy gdzie indziej coś załatwiać, a ja byłam uzależniona od taksówek. Jeszcze tylko żebym ciut lepiej chodziła…….. Ale tak sobie pomyślałam, że skoro już przyzwyczaiłam się do takiego nieco „koślawego” chodzenia, pewnie mi to już a zawsze pozostanie. Chociaż muszę więcej zadbać o te moje biedne stopy, częściej chodzić do pedicure, dobierać lepsze obuwie, może i moje stopy nieco ożyją??
Ale i tak jest o niebo lepiej, niż jeszcze rok temu i z tego muszę się cieszyć, w końcu nikt mi nie każe brać udziału w maratonie, prawda?

Dzisiaj nieco ponuro za oknem, mgła czyni ten dzień takim nieciekawym, a na żadne promyki słoneczka nie ma co nawet liczyć.
Zaraz Zojka zrobi mi próbny makijaż przed piątkową Firmową Wigilią, muszę już do niej iść, bo już kilkakrotnie mnie wzywała.Ma dziewczyna talent w tym kierunku, to trzeba przyznać.
Życzę przyjemnej środy.

upragniony wtorek

Nareszcie doczekałam się, dzisiaj upragniony wtorek i idę na wizytę do przemiłej pani doktor stomatolog.
Ciekawe, coś w tym jest, że zawsze trafiam na bardzo miłego lekarza, obojętnie od  jego specjalizacji.
Zauważyliście? zawsze ich chwalę, a to przemiły chirurg, a to miła pani doktor internista, a to miły mój pan doktor od kręgosłupów u dzieci, ale żebym pisała, że przemiła pani doktor stomatolog, tego jeszcze nie było.
Może dlatego przemiła, bo wiem, że nie zada mi bólu, a wręcz przeciwnie w tych moich bólach mi ulży.
A swoją drogą ona jest naprawdę bardzo, bardzo sympatyczna.
Po wizycie u pani doktor idę szybciutko lecę  do pracy, a potem jeszcze na wizytę do pani od wyrównywania brwi.
Mam jeszcze w planie kupno butów, nawet dostałam namiar na fajny sklep z butami, ale wątpię, czy mi sie to wszystko uda jutro załatwić.
A do piątku coraz bliżej…..
Ale ogólnie nie jest źle, brzuch jakoś o mnie zapomniał, to może i te zęby wreszcie się uspokoją i święta będę miała bez żadnych bóli.
Przynajmniej taką mam nadzieję.
No to uciekam już od komputera, bo muszę jeszcze kilka rzeczy zrobić, zanim z domu wyjdę, a o godz 9 już muszę się zameldować u pani Doktor.
Miłego dnia

I znowu mamy poniedziałek

Wczoraj byłam na spotkaniu z moja koleżanka Asią i jej siostrą Irenką. Byłyśmy w restauracji – kawiarni Jubilat w Krakowie. Fajna restauracja, mieści się na siódmym piętrze, więc widok z tarasu na Kraków jest stamtąd cudowny, zwłaszcza nocą. Musiałam to uwiecznić.

Dech zapiera, gdy się na to z góry patrzy.
Oczywiście dziewczyny doceniły (no powiedzmy umiarkowanie, nadmiernych , ochów, achów nie było) moje wyczyny w zmianie osobowości, a postarałam się wyglądać super, nie tylko oczy, ale również i paznokcie miałam ślicznie wymalowane. No i obie widziały mnie już bardzo, bardzo dawno temu, jeszcze grubo przed zmianą mojej sylwetki, ale wrażenie zrobiłam.
Udało mi się na to spotkanie dojść jakoś bez szwanku, chociaż jednak muszę uważać, bo fatalnie potknęłam się o nierówny chodnik i…poleciałam, z trudem udało mi się utrzymać w ostatniej chwili równowagę.
Potem, czyli już po spotkaniu Irena spadając ze schodów wpadła na moje plecy, znów poleciałam i znów jakoś udało mi się tę równowagę utrzymać, ale powiedziałam sobie: uważaj Ewuniu, do trzech razy sztuka. No a potem ludzie się dziwią, że chodzę z nosem „przy chodniku”, niestety muszę, inaczej tą lewą nogą ciągle o coś zahaczam, o kłopoty potem już jest łatwo. Sama jestem potem zła na siebie, że ze mnie taka lebiega, ale najwidoczniej mam jakiś ucisk na nerw, który blokuje mi podnoszenie stopy i czasami nią „szuram? Inna sprawa, że te chodniki jednak w wielu miejscach są nierówne, czasem dziurawe.
Dlatego muszę przestać walczyć ze swoimi obiekcjami, że idę powoli, że patrzę pod nogi, muszę robić to dla swojego bezpieczeństwa.
Kiedyś, gdy byłam piękna i młoda  (bo teraz pozostałam tylko piękna he, he) mogłam biegać jak ta fryga, teraz muszę liczyć się z tym, że wiek daje mi pewne ograniczenia, do których wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Denerwuje mnie, że ludzie na ulicy mnie wyprzedzają, że dawno już zniknęli z horyzontu, podczas gdy ja wciąż jeszcze człapię, ale za chwilę sama do siebie mówię: jak się im spieszy, to niech lecą, ja specjalnie obliczam sobie tak czas, dodaję kilka minut „marginesu”, bym mogła iść powoli i bezpiecznie.
Myślałam sobie, że ta moja „niezgrabność” wynika tylko z tuszy, okazuje się, że nie zupełnie, mimo wszystko w pewnym sensie jestem osobą o nie całkowitej sprawności i muszę się z tym pogodzić, bo jakoś egzystować trzeba.
Przyznam, że dzisiaj z lekkim strachem dokonywałam pomiaru mojego cukru, albowiem pozwoliłam sobie wczoraj na połówkę szarlotki na ciepło z lodami, ale zjadłam tylko pół porcji, bo zamówiłyśmy ją  do spółki z Asią i całe szczęście, bo i tak było mi okropnie potem słodko w buzi, a cukier był nawet prawie w normie, bo tylko 5.7 czyli 102.6. Co prawda powinnam mieścić się w granicach do 100 mg, ale, ten niewielki przekroczony limit jest dopuszczalny.
A ja się bardzo cieszę, że jutro już mamy mój wyczekiwany wtorek, bowiem wierzę, że pani doktor da rade opanować moje zębowe kłopoty.
No tak, przestał boleć brzuch (ciii, jeszcze się dowie, że go pochwaliłam i znów się odezwie), to teraz zęby dają mi do wiwatu.
Ale jeszcze jakoś te kilka dni przeboleję, potem już będzie szło tylko ku dobremu.

Życzę wszystkim miłego poniedziałku i miłego tygodnia, już przedświątecznego, chociaż ciągle nie czuje się, że one rzeczywiście nadciągają.
A ja z niecierpliwością czekam na piątek i naszą Firmowa Wigilię.
Boże, jak ten czas gna i gna, dopiero co była poprzednia Firmowa Wigilia, wydawałoby się, że onegdaj………

Data- wspomnienie

 

 

Są daty, które człowiek najchętniej wymazałby ze swojej pamięci.
Na przykład ta 13 grudnia 1981, gdy w  Polsce Krajowa Rada Ocalenia wprowadziła stan wojenny.
Do tej pory jest wiele osób, które uważają, że 13 grudzień ocalił nas od nieszczęść, które miały na nas ze wschodu zagrażać.
Nie podzielam tego zdania, bo to była po prostu przemoc, siłą odebrano nam wolność, o którą tak mocno walczyła Solidarność.
Przemoc, która przyniosła Polsce wiele tragicznych rozwiązań, podczas których ginęli ludzie.
To było tylko następstwo rozruchów robotniczych z grudnia 1970 roku, gdzie też nie udało nam się pokonać zła, też wiele osób wtedy w obronie lepszej Ojczyzny oddało swoje życie.
Wreszcie nadeszła chwila, gdy wszystkie złe duchy tamtych czasów zostały pokonane i odzyskaliśmy swoją własną, demokratyczną Polskę.
Ale o demokrację trzeba dbać, jak ktoś kiedyś powiedział mądrze, ona nie została nam dana już na zawsze, o jej rozwój trzeba walczyć z każdym dniem.
I znów historia koło zatoczyła, znów znalazł się ktoś, kto w źle pojęte imię demokracji chce ją nam odebrać i przekształcić na swój własny, egoistycznie  pojmowany sposób. I znów użyto siły, tym razem nie wojska, nie ZOMO, ale poprzez paraliżowanie tego, co stoi na straży Konstytucji, czyli nastąpił atak na Trybunał Konstytucyjny, ostoję naszej sprawiedliwości. Bo to właśnie Trybunał Konstytucyjny złożony z  niezawisłych sędziów ma orzekać, czy takie lub inne ustawy są zgodne z Konstytucją, czy można je przeprowadzić zgodnie z zasadami demokracji.
Widocznie nie czyste są zamiary rządzących, chcą wprowadzić swoje totalitarne porządki tylnymi drzwiami, dlatego robią wszystko, by ośmieszyć Trybunał i doprowadzić do tego, by nie miał on decydującego głosu przy reformach. Tak, tylko złe intencje mogłyby przyświecać takim zakusom na ten najwyższy sądowniczy urząd.
Wczoraj we Warszawie, ale także i w innych większych miastach, odbywały się demonstracje przeciwko przemocy, którą jest chęć odebrania Polakom prawa do Konstytucji, do zabezpieczenia ich praw do życia.
Największa organizacja, która się ostatnio usytuowała, Komitet Obrony Demokracji skupiła wokół siebie nie tylko członków Komitetu z całej Polski, ale także i wielu polityków  różnych opcji, żeby marszem spod Trybunału Konstytucji pod Pałac Prezydencki zaoponować przeciwko bezprawiu, które nam proponuje opcja rządząca. Aż serce rosło, gdy widziało się tych maszerujących w wielkim spokoju i z wielką zadumą rzeszę zwolenników demokracji.
Dzisiaj, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego odbędzie się kontrdemonstracja organizowana przez pisowców. Wiadomo, chcąc zmieniać historię pis zawłaszczył sobie dzisiejszy dzień, aby pokazać, że to właśnie oni są bohaterami tamtych dni.
Ci, którzy stan wojenny pamiętają znają prawdę, wiedzą, że ten, który teraz mianuje siebie największym orędownikiem walk w 1981 niewiele z tymi dniami miał do czynienia, podobnież również jak i ta dzisiejsza Solidarność, która również pewnie pod skrzydłami Jarosława będzie defilować, niewiele ma wspólnego z bohaterami Solidarności 1981 – teraz łączy ich tylko nazwa.
Wstyd panie Kaczyński, że taki dzień wykorzystuje pan do swoich politycznych celów, tym bardziej wstyd, że również jak i wtedy  ówczesny rząd używał przemocy, teraz i pan staje po tej samej złej  stronie mocy, to pan chce pokazać wszystkim, że jest siłą, którą nie można zniszczyć.
Ale jak pisałam, historia koło zatacza i niebawem pan się sam przekona, że podobnie jak i tamten rząd nie miał racji, tak i pana rząd jest na całkiem fałszywej drodze, a Polaków nie da się tak łatwo złamać, jakby chciał pan tego dokonać.
Niech 13 grudnia będzie dla pana nie dniem manifestacji, ale dniem przestrogi, że siłą i łamaniem praw człowieka nie można nigdy dojść do celu.

i po co mi to było?

 

Co za radość ze soboty, skoro bolą mnie wszystkie zęby i dolne lewe i dolne prawe, i górne lewe, i górne prawe, a do wtorku jeszcze tak daleko…
Najgorsze, że nie mogę nie tylko jeść, ale nawet i pić herbaty, też wtedy ból się odzywa. A nie wspomnę już o koszmarnych nocach, które kochane moje ząbki robią nieprzespanymi.
Już teraz wiem, jak czują się ząbkujące maluchy, ja czuję się całkiem podobnie.
Już jeden bolący ząb daje człowiekowi do wiwatu, a jak ich boli więcej????
Smaruję dziąsła jakimiś żelami, coś tam zażywam i … ból uśmierza się tylko na moment.
Boże, kiedy przyjdzie wreszcie ten wtorek, bo na ten dzień jestem zapisana do pani doktor stomatolog, skądinąd bardzo przyjemnej, delikatnej i wyrozumiałej.
W życiu nie przyszło mi do głowy, że kiedyś będę z taką niecierpliwością oczekiwała wizyty dentystycznej. Jak już pisałam, od dziecka miałam uraz do wszelakich dentystów, a każdą wizytę w gabinecie okupywałam bólem brzucha. Co ciekawe, w tym gabinecie w ogóle nie pachnie dentystą, nie ma tego charakterystycznego, a równocześnie denerwującego zapachu, jest tam naprawdę bardzo sympatycznie.
A właśnie nastrój panujący w jakimkolwiek zresztą lekarskim gabinecie jest dla pacjenta najważniejszy, ba, można powiedzieć, że jest to połowa odzyskanego zdrowia. Myślę, że się ze mną zgodzicie?

Dzisiaj myślami jestem w Warszawie, gdzie za około godzinę rozpocznie się pokojowy marsz w obronie demokracji, którą nam jedna rządząca partia siłą chce odebrać i narzucić swój totalitarny pomysł na życie.
Gdy dzisiaj przeczytałam w Gazecie wyborczym to, co opowiadał Kaczyński w Telewizji Trwam włos mi się na głowie zjeżył.On szykuje nam naprawdę wielką, codzienną tragedię, nasze życie będzie koszmarem pełnym podsłuchów, nakazów, zakazów, będą aresztowania i więzienia, nasze jutro jest niepewne, bo nigdy nie wiadomo, kiedy smutni panowie zapukają do naszych drzwi i i wyprowadzą nas z naszych domów na długie miesiące, może i lata.
A wszystko to z powodu idea fix jednego człowieka, który ubzdurał sobie, że zbawi świat i że tylko on ma dobre pomysły na życie, wszystkie inne wg niego są nic nie warte.
Boże, co się z tą Polską porobiło???
Niestety wciąż jeszcze jest trochę Polaków zniewolonych jego myślami i uważających, że tylko to co on mów jest słuszne. Biedni ludzie, oni nigdy prawdziwej wolności nie zaznali i nie zaznają.
Ale teraz zdecydowana większość Polaków zorientowała się, o co Kaczyńskiemu chodzi, jakie ma zamiary wobec nas i dlatego dzisiaj jadą z wszystkich zakątków Polski właśnie do Stolicy, aby najpierw pod Trybunałem Stanu, a potem przed Pałacem Prezydenta zdecydowanie opowiedzieć się za taką wolnością, na który nasz naród zasługuje. Nie po to o tę demokrację biliśmy się tyle lat, żeby znów ją teraz stracić.
Myślę, że i pogoda nawet sprzyja dzisiaj manifestantom, jak zobaczyłam, nawet w Warszawie słonko dzisiaj przyświeca.
Może to jest ten dobry znak dla Polaków???

Miłej soboty

 

 

wczorajszy dzień…

 

 

… o tak był bardzo udany i wykorzystany nawet mogę powiedzieć, że więcej, niż w 100 procentach.
Pozałatwiałam wszystko, co miałam załatwić i nawet ciut więcej, niż planowałam.
Trochę to kosztowało, ale…
Rano przede wszystkim poleciałam nadać lotka, żebym później o nim nie zapomniała, a była przecież kumulacja 12 milionów.
Co prawda tyle nie wygram, ale piątka by się przydała 🙂
Prosto z kolektury Lotto poszłam na umówioną wizytę do dentysty, a potem pojechałam do pracy. Byłam tam prawie pół godziny później niż zazwyczaj, ale myślę, że zostanę wytłumaczona, bo jednak dentysta to bardzo ważny lekarz, a dobre i ładne ząbki są konieczne do życia. Teraz mogę już uśmiechać się od ucha do ucha.
Ponieważ z fryzjerką i pedicurzystką umówiłam się dopiero na 15-stą, miałam jeszcze chwilkę czasu, by iść do modystki po nowy, dopasowany już do mojej nowej  figury biustonosz i inną bieliznę wyszczuplającą, a w sklepie z pończochami kupiłam dwie pary rajstop (czarne i grafitowe) oraz 3 pary podkolanówek (beżowe, grafitowe i czarne).
A i tak byłam  u fryzjera na kwadrans przed czasem, więc moment musiałam poczekać, mam zrobiony śliczny kolor blond włosów, no i mam jak zwykle krótko podcięte włoski. Pani Ela zrobiła mi porządek z moimi stopami, tak więc powrót do domu nie był już prawie w ogóle bolesny, ale i tak muszę jeszcze ze dwa dni poczekać na to, by te moje stopy jeszcze się oswoiły ze zmianami na nich.
Ale to jeszcze nie koniec zakupów, jeszcze odwiedziłam Rossmanna, gdzie kupiłam sobie lakier do włosów i parę innych drobiazgów.
Tak więc można było powiedzieć, że miałam wczoraj dzień szaleństw zakupowych.
No i oczywiście muszę się pochwalić, że gdy stanęłam na wadze oniemiałam ze zdumienia. Za cztery dni minie ósma miesięcznica od mojej operacji, a tu mam 38 kg miej, no ładny rekordzik. Co prawda mam jeszcze te 86 kg żywej wagi, ale nigdy, nawet w moich najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że kiedyś uda mi się je osiągnąć, a jednak się dało. No co prawda przy pomocy operacji, ale jednak……
A że jestem samochwała (ale nie ta co w kącie stała, tylko ta, co wreszcie z tego kąta wyszła), zamieściłam swoje zdjęcie w nowej fryzurce z nowym moim wisusem na Face Booku, ale to za mało, tutaj też umieszczam, aby podzielić się ze wszystkimi moją radością.
Bo naprawdę sama siebie podziwiam, ile udało mi się za te 10 miesięcy osiągnąć. No i żeby tak może nie tyle pozostało, tylko, żebym mogła nadal pomalutku te osiągnięcia kontynuować.
Zawsze w moim blogu zamieszczam jakiegoś kwiatka, to dzisiaj zamieszczam Kwiatuszka – Ewusię :-).
A co, kto mi zabroni???? No kto???

No, wczoraj to było wczoraj, a dzisiaj już wstał nowy dzień, na szczęście piątek  czyli weekend blisko.
Na niedzielę mam zaplanowane spotkanie z moją koleżanką, już zresztą dawno nie widzianą, z Asią, oczywiście jak za starych dobrych lat idziemy do Zalipianek.
Dzień wstał całkiem nawet pogodny, przynajmniej jasny, więc są i widoki na odrobinkę słoneczka.
Zastanawiam się, jak tam Ulce jest w tym sanatorium, cy też ma pogodę, ona tak lubi spacerować przecież, a w słotę nie jest to zbyt przyjemne.
Życzę wszystkim przyjemnego dnia a potem dobrego odpoczynku