Już kolejny tydzień w tym roku. Zanim się obejrzymy, rok dobiegnie już swojego końca i zaczniemy nowy kalendarzowy rok.
Ale jeszcze musimy poczekać troszkę, jeszcze wciąż lato trwa i to z dosyć wysokimi, prawie trzydziestostopniowymi upałami.
Nie do wiary, kto teraz wziął sobie urlop i siedzi nad polskim Bałtykiem może sobie wyobrazić, że jest na wczasach w Złotych Piaskach, czy w Mamai.
Ale większość ludzi już normalnie pracuje i zapomnieli wszyscy o letnich wypadach, o letnim odpoczynku.
A u mnie w mieszkaniu jest podwójnie gorąco, bo po pierwsze przez okno wpada bardzo ciepłe powietrze, ale tego chyba było dla mnie za mało, bo nagle oba piece akumulacyjne,w pokoju i w kuchni się włączyły i grzeją jak oszalałe, a co gorsza nie można ich wyłączyć. Pewnie to dlatego, że tak często narzekałam ostatnio, że jest mi zimno i los spłatał mi figla! No to teraz jest mi wreszcie ciepło, ba, nawet gorąco, za gorąco!
A to wszystko stało się w czasie sobotniej wizyty Maćka, który chciał sprawdzić, czy ogrzewanie w ogóle się włącza, więc podniósł do góry bezpiecznik i….wysiadły korki w całym domu, trzeba było je naprawiać w puszce na klatce schodowej. Co prawda w mieszkaniu bezpiecznik ogrzewania jest teraz wyłączony, opuszczony na dół, ale piece i tak nie wiadomo czemu grzeją. Są takie gorące, że nie można je dotknąć. Wyobrażacie sobie chyba, jak źle mi się tej nocy spało?
Miałam tylko uchylone okna i w kuchni i w pokoju, bo mieszkam na parterze i bałam się, żeby mi w nocy nikt nie wlazł do mieszkania, jednak taki mały przewiew mi nie wystarczał.
Tak więc gdy obudziłam się o czwartej rano (przez ten upał spać nie mogłam), pierwsze co otworzyłam na przestrzał oba okna i jest nieco chłodniej, przynajmniej rano czuć powiew świeżego powietrza, a nie zaduch płynący z gorącego pieca ( no dobra, z papierosów też !!! wrrrr)
A teraz czekam, aż właścicielka zainterweniuje u elektryka, przecież nie da się tak mieszkać! Ciekawe tylko, czy te piece będą też tak grzały, gdy przyjdzie na nie pora, czy wtedy przekornie będą zimne, a ja będę marzła. Bo przecież złośliwość rzeczy martwych jest nieograniczona.
Nie wiem kto i co tutaj nawydziwiał z tą elektryką w tym mieszkaniu, ale trzeba to naprawić i to chyba nie do mnie taka naprawa należy, bo przecież ta awaria zdarzyła się jeszcze przed moim zamieszkaniem.
Nie wiem, kiedy to nastąpi, bo przecież dzisiaj popołudniu idę do pracy, a z drugiej strony, będę uzależniona od czasu przyjścia elektryka.
Nie mniej, muszę to wszystko jakoś pogodzić, bo przecież stanowczo nie jest to jeszcze pora na włączenie ogrzewania.
A tak w ogóle to ja mam kolorowe życie, prawda? Zawsze coś dziwnego w nim mi się zdarza. Niestety nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli!
Rzeczywiście mam to co chciałam, czyli jakąś ciekawą przygodę życia.
Wczoraj spodziewałam się wizyty Magdy, Jacka i Jaśka, niestety ich plany się poplątały i do mnie nie dotarli, więc samotnie spędziłam tę niedzielę, w towarzystwie mojego telewizora, komputera, który co jakiś czas muszę cofać w czasie, by działał no i oczywiście w „towarzystwie” Pokemonów.
Ktoś wczoraj puścił z Pokestopa obok mnie tzw Lura, czyli wabika, który przywoływał Pokemony, więc nałapałam ich sporo i dzięki temu teraz osiągnęłam już 22 poziom. Tylko teraz, żeby przejść na następny level muszę zdobyć aż 100 000 punktów, więc łatwo nie będzie, pewnie ze 2-3 dni na o mi zejdzie, a może nawet i dłużej?.
Ale przecież nie tylko samymi Pokemonami człowiek żyje i całe szczęście, jakoś sobie trzeba to życie urozmaicać, raz Pokemony, raz telewizor, czy komputer i działalność na Face Booku, a tam jestem raczej bardzo aktywna, bo jestem na kilku forach, a przecież jeszcze trzeba pracować no i robić zakupy, posprzątać, coś przygotować do jedzenia, trochę pospacerować, póki pogoda pozwala……. Ot zwyczajne życie. Dzień jak co dzień.
Jak to powiedziała kiedyś Barbara Niechcic w „Nocach i dniach”? „Życie składa się z nocy i dni, ale czasami bywają niedziele”
Właśnie kolejna niedziela minęła i teraz przede mną ( i nie tylko przede mną) pracowity tydzień. Cóż, życie to nie jest bajka, zresztą gdyby takie było, stanowczo byłoby nudno!
Dzisiaj prócz elektryka oczywiście, spodziewam się wizyty pana Józia, który musi ogarnąć jakoś mój niesforny komputer. Mam nadzieję, że uda mu się jakoś znaleźć dla mnie trochę czasu, bo to ciągłe przywracanie systemu już mnie denerwuje!!! Chciałabym mieć tak, jak kiedyś, włączam komputer i mam dostęp do internetu bez żadnych alpejskich kombinacji.
Wierzę, że to się panu Józiowi uda, bo on zna się jednak dobrze na komputerze no i jest sumienny, kitu nie wciska, gdy mówi, że komputer jest naprawiony, to tak naprawdę jest!!! Tylko on ciągle ma za mało czasu, żeby wszystko zdążyć zrobić i w pracy i u ludzi. Teraz też go kilka dni nie było, bo był na delegacji, wierzę, że dotrzyma przyrzeczenia i dzisiaj do mnie zaglądnie.
Życzę wszystkim bardzo udanego poniedziałku i wspaniałego całego tygodnia, jako, że zapowiadają, że nadpływa do nas równikowe gorąco.
Niech więc to lato wciąż jeszcze trwa, tak długo, jak tylko jest to możliwe!!! 🙂
