dopiero

 

Dopiero wczoraj wieczorem przypomniałam sobie, że przecież Ulka pisała, że mnie na moim blogu  w środę nie odwiedzi, bo jest znów w wojażach ze swoją grupą.
Ale co się odwlecze, to nie uciecze, przyjedzie, sprawdzi, różę sobie weźmie i tę wczorajszą i tę dzisiejsza, która też dla Niej wstawiłam Bo przecież nadmiar nie szkodzi, wręcz przeciwnie, myślę, że będzie Jej jeszcze bardziej przyjemnie, gdy następna niespodzianka na nią będzie tu czekał.

Ale dzisiaj rano miałam pecha. Przyszedł do mnie najważniejszy z Pokemonów Pikachu . Ogłosił to swoim wdzięcznym głosikiem wołając Pikachu, Pikachu, więc poczęstowałam go malinką, a potem wysłałam na niego najsilniejszą z kulek, czyli Ultra Ball, a on sobie zwiał. O niewdzięcznik jeden, zjadł malinkę i sobie poszedł, nie chciał dołączyć do mojej kolekcji 😦 Bardzo trudno jest złapać tego Pokemona, jest marzeniem każdego grającego, czasami wykluwa się z jajka, a tu masz, miałam taką okazję i ją zmarnowałam. Muszę znów cierpliwie na niego troszkę poczekać, innej rady nie ma.
Te Pokemony to dla mnie rozrywka, ale niestety i nieco uzależnienie, ale wiadomo, im lepsze ma się sukcesy, im wyżej się wejdzie na następny level, (a ja ju jestem na 24 poziomie), tym bardziej kusi, by grać. Wczoraj wracając z pracy zauważyłam, że w parku ktoś znów Lury (wabiki) puścił , więc przysiadłam sobie na ławce i trochę połapałam. Przy okazji porozmawiałam z młodym chłopakiem, który tez je łapał, trochę się dziwił, że taka nieco starsza osoba też w to się bawi, ale gdzie jest napisane, że jest to zabawa tylko dla młodzieży?
Czy tylko młodzież ma prawo do rozrywki, starsze babcie mają siedzieć przy piecu, robić szaliki i swetry na drutach, albo szydełkować , ewentualnie mogą ewentualnie  jeszcze się  opiekować wnukami? O nie doczekanie!!!!!
To nie dla mnie, bo do robótkowych prac jestem całkiem lewa, wnuków własnych nie mam, no to znajduję sobie taką rozrywkę, jaką lubię. A że jestem z tych nowoczesnych „babć”, gram w Pokemony i już.

Wczoraj byłam z siebie bardzo dumna, bo odetkałam wreszcie zlew w kuchni. Dzięki Magdzie, która kupiła mi dobry odciągacz, wsadziłam mnóstwo siły, aby wypompować ze zlewu to, co go zatykało, pompuję, pompuję, pompuję i…wreszcie wyleciał kapsel od butelki, który komuś wpadł podczas remontu. No na pewno sam Kret temu by nie poradził. Potem potraktowałam zlew gorąca woda, Kretem i po 10 minutach znów gorącą woda, ale dym z tego wybuchnął, o mało co nie poparzyłam sobie rąk. Ale zlew odetkany, więc jest powód do dumy, że zrobiłam to własnoręcznie.
Dobra i młoda sąsiadka wymieniła mi jeszcze żarówkę w łazience (jak dobrze mieć sąsiada, jak dobre mieć sąsiadkę) i teraz znów wszystko jest O.K. w moim mieszkaniu.
Najważniejsze jest jednak to, co dzisiaj na Face Booku napisał mój kolega Lech, gdy dowiedział się, że wyprowadziłam się ze Smoleńsk:
miło być niezależnym a nie mieszkać kątem u kogoś u kogo jest się niechcianym” i to jest cała prawda. Wreszcie jestem u siebie!!!! Na pewno przeszkadzałam im w codziennym życiu, bo oni prowadzą całkiem inny tryb życia niż ja, chociaż razem mieszkaliśmy 15 lat, a może i ciut dłużej jednak prawdą jest, że każda rodzina powinna jednak mieszkać osobno.  Szczególnie, gdy ta rodzina dorośleje i każdy z członków własnego kąta potrzebuje. Ja też jestem rodzina, co prawda tylko jednoosobowa, ale teraz mam świadomość, że nawet gdy w nocy wstaję i łażę po mieszkaniu, (co tu mi się raczej rzadko zdarza, albowiem śpię tu jak smok) nikogo nie budzę, nawet gdybym chciała oglądać na przykład w nocy telewizję, czy jakiś film na komputerze, też nikomu nie przeszkadzam.
Chyba pomału już przyzwyczajam się do samotności i jest mi z tym coraz lepiej. Najważniejsze, że sobie jakoś radzę.

Dzisiaj idę na popołudniowa zmianę. Niestety nadal jest dosyć chłodno (no w porównaniu z temperaturami sprzed tygodnia to zdecydowanie chłodniej), ale najważniejsze, że nie pada deszcz i słonko nawet o czasu do czasu wygląda zza chmury.
Życzę wszystkim miłego czwartku, a sobie….żebym wreszcie tego Pikachu dorwała 🙂