różany dzień

 

Dzisiaj mamy kolejną środę, czyli kolejny różany dzień. Tym razem róża jest z serduszkami dla Uli, jako ciągły, nierozerwalny symbol mojej sympatii do Niej.
Tak Ulu, pory roku się zmieniają, ale moja Przyjaźń jest trwała i nierozerwalna. Nie tylko w środy, ale akurat ten dzień jest symbolem naszej Przyjaźni, prawda?  tak było, jest i będzie po wsze czasy, oby jak najdłużej. Oby obu nam starczyło siły na to nasze spotkanie.
Przypuszczam, że teraz nie jest najlepsza pora do wojaży, bo co raz zimniej jest na dworze, czego akurat wcale nie lubię, jako, ze z natury jestem ciepło luba. Ale na pewno w przyszłym roku „przypilnuję” Ciebie, najlepiej na wiosnę, gdy dni będą już dłuższe no i cieplejsze i ponowię swoje zaproszenie do Krakowa. Mam nadzieję, że tym razem mi nie odmówisz.  Nieustające całuski Uleńko dla Ciebie i moje uśmiechy Ci posyłam.

https://www.youtube.com/watch?v=NW7oNpzBSGc

Uwielbiam słuchać Cohena. Jego piosenki wzbudzają we mnie jakieś miłe wspomnienia z minionych lat. Zanurzam się wtedy w nie w całości, pogrążam w swoich myślach i wspominam, marzę….. To są chyba najprzyjemniejsze chwile w życiu, gdy człowiek może oddać się swoim marzeniom, bo nie wierzę, że każdy z nas  ich nie posiada.
In my secret love….. tam jest wszystko, to co przeżyłam, moja młodość, wszystkie młodzieńcze, może nie zawsze mądre, ale jakże fajne wybryki, tę radość życia, gdy wydawało się, że słońce świeci od rana do wieczoru, nawet deszcz wtedy jakoś nie przeszkadzał.
Nie było wtedy internetu, więc i znajomości były bardzo realne, spotykaliśmy się całą nasza paczką, gdzieś wyjeżdżaliśmy za miasto, robiliśmy na przykład piknik w lasku w Szarowie i fajnie było. Telewizor? Owszem, ale na początku był tylko jeden program TV, nudny zresztą, mało filmów, więcej publicystyki, na szczęście polityce nie poświęcali tylu jak dzisiaj  programów, zresztą podobnie  i tak jak i teraz, była ona pro rządowa, czyli całkowita indoktrynacja polityczna, z tą różnica, że wtedy jedyną słuszną partią było PZPR, teraz oczywiście PIS. Tak samo najlepiej wiedzieli i teraz najlepiej wiedzą, co jest słuszne, co ludziom do szczęścia jest najbardziej potrzebne, nie bacząc na to, że jednak każdy człowiek ma swoje własne priorytety, według których chce żyć. Ale może tych programów politycznych było jakby mniej, a może po prostu ich nie oglądałam?
Potem włączyli drugi program TV, był może trochę ciekawszy, czasami pokazywali nawet, co ciekawego w szerokim świecie słychać, a my, z otwartymi ustami, zadziwieni podziwialiśmy to wszystko, o wydawało nam się nie do osiągnięcia.
No chyba, że ktoś miał sporo pieniędzy (a i wtedy byli tacy, którzy je posiadali) i mógł zobaczyć ten wielki świat na własne oczy.
Niestety dla niewielu osób było to dostępne.
Pamiętam, jak dzieci zbierały puszki po Pepsi coli i po Coca coli i innych napojach młodzieżowych typu 7 UP i z wielkim pietyzmem te puszki układały na swoich półkach w pokojach, wtedy było to w modzie takie „skarby” u siebie w pokoju posiadać. To była ta właśnie namiastka wielkiego świata, a telewizja puszczając od czasu do czasu kawałki rozrywkowych zachodnich filmów w specjalnych programach, była naszym oknem na świat, ten wciąż niedostępny dla wielu. A potem przyszła odwilż, wszystko zaczęło się zmieniać, Coraz więcej młodych ludzi zaczęło wyjeżdżać w celach zarobkowych na zachód, aby zarobić na własne mieszkanie, bądź własny, niewielki domek – marzenie wielu młodych rodzin. Boże, ile tragedii rodzinnych wtedy było, młody mężczyzna bez żadnej rodzinnej  kontroli na zachodzie znajdował sobie nową kobietę , kobiety też znajdowały nowe swoje połowy życia, nie bacząc na tych, których pozostawiali, ile  wtedy wydawało by się nierozerwalnych małżeństw się rozchodziło. Ile dzieci płakało z tęsknoty za własnym rodzicem….
Ale potem przychodziła rzeczywistość, osoba pozostająca w kraju nadal piastowała swoje pociechy, czasami może i wspomagana jakimś datkiem od współmałżonka, czasami nie, dzieci pomału zapominały, życie toczyło się nadal. Pewnie, że i teraz zdarzają się rozwody, niestety bardzo często i zawsze jest to  wielką tragedią dla dzieci, którzy ne mogą zrozumieć, dlaczego rodzice nie są już razem, szukają więc winy w sobie samych.
Ech, bardzo to wszystko smutne. Ale „tamte” dzieci zawsze jednak miały jakąś nadzieję, że tatuś, lub mamusia wrócą z tej „zagranicy” i że znów wszystko będzie dobrze, teraz dzieci pozbawione są niestety takich nadziei, gdy któryś z rodziców mieszka kilka ulic dalej i nie zawsze ma czas ( i ochotę) ze swoja latoroślą na dłużej się spotkać, porozmawiać, wysłuchać ich problemów….. bo praca, bo nowa rodzina……. Wydaje im się, że rzucony marny grosz zaspokoi wszystkie życiowe niedostatki, ale te materialne  dla dzieci mniej znaczyły i znaczą, niż obecność ukochanego taty, czy ukochanej mamy.
Ale kiedyś i dzieci wydoroślają i mimo złych doświadczeń i mimo zapewnień, że w mojej rodzinie nie będzie podobnie, będzie inaczej, wspanialej, bardzo często powielają błędy swoich rodziców.
Nie miałam na szczęście takich doświadczeń, ale i tak brak Mamy, która odeszła na ten drugi, lepszy świat tak wcześnie, gdy miałam zaledwie 10 lat, na zawsze pozostawiło we mnie pewne piętno. Wtedy może nie rozumiałam, co właściwie się stało, czemu Mamy nie ma koło mnie, teraz rozumiem ból niepełnych rodzin, świetnie ich rozumiem.
Takie i inne wspomnienia naszły mnie wczoraj słuchając Cohena, do tego ten jego chrapliwy, a zarazem taki ciepły głos naprawdę może człowieka w nostalgię wprawić. Ale nie są to wcale same złe wspomnienia, bardzo często słuchając uśmiecham się, gdy życiowe obrazy przemykają przez moją głowę.

Dzisiaj wstał następny ponury poranek. Dzisiaj tym bardziej nie mam nadziei na słonko, tym bardziej, że od czasu do czasu kropi deszcz.
Magda wczoraj powiedziała mi, że mają jeszcze wrócić te cieplejsze nieco dni, ale jakoś przestałam w to wierzyć.
A dzisiaj przecież ostatni kalendarzowy dzień lata.
Żegnaj lato na rok, czeka jesień za mgła, pamiętaj, by powrócić do nas znów.
Miłej środy wszystkim życzę, uśmiechnijcie się do mnie jesiennie i powiedzcie : Nie będzie wcale tak źle.