po przeprowadzce

 

 

Można rzec, że już jestem na własnych śmieciach. Teoretycznie na razie, bo przez dwa dni będę jeszcze korzystała z gościny Magdy, żeby nie pozostać na weekend z licznymi tobołkami, które ze sobą na nowe mieszkanie przywiozłam, w poniedziałek przy wielkiej pomocy Reni zabieramy się za rozpakowywanie i układanie wszystkiego na swoim miejscu. Jak na razie tylko meble, czyli najważniejsza część mieszkania mają już swoje ostateczne miejsca.
Nie mogę powiedzieć, że wszystko odbyło się bezboleśnie, bo tak nie było.  Prawie od rana z Renią układałyśmy  wszystkie tobołki i dopakowywałyśmy resztę, a pies – Pepa nam dzielnie towarzyszył, widziała, że jednak dzieje się w domu coś niesamowitego.
Około 13.30 przyjechali panowie z transportu i wtedy zaczęły się moje nerwowe wycieczki do toalety, zawsze tak na stresy reaguję.
Na szczęście niedługo potem przyszła Magda i nagle poczułam, że te wszystkie nerwy mi są niepotrzebne, bo nie jestem taka sama, jest ktoś ważny koło mnie, który nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie mnie wspiera. Boże, co ja bym bez mojej kochanej Magdusi zrobiła???
Pierwsze jej słowa do mnie były : nie płaczemy, tylko zabieramy się za robotę. I rzeczywiście pod jej dyktando wszystko szło szybciutko i sprawnie, w przeciągu niecałych dwóch godzin cały mój dobytek znalazł się w samochodzie transportowym, a w przeciągu następnej godziny już układaliśmy meble w nowym moim mieszkanku.A potem Magda wzięła mnie do siebie do Modlnicy, żebym się odstresowała trochę i odetchnęła świeżym powietrzem.
Dziękuję Ci Magda z całego serca za Twoje wielkie serce, bo to, co dla mnie wczoraj zrobiłaś było dla mnie prawdziwym zbawieniem.
Odczułam pomoc mojej Siostry właśnie poprzez Twoje ręce, Twoją pomoc. Żadne moje słowa nie są w stanie wyrazić wdzięczności dla Magdy, więc raz jeszcze tylko krótko powiem : DZIĘKUJĘ!!!
Byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o zaangażowaniu i Tomka i Moniki w przeprowadzce, zresztą wszelakie związane z tym koszty były przez nich poniesione. I cale szczęście, bo takie przeprowadzki nie są wcale tanie, ale muszę przyznać, że Tomek pilnował, aby w szczegółach wszystko było dopracowane do końca. I też bardzo serdecznie za to mu dziękuję.
Jednym słowem jest tak, jak mówi mi zawsze V.I.P. jestem dzieckiem szczęścia.
I tak trzymać Ewuniu! teraz może być już tylko lepiej.
A mieszkanko jest fajne, bardzo przytulne no i ….bez współmieszkańców, czyli totalny spokój i totalna cisza.. No chyba, że kiedyś w przyszłości sprawie sobie pieska 🙂 Ale na taką decyzję jeszcze mam czas.
Na razie jedno wiem na pewno, Pokemony na nowym mieszkaniu mnie nie opuszczą, bardzo licznie tam do mnie wczoraj przychodziły, a i również nie wychodząc z mieszkania mogę sobie zmagazynować sporą kulek pokebollów, bo mam na miejscu aż dwa takie miejsca, skąd bez ograniczeń mogę je czerpać.
I to też jest ta dobra strona tam zamieszkania 🙂 hi hi hi

Wstała piękna i słoneczna sobota, co prawda już czuć ten jesienny powiew, ale wciąż kalendarzowo mamy przecież lato.
Życzę wszystkim udanego weekendu i dobrego odpoczynku