Jest to dla mnie bardzo smutny dzień, w którym wspominam śmierć mojego Taty.
Boże, minęło już 42 lata od tego bardzo tragicznego dla mnie dnia, gdy wydawało mi się, że świat się zawalił, a wszystkie gruzy tego życia spadły na moje barki.
Bardzo Kochałam mojego Tatę, bo to był naprawdę wspaniały Człowiek. Starał się jak mógł zastępować mi brak Mamy.
Uwielbiał robić mi niespodzianki, bo wiedział, że zawsze nimi bardzo się cieszyłam.
To z nim zwiedziłam świat: byliśmy w Londynie, w Paryżu, jeździliśmy na wspaniałe wczasy po Polsce, albo na zagraniczne, śródziemnomorskie wakacje.
Był zawsze koło mnie, starał się uczyć mnie życia, abym potem, gdy zostanę sama, mogła sobie poradzić ze wszystkimi kłopotami.
Wpajał we mnie dobre życiowe zasady, to On mi pokazywał, że należy być zawsze życzliwą i wyrozumiałą dla innych, to On uczył mnie, jak wygląda miłość rodzinna i jakie wartości w życiu są najważniejsze, czym należy się w tej naszej drodze życiowej kierować. Uczył mnie poszanowania dla pieniędzy, abym zawsze odpowiedzialnie mogła kierować swoimi wydatkami. No ale przede wszystkim mnie bardzo kochał, właściwie to może źle powiedziałam, bo kochał wszystkie swoje dzieci i zawsze dla nich był podporą, ale wiedział, że ja, jako najmłodsza z rodzeństwa i w dodatku bez obciążenia własną rodziną, tym bardziej potrzebuję jego ojcowskich uczuć.
Tato! Zawsze, gdy spotyka mnie jakiś problem zastanawiam się, jak Ty byś go rozwiązał, jaką poradę miałbyś dla mnie, czym kazał byś mi się kierować.
To jest bardzo ważne nawet teraz, gdy już sama jestem w dosyć poważnym wieku, a ciągle jakieś problemy i rozterki są koło mnie. Bardzo często wtedy w myślach kieruję się ku Tobie i czekam na Twoją poradę, wiem, że mnie nie opuszczasz i zawsze nade mną roztaczasz nadal swój opiekuńczy parasol.
Ciągle czuję Twoją miłość i Twoje dobro, które we mnie przelałeś i staram się, bym Cię nigdy nie zawiodła.
Dziękuję Ci Tato za wszystko co dla mnie zrobiłeś, za to, że byłeś taki wspaniałym Ojcem, żałuję tylko, że tak krótko byliśmy razem.
Dzisiaj pochylam się z moją pamięcią nad Tobą i ze łzą w oczach wspominam 2 września 1974 roku, gdy przyszedłeś do mnie rano do pokoju i powiedziałeś mi „Ewa, ja już umieram” Byłeś lekarzem, zdawałeś sobie sprawę, że serce, które nagle odmówiło Ci posłuszeństwa wkrótce przestanie bić.
To trwało tylko 2 godziny, godziny podczas których z całych naszych sił staraliśmy Cie wyzwolić z ramion Kostuchy, która po Ciebie przyszła, niestety, nie udało nam się tego zrobić, odszedłeś.
I mimo, że tyle lat już od tamtej chwili minęło, każdy dzień 2 września przynosi ten sam ból od początku.
Kocham Cię Tato i zawsze kochać Cię nie przestanę, mam nadzieję, że przyjdzie czas, gdy znów się spotkamy i będę Ci to raz jeszcze mogła powiedzieć.
Wczoraj wraz z VIP – em wybrałam się na zakupy niezbędników na moje nowe mieszkanie.
Kupiłam sobie fajny czajnik, który rzekomo miał być przeceniony, jednak okazało się to nie prawdą Szkoda, że troszkę za późno, czyli już po zakupie i po zapłacie sprawdziłam jego cenę, bo jednak chyba troszkę przepłaciłam. Cóż, w takich wielkich marketach zawsze potrafią człowieka wywieść w pole. No, ale za to mam wspaniały czajnik, nie tylko drogi, ale jeszcze co miesiąc będę musiała dokupować do niego specjalny filtr. Niby nie kosztuje on znów tak dużo, ale jednak muszę o tym pamiętać i…. co jakiś czas wydawać pieniądze. Ale pewnie będzie też można używać tego czajnika bez zakładania filtra, to się dopiero zobaczy w trakcie najbliższych miesięcy. Zresztą taki czajnik powinnam mieć już na długie, długie lata, więc może warto jednak było trochę drożej za niego zapłacić?
Kupiłam też sobie inne drobne przedmioty pierwszej używalności, np dwa takie same kubki na kawę, (dla mnie i dla VIP-a), 2 talerzyki, mały komplet łyżeczek noży i widelców, trzy rodzaje noży do krojenia, czy nawet płyn do naczyń i kilka ścierek do kuchni.
Pewnie, że to jeszcze wszystko mało, trzeba dokupić i patelnię i ze 2-3 garnki różnej wielkości, ale to dopiero stopniowo będę uzupełniała swój dobytek.
Jak na razie będę miała w czym wypić kawę, zagotować wodę, czy na czym położyć kanapki na śniadanie.
Dobrze, że z tych ważniejszych domowych sprzętów mam kuchenkę mikrofalową, toster, czy mikser, a także na przykład odkurzacz, kiedyś zainwestowałam, teraz będę miała jak znalazł.
No i jeszcze dodatkowo wczoraj zaszalałam, bo przy tym ferworze zakupów nabyłam wreszcie ten wymarzony power – bank. Drżyjcie teraz Pokemony, gdy Ewusia na łowy wyruszy, bo przy dodatkowej ładowarce będę dłużej mogła sobie pobuszować po mieście.
Jak szaleć, to szaleć, póki jeszcze się da, póki na razie wciąż mnie na nieco większe, aczkolwiek ważne wydatki stać, potem znów będę musiała sobie pozaciskać pasa i troszkę po oszczędzać.
Prawdopodobnie już dzisiaj się wyprowadzam, na godzinę 14- stą zamówiony jest transport. Muszę jeszcze trochę rzeczy do szybkiego i ostatecznego zapakowania przygotować , a potem już tylko mogę po raz ostatni zamknąć za sobą drzwi.
No i…..rozpoczynam następny etap życia.
Kiedyś ten moment musiał przecież nastąpić, prawda?
No i przede mną znów nowe wyzwanie, rozpakowywanie swoich rzeczy, układanie na nowym miejscu, czyli czeka mnie teraz ważny moment moszczenia sobie nowego gniazdka. Pewno przez kilka najbliższych dni będę miała w domu mały rozgardiasz, ale przy pomocy życzliwych mi osób dam radę wszystko opanować i w końcu znów poczuję się szczęśliwa.
Pewnie przez najbliższe parę dni będę miała utrudniony dostęp do internetu, zanim ponownie zamontują mi go na nowym mieszkaniu, jak to dobrze, że mam chociaż internet mobilny w telefonie, zawsze na moment mogę tu wpaść i powiedzieć Wam, co aktualnie ze mną się dzieje.
Życzę wszystkim udanego piątku i dobrego odpoczynku
