oj działo się wczoraj, działo….


Wczoraj w Parku Krakowskim odbył się Piknik Krakowski. Ale było wesoło. Chmara ludzi zwabiona piękną, słoneczną pogodą wyległa na parkowe alejki.
Dzieciaczki wesoło baraszkowały, grały w piłkę, biegały, pieski też miały używanie.
A pod moim oknem rozpostarł się Krakowski Jarmark. Czego tam na nim nie było? Były wspaniałe, wieżo wypiekane bochny chleba wiejskiego, przeróżne,  cudaczne nieraz w kształtach i w smakach wyroby cukiernicze: ciasta, ciasteczka, torty….. Były kramy z dobrym jedzonkiem, gdzie królowała tortilla i naleśniki na słodko, na stołach stały butle z różnymi smakowymi sokami owocowymi, a także salaterki z humusem, oliwkami i innymi pysznościami, nic tylko podziwiać i łapać się za kieszeń, aby zbyt dużo pieniążków nie wydać. Oczywiście pokusiłam się na wspaniałe orzechowo – arachidowe lody, nieco o smaku słonawym, inne, niż te wszystkie, które do tej pory jadłam.Przyznam, że ten nietypowy smak lodów zrobił na mnie wielkie wrażenie, po prostu bardzo mi smakowały.
Ale największą atrakcją tego pikniku były walki rycerskie. Młode chłopaki, przebrani w prawdziwe rycerskie stroje,  zaopatrzeni w grube kije, którymi walczyli i w ochraniające ich tarcze prowadzili zajadłe boje, ku uciesze gawiedzi i oczywiście białogłowych współtowarzyszek, nawet przyznam, że i prawdziwa krew się  polała, chociaż pewno nie o to chodziło w tej walce na niby, to był tylko prosty, na szczęście niegroźny wypadek.
To już niestety ostatni taki piknik przed zimą, bo następna niedziela wypada już w miesiącu październiku, a więc stanowczo już nie w piknikowym okresie, następne dopiero rozpoczną się późną wiosną, początkiem lata, trzeba będzie znów cierpliwie poczekać, aż park znów się zaludni.
Teraz tylko pieski będą sobie po trawnikach biegały, no może i przy dobrej pogodzie i dzieci na spacerek będą wyjeżdżały w swoich pojazdach,albo starsze pieszo, lub na rowerach.
Ale to nie był koniec wczorajszych niespodzianek, bowiem popołudniu odwiedził mnie Maciek i Darka, siedzieliśmy sobie przy kawusi, herbatce i przy pysznej szarlotce i sobie miło gaworzyliśmy o tym i o tamtym. Maciek obiecał mi, że przyjedzie kiedyś ze swoim specjalnym urządzeniem  i wypierze mi całą tapicerkę na fotelach i na krzesłach i na kanapce, ale do tego musi być w mieszkaniu ciepło, by tapicerka mogła wyschnąć. Niestety nadal jest u mnie zimno, nie było jeszcze jak dotąd elektryka, żeby naprawić mi tę tablicę rozdzielczą i nie mogę w związku z tym włączyć pieca akumulacyjnego. W dzień, zwłaszcza gdy świeci słonce, jest jeszcze całkiem możliwa temperatura, za to wieczór i w nocy jest przeraźliwie zimno. Śpię w 2 ciepłych swetrach, w getrach pod kołdrą i pod kocem i dopiero wtedy trochę się rozgrzewam. ale i tak nabawiłam się kataru, szczególnie gdy wietrzę wciąż kuchnię z tytoniowego dymu.
Ale cóż, ubieram kurtkę, otwieram drzwi na balkon i sobie podpalam, nałóg to nałóg.
Dzisiaj od rana też mam już ruch w mieszkaniu, pan Krzysiu przywiózł mi naprawione już krzesła i 2 fotele i teraz ju nawet brakuje mi miejsca, aby je rozstawić. Dawniej narzekałam na braki w miejscach do siedzenia, teraz mam ich aż nadmiar 🙂
A w ogóle dobrze jest, zaczął się nam znów poniedziałek, co prawda nie słoneczny, jak zapowiadali, ale na szczęście temperatura jest do przyjęcia, ba, nawet powiedziałabym, że cieplej jest na dworze niż w moim mieszkaniu.
Życzę wszystkim udanego tygodnia i dobrego poniedziałku, bo to, jak on się zacznie i skończy będzie wpływało na humory na cały tydzień.