jadę na swoje

 

 

 

Dosyć tego dobrego leniuchowania, dzisiaj jadę na swoje mieszkanie i tam już sobie zacznę mieszkać. Jak do tej pory, spędziłam w piątek  w nowym mieszkaniu około 2-3 godzin, w sumie trudno nawet powiedzieć, że tam już zamieszkałam, bo ten czas przeznaczony był głównie na rozmieszczaniu mebli, potem już pojechałam do Magdy.
No ale dzisiaj przychodzi do mnie Renia, z którą wszystkie tobołki będziemy rozpakowywać i kłaść na swoje miejsce i od tej pory już będę mogła śmiało powiedzieć: no, już sobie mieszkam na ulicy Szymanowskiego, co oznacza, że dzisiaj już do końca  uwiję  swoje całkiem nowe gniazdko.  A potem już będzie płynął dzień po dniu i szybko zapomnę, że kiedyś mieszkałam gdzie indziej.
Jak na razie nie czuję wcale tęsknoty za starym mieszkaniem, możliwe, że pobyt u Magdy to spowodował, że czuję się jak zwykle w gościnie, po której wracam do siebie do domu, z tym, że tym razem będzie to całkowicie inne miejsce, niż zazwyczaj.
Muszę się przyzwyczajać do całkiem innej ulicy, na której mieszkam, do innej trasy, niż ta, którą na przykład do pracy miałam wytyczoną, do całkiem innych przystanków autobusowych, czy tramwajowych, do innych sklepów, w których będę robiła codzienne zakupy. Wszystko już będzie inne niż dotychczas.
I dopiero po pewnym czasie będę mogła ocenić, na ile brak mi dotychczasowych miejsc, dotychczasowych spotykanych znajomych na ulicy, czy w końcu jaki jest mój stosunek do braku współlokatorów, do których jednak, co tu dużo mówić, przez 15 czy 16 lat wspólnego życia pod jednym dachem zdążyłam się przyzwyczaić.
NOWE……NOWE……NOWE….. Nie zawsze oznacza to, że lepsze, niż dotychczas, ale ponieważ z założenia jestem optymistką, wierzę, że tak jednak będzie.

Wczoraj była piękna pogoda w Modlnicy, ale niestety dosyć mocno wiał wiatr, targając silnie włosami.
Siedziałam sobie na huśtawce i obserwowałam samoloty, które licznie w okolicy przelatywały, zostawiając tylko na błękicie nieba białe pasma.
Wspaniała rzecz taka obserwacja, ruch na niebie porównać można do ruchu na autostradach, co kilka minut przelatywał nad moją głową jakiś
samolot , raz jedną, raz w drugą stronę, raz podchodząc do lądowania zniżał swój lot, innym razem właśnie wzbijał się w górę, by po chwili zniknąć gdzieś już bardzo wysoko, a tylko jego stal odbijała od siebie słoneczne promyki.
Popołudniem znów gwarno w domu Magdy się zrobiło, było sporo dzieciaczków i dorosłych, dzieci baraszkowały w ogrodzie, dorośli oglądali wczorajszy mecz Też kawałek meczu oglądałam, ale potem nijaka gra naszych piłkarzy mnie wyraźnie zniechęciła, wolałam sobie posiedzieć w ogrodzie, bo i wiatr też jakoś wtedy ucichł.
Wieczorem niestety przyszedł deszcz, zgodnie zresztą z tym, co zapowiadali w prognozie pogody.
No i ten deszcz pozostał z nami na całą noc, a i rano nas wcale nie opuścił, pokazał swoją „moc” zimnym prysznicem.
Nic to, kiedyś słonko znów nam zaświeci. Póki co trzeba jakoś przeżyć te gorsze chwile i udawać, że wszystko jest OK. Bo najważniejsze jest pozytywne myślenie. Zatem miłego poniedziałku wszystkim życzę