Tak to na nowym mieszkaniu już jest, że ciągle coś się dzieje, przynajmniej się nie nudzę.
Wczoraj sporo osób odwiedziło mnie w moim nowym mieszkanku. Właściwie to miałam gości od samego rana, od siódmej aż do dwudziestej drugiej.
Ledwo zdążyłam nadać sobie wczoraj Lotka 🙂
Rano przyszła do mnie Renia i bardzo intensywnie pracowałyśmy do godziny piętnaste. Ale mam umyte już obydwa okna, wysprzątany balkon i wysprzątaną tajemny schowek na wszystkie niepotrzebne, albo mniej potrzebne rzeczy.
Około południa przyszło do mnie dwóch chłopaków, którzy usiłowali podłączyć mi telewizor do anteny zbiorczej, niestety nie udało się tego dokonać, pewnie dzisiaj, lub jutro dalej będą kombinować, w jaki sposób „podporządkować” Cyfrowy Polsat, z którego mam dekoder, do dachowej anteny.
Niedługo później przyszło dwóch Panów z Orangu i…wreszcie mam stacjonarny telefon, ale to mniej ważne, najważniejsze, że mam już stacjonarny komputer, z którego przez WiFi mogę również korzystać z laptopa w kuchni, sygnał jest tam doskonały.
Niestety panowie od anteny telewizyjnej już wczoraj się nie pokazali, ale za to przyszedł pan Krzyś – Złota Rączka z hydraulikiem i naprawiali cieknący brodzik, teraz już jest sucho, mam nadzieję, że to nie jest sprawa przejściowa?
I gdy już po powrocie ze spaceru uznałam, że dzień odwiedzin już się skończył, znów usłyszałam dzwonek do drzwi.
Tym razem przyszli prawdziwi Goście: Monika z Tomkiem i z Pepą. Ale Pepa się ucieszyła, gdy mnie zobaczyła, ja zresztą też.
Nie zapomniała jednak Ciotki Ewy!!! Oczywiście zwiedziła moje mieszkanie, z nosem przy ziemi obchodziła każdy kąt, nie omieszkała sprawdzić, tak jak miała w zwyczaju na ul. Smoleńsk mojego stolika z komputerem, w pobliżu którego zawsze znalazła dla siebie smakołyk, niestety tym razem musiała się obejść ze smakiem. Mój pokój umeblowany jest zupełnie tak samo, jak na Smoleńsk, więc świetnie wiedziała, gdzie ma coś szukać.
Nowością dla niej pewnie był mój balkon, co prawda w swoim mieszkaniu też ma spory balkon, ale mój malutki dokładnie sobie pooglądała, tylko ciche, ale jakże znajome i miłe moim uszom chrumkanie z niego dochodziło 🙂
Tak więc widzicie sami, że wiele się działo, pewnie w najbliższy weekend też będę miała mnóstwo gości. Czyli będzie wesoło.
Pewnie będzie kilka takich spotkań, muszę pomyśleć, w jaki sposób mam wszystko zorganizować..
Ale jedno muszę przyznać, przez te kilka dni zupełnie się przyzwyczaiłam do nowego mieszkania i……jestem bardzo zadowolona, bardzo fajnie mi się tu mieszka i nawet samotność nie przeszkadza, szczególnie, że jak na razie całkiem sama nie jestem. Teraz już czuję się, jakbym mieszkała tu od zawsze, na pewno tego przyczyną jest to, że mam identycznie jak na starym mieszkaniu umeblowany pokój. No i nareszcie mam własną kuchnię, w której mogę sobie urzędować kiedy tylko chcę. Mogę tam i gotować i odpoczywać na kanapce, czyli same zalety takiego pomieszczenia. No i najważniejsza, aby dostać się do kuchni, czy do łazienki nie muszę przechodzić przez okropnie długi przedpokój, wszystko jest blisko siebie, bo przedpokoik jest malutki, ale wystarczający. Muszę tylko dokupić sobie do niego wieszaki i małą szafkę na buty, żeby nie stały na wierzchu.
Naprawdę to wszystko to same zalety nowego mieszkania, nawet pomału przyzwyczajam się do brodzika, który mógłby być ciut niższy, ale jest, jaki jest, może kiedyś, gdy się dorobię (!!!), lub wygram w Lotka, kupię sobie nowy, taki niziutki. Na razie muzę wymienić zlewozmywak w kuchni, bo ten co jest mi się nie podoba, czyli muszę zainwestować nieco pieniędzy, ale będę miała na dłuższy już czas spokój.
Mieszkają tu wspaniali sąsiedzi, właściwie to młode, uśmiechnięte osoby, które zawsze grzecznie mnie pozdrawiają na klatce schodowej, to też bardzo ważne, z kim w kamienicy mieszkasz. Chciałoby się zaśpiewać „jak dobrze mieć sąsiada, jak dobrze mieć sąsiada”, no tylko z tym, że jak na razie same sąsiadki spotykam, ale męski głos też wczoraj słyszałam, nie jest źle :-). Muszę gdzieś wyszukać jakiegoś pana, ale potrzebnego nie bynajmniej w sprawach sercowych, bo to mnie nie interesują, ale zawsze trzeba coś poradzić z komputerem, czy innym zacinającym się sprzętem domowym…
Ktoś taki pomocny bardzo by mi się przydał.
O na przykład: zapomniałam wczoraj poprosić Tomka, aby założył mi głośniki do komputera, sama niestety nie potrafię, ale na pewno dzisiaj przyjdą znów panowie do telewizora, wtedy pewnie mi to naprawią. Oglądałam co prawd ostatni odcinek Na dobre i na złe na laptopie, ale film okrutnie się zacinał, musi mi ktoś przeczyścić laptop, pewnie znów tam jest sporo netowych śmieci.
Dzisiaj podobno ma być piękny, ciepły dzień. Jak na razie nawet śladu słonka na nieboskłonie nie widać, ale skro tak napisali…
Dzisiaj po dłuższym czasie po raz pierwszy idę popracować, koniec urlopu, koniec okresu karencyjnego na przeprowadzkę, życie wraca na stare tory.
Ale niedługo weekend, już mam zaplanowaną sobotę i niedzielę, gdyż będę miała gości. No i fajnie, tylko muszę dobrze pomyśleć czym ich ugościć.
Ale i tak na nudę nie narzekam, mam przecież już internet i swoje ukochane Pokemony i Pokestopy, nawet bez wychodzenia z domu, wkrótce (mam nadzieję) będę miała i telewizję, tylko szkoda siedzieć w domu, gdy pogoda dopisuje, a park jest tuż za oknem…….
Tak więc po powrocie z pracy na moment usiądę sobie na parkowej ławeczce, szkoda, że tak wcześnie robi się już ciemno. Taka pora roku, ale wiosna już całkiem niedługo, wtedy będę się cieszyła spacerkami po parku.
Życzę miłego czwartku.
