brrr, ale zimno

Wczoraj przeprosiłam się z moją wiosenno – jesienną  kurtką. Ale i tak za gorąco wcale mi nie było. W dodatku zaraz popołudniu zaczęło kapać z nieba, a nim dojechałam do domu, deszcz bardzo się nasilił. Do kitu z taką pogodą. W ciągu kilku dni temperatura spadła o ponad połowę, to jest naprawdę bardzo ciężkie do przejścia. Ale cóż, trzeba się pomału przyzwyczajać, bo będzie jeszcze zimniej. Otóż można powiedzieć, że już mamy jesień, ta kalendarzowa nadejdzie lada dzień. Pierwszy dzień jesieni 2016 rozpocznie się w piątek, 23 września. Dzień wcześniej, 22 września, nadejdzie jesień astronomiczna.
No i żegnaj Genia, pogoda i pora roku się zmienia. Taka kolej rzeczy jest, nawet jeżeli z tym się nie zgadzamy. A ja stanowczo na pluchę i chłód się nie godzę.
Przecież te moje biedne kosteczki znów będą cierpieć, a ja wraz z nimi…… Nie mogłoby tak być zawsze lato? Tylko nie to gorące, ale takie normalne, swojskie, nasze polskie, a nie jakieś tropikalne.
No i mam pierwsze kłopoty, przedtem otwierałam okna i sobie paliłam w mieszkaniu, teraz już się nie da tak wietrzyć. Co prawda otwieram okna, by ten dym z domu wypędzić, otulam się wtedy w dwa swetry i w koc, ale nie powiem, żeby było to komfortowe. Muszę zdecydowanie ograniczyć palenie i wychodzić na papieroska na balkon, ale co to za przyjemność? Jest niewątpliwie powód do zerwania z nałogiem i temat do przemyślenia.
Ale dam sobie radę, przecież gdy jestem na Żabińcu też muszę wychodzić na zewnątrz by zapalić papieroska, podobnie zresztą jest, gdy jestem w Modlnicy, wychodzę na taras i to ostatni raz około 21.30, potem muszę wytrwać już do rana, bo inaczej musiałabym budzić Magdę, gdybym chciała w nocy  na papieroska wychodzić. Więc czemu w moim mieszkaniu ma być inaczej? Ale jednak pomysł z tym niepaleniem nie jest taki zły, zaoszczędziłabym miesięcznie około 500 zł, czyli sporo. Tyle idzie w powietrze, głupota i tyle. Tylko już nie wrócę do elektrona, zupełnie do nich się zniechęciłam i radości tyle nie daje, co normalny papierosek…. jednak co erzac, to erzac. Teraz jest mniejsze zagrożenie, że utyję, bo i tak zjeść mogę tyle, co ostatnio, więcej brzuszek nie przyjmuje. No, może być różnica 2-3 kg, ale to żadna różnica przy mojej wadze.
No to ten temat omówiłam już szczegółowo, teraz tylko muszę podjąć decyzję. Na początku muszę ograniczyć papierosy do 10 dziennie, a może lepiej od razu wszystko rzucić w cholerę? nie wiem, muszę to rozważyć. Zawsze jako zastępstwo mam te wykałaczki do gryzienia, nawet  trochę to pomaga, gdy mam ochotę na papieroska sięgam po patyczek, gryzę go i już papierosowa chcica mi przechodzi, przynajmniej na jakiś czas.Jest to nawet lepsze niż guma do żucia, która tylko  przykleja się do zębów i do wszystkiego, co w około, nie mówiąc, że lepsze od cukierków, od których tylko cztery litery puchną, a jednak……

Wczoraj nawiązałam stosunki dobrosąsiedzkie z moją sąsiadką z parteru, z panią Kasią. Po prostu przyjęłam rano  od kuriera  jej paczkę z Allegro, a ona po moim powrocie do domu ją sobie odebrała, przy okazji zamieniłyśmy kilka zdań. Jej syn, licealista Szkoły Muzycznej, gra podobnie jak nasza Mia na skrzypcach, tak więc mam trochę namiastkę ze Smoleńsk, chociaż jego gra tak bardzo do mnie znów nie dociera przez ściany, tak jak było na Smoleńsk, w końcu mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu i wszystko było wyraźniej słychać.
W każdym bądź razie zaprosiłam panią Kasię na kawusię, mam nadzieję, że mnie kiedyś odwiedzi. Zawsze miło mieć dobrego sąsiada za ścianą.
A dzisiaj znów wstał szary świt. Przynajmniej dobrze, że nie pada (na razie??) deszcz, ale dalej jest chłodno, a ja już zaczęłam mieć katar, mimo, że spałam w mocy w swetrze, pod kołdrą i  dodatkowo pod kocykiem.  Stare mury bardzo szybko się wychładzają, no i to moje stałe wietrznie pokoju.
Od kataru zaczęła boleć mnie głowa, nawet poranna kawa nie wiele mi pomogła.
Pewnie trzeba będzie zacząć myśleć o ogrzewaniu, tylko…… no właśnie nie było powtórnie elektryka i na razie nie mogę tego ogrzewania włączyć.
A może jednak jest na to za wcześnie, chociaż październik już niedaleko. Nawet nie pamiętam już, kiedy rozpoczyna się sezon grzewczy, pewnie wtedy, gdy temperatura na dworze spada poniżej 10 stopni, a wczoraj i dzisiaj wokół tej liczby ona oscyluje.
Muszę się jednak dopytać o tego elektryka, by nie pozostać na lodzie i to prawdziwym lodzie w moim mieszkaniu.
Życzę wszystkim przyjemnego i bezdeszczowego wtorku, bo o słonku nie ma co marzyć, przynajmniej w Krakowie, bo słyszałam, ze w Warszawie było wczoraj bardzo milutko i słonecznie. Ale fakt, wczoraj o siódmej  rano było tak ciemno, że musiałam zapalić górne światło, dzisiaj, o tej samej godzinie było  jakoś jaśniej, co raduje, ale i tak przyjdą dni, że będę wstawała  ciemną nocą i do domu z pracy wracała ciemną nocą, już niedługo, niestety
I znów będę pewnie nudziła, „kiedy nadejdzie wreszcie ta wiosna”??? Nadejdzie, nadejdzie, gdy będzie jej czas i już sobie wyobrażam, jak pięknie będzie w tym parku koło mnie. Na razie listki w parku brązowieją i coraz ich więcej na alejkach leży….
 Więc byle do wiosny i do porannych kaw na nowym, pięknym  tarasiku w Modlnicy