Było wczoraj bardzo przyjemnie, bo odwiedził mnie V.I.P. Zrobiłam pyszne zapiekane bułeczki. Przyznam, że miałam nieco stracha, bo po raz pierwszy używałam mojego nowego, elektrycznego piekarnika. No i oczywiście, gdy dodatkowo włączyłam czajnik elektryczny, natychmiast wywaliłam stopki. Jak to dobrze, że wiem przynajmniej, gdzie je z powrotem włączyć. Jakoś w końcu sobie trzeba radzić, zwłaszcza gdy się mieszka samotnie i znikąd nie ma pomocy. A przecież nie będę po każdą drobnostkę dzwonić do Magdy, czy do Maćka. No, chyba, żeby była jakas poważniejsza awaria…..
Ale tak nie może być, konieczna jest jednak wizyta tego elektryka, bo brak jednej fazy wyraźnie dokucza. Ale grunt, że bułeczki mi się fajnie zapiekły, potem podałam jeszcze szarlotkę, pyszną z Awitexu, ale smakowała zupełnie tak, jakbym sama go upiekła, miała taki domowy smak i pachniała cynamonem……
Jednak szarlotka to najlepsze ciasto pod słońcem chociaz moje brzusio dosyć agresywnie do słodyczy podchodzi. Ale kawałeczek nigdy nie zawadzi.
Wczoraj stoczyłam zwycięską walkę na Arenie, oczywiście chodzi o grę Pokemony Go i udało mi się wsadzić moją trenerkę na wieżę, co prawda nie na długo, bo po jakichś dwóch godzinach już mi zbili mojego Pokemona, ale dodatkowe punkty zdobyłam. Jednak nauka nie poszła w las, to co dwa dni temu przeczytałam na necie o sposobach walki, zastosowałam i miałam tego pozytywne skutki. Bardzo byłam z siebie dumna. Oczywiście tego zbitego mojego Pokemona udało mi się ożywić, ale fajnie, co?, nie giną całkowicie, tylko czekają na lekarstwo i na wskrzeszenie. Żeby tak człowieka można było wskrzeszać!
Może znów uda mi się pokonać jakąś wieżę? Chociaż na tej wczoraj zdobytej osiadły trzy bardzo silne Pokemony i tak łatwo nie będzie.Na razie sobie pewnie dzisiaj odpuszczę, ale i tak na mały spacerek do parku się wybieram, bo przez okno widzę, że znów na polance naprzeciwko mojego okno rozłożył się Food Track. Dzisiaj mogą mieć chyba nieco większy dochody, bo pogoda dopisuje, nie jest zimno i świeci słonko, może być więc więcej chętnych do truck-owego biesiadowania.
No właśnie, a propos ciepło! W mieszkaniach z centralnym ogrzewaniem już palą w kaloryferach! Na Smoleńsk penie też są już ciepłe kaloryfery… 😦
U mnie niestety nadal jest zimno, bo przez te wadliwą elektrykę nie mogę włączyć pieca akumulacyjnego. W dzień jest jeszcze całkiem nieźle, zwłaszcza, gdy jest taki miły dzionek jak dzisiaj, gorzej w nocy.
Ale daję sobie jakoś radę, śpię w swetrze, w getrach, pod kołderką i dodatkowo rozkładam sobie jeszcze ciepły koc, a oczywiście na stopach mam skarpetki, bo one najwięcej marzną. Ale mam nadzieję, że taki stan będzie trwał już niedługo, że w końcu usuną awarię i będę sobie mogła włączyć ogrzewanie, jak na razie oszczędzam pieniążki przez te zimne piece (ogrzewanie elektryczne jednak sporo kosztuje), ale majątku i tak się nie dorobię, co najwyżej nabawię się kataru, już trochę mi z nosa kapie…
A w Lotka znów nic nie wygrałam………. 😦
Żebym chociaż w miłości szczęście miała, skoro nie mam go w pieniądzach!
Ale ponieważ zawsze może być gorzej, niż jest, więc rąk nie załamuję, wskrzeszam w sobie codzienny optymizm, czego i Wam na tę piękną, jesienną niedzielę życzę, popijając właśnie pyszną kawusię i przegryzając kawałkiem pozostałej jeszcze pysznej szarlotki.
Miłej niedzieli Kochani.

