Tak tak, gdy wróciłam wczoraj pod wieczór do domu i otworzyłam drzwi aż mnie cofnęło na korytarz, taki żar buchnął z mojego mieszkania. Poczułam się, jakbym weszła we wrota piekła, patrzyłam tylko, gdzie jest ta smoła, w której będę musiała się zaraz smażyć 🙂
Pierwsze co, pootwierałam okna na oścież, aby trochę mieszkanie przewietrzyć, bo idąc do pracy pozostawiłam tylko dwa uchylone okna, jedno w pokoju, drugie w kuchni. Nie mogłam przecież wyjść i zostawić parterowe mieszkanie z otwartymi oknami, więc ten zaduch nadal kisił się w mieszkaniu, te dwie szpary nie potrafiły tego żaru z domu wywalić.
Pan elektryk przyszedł dopiero późnym wieczorem, tak więc jeszcze troszkę musiałam się z tym gorącem pomęczyć. Okazało się, że jest jakieś przepięcie na tablicy rozdzielczej, stąd wywalało bezpieczniki, dopiero w sobotę będzie mógł tę tablicę naprawić, póki co, wyłączył mi grzanie i teraz czekam, aż piece całkiem się wychłodzą, bo trzeba przyznać, że trzymają ciepło bardzo długo i bardzo skutecznie. Dobry znak na chłodne, jesienne i zimowe wieczory. Tylko żeby paradoksalnie wtedy piec nie chciał odmówić posłuszeństwa i nie był zimny jak ten lód. Ale byłaby heca, w trzydziestostopniowe upały piece grzeją jak szalone, za to w mroźne poranki piece zieją chłodem, ot taka złośliwość przedmiotów martwych. Puk, puk, odpukuję to ostatnie moje zdanie w niemalowane drewno, wszystko będzie przecież O.K. Jeszcze dzisiaj rano piece były wciąż jeszcze bardzo ciepłe, ale przynajmniej można je dotknąć, mam nadzieję, że gdy wrócę z pracy, będzie już w moim mieszkanku panowała normalna temperatura, zgodna z porą roku, bo jak na razie, ciągle mamy jeszcze piękne lato.
Również odwiedził mnie wczoraj pan Józio i okazało się, że mój komputer na szczęście działa, tylko trzeba było opróżnić go z różnych dziwnych „szmoncesów”, które mi się na nim zamontowały. Jak zwykle, zawsze w komputerze jet najwięcej śmieci, które go spowalniają. Jak na razie komputer działa i nie trzeba wymieniać żadnego kosztownego podzespołu, całe szczęści, bo jak na razie mam dość tych wszystkich wydatków poniesionych w ostatnich dniach.
Ale wiadomo, trzeba było jakoś się zagospodarować. Zresztą Monika poprzynosiła mi jakieś garnki, talerze, widelce, miski itd i mam już całkiem nieźle wyposażone moje gospodarstwo, ale i tak przecież sama coś tam dokupywałam, chociażby czajnik, który działa i jest naprawdę wspaniały, bardzo szybko gotuje wodę, tylko muszę pamiętać o wymianie filtra, by go od czasu do czasu trzeba to robić. Chociaż słyszałam, że w Krakowie jest tak dobra woda, bez żadnych zanieczyszczeń, że nawet można ją pić prosto z kranu, jestem ciekawa, czy to jest prawda.
Tak więc wczoraj miałam bardzo ciekawy dzień, dzisiaj też miło mi się on zapowiada, bo dzisiaj z wizytą zapowiedziała się Pola. A ja już myślałam, że zapomniała o swojej Cioci……. Tak więc z pracy będę musiała się spieszyć, a po drodze muszę kupić dwie zapiekanki obok mojego domu, wiem, że Pola je lubi, a i ja z przyjemnością od czasu do czasu taką zjem. Pewnie jest podobnie niezdrowa jak pizza, ale czasami można przecież „zgrzeszyć”
Wczoraj jeszcze sobie załatwiłam przez internet spłatę mojego telewizora, zadzwoniłam do Sander Banku, podali mi numer konta, na które przez osiem miesięcy będę wpłacać 143 złote, da się wytrzymać, a i osiem miesięcy szybko minie i telewizor będzie już mój. Tak więc można powiedzieć, że na przyszłe swoje urodziny w kwietniu sprawiłam już sobie prezent, właśnie telewizor 🙂 Już w moim banku dałam zlecenie stałe na tę usługę, jest to o tyle fajne, że nie będę musiała co miesiąc pamiętać, żeby ratę spłaci, Bank zrobi to za mnie, fakt z moich pieniędzy, ale…… Bank przecież nie jest sponsorem dla ubogich, wzięłaś ratę, to teraz płać. Tylko właśnie dzięki tym ratom można sobie co większego sprawić. Wiem, są tacy, którzy rat nie lubią, wolą kupować za gotówkę, bo to jednak troszkę taniej wychodzi, bank zawsze sobie potrąca prowizję za pożyczone pieniądze, ale gdy się nie dysponuje gotówką, trzeba zadowolić się tym, co się ma, bo co prawda nadal ciągle czekam na te wygraną w lotka, ale wyraźnie widać, że los w tym przypadku jakoś mnie nie sprzyja. Ale łudzić zawsze się można, prawda? Marzenia to taka przyjemna chwila w życiu…….
Zresztą nie mam wcale aż takich wielkich wymagań od życia i zawsze przypominają mi się słowa wiersza napisanego przez moją koleżankę Asię, gdy wyjeżdżałam do Stanów : ” gdy się w życiu nic nie zmienia, pozostaną nam marzenia, i tak się nie tarzasz w puchu, nie upadaj więc na duchu”
I tej zasady się trzymam. Mój duch ma się całkiem dobrze. I tak będę trzymać nadal!!!
Małe tęsknoty ciche marzenia
zwiewne jak obłok, kruche jak dym
nieodgadnione w nas duszy westchnienia
kto by tam nie znał ich …..
Dzisiaj znów wstaje bardzo piękny dzień, co prawda słonko trochę leniwie dzisiaj się budzi, ale za niedługo znów zaleje nas swoimi ciepłymi promieniami.
Życzę wszystkim bardzo udanego wtorku.
