dzisiaj krótko o kilku sprawach

Bo dzisiaj bardzo wcześnie muszę być w pracy, więc nie mam dużo czasu na wpis.
A zresztą nic specjalnego wczoraj się nie działo, prócz tych krzeseł, które nareszcie mam w mieszkaniu.
Rozmawiałam z właścicielką, ma spowodować, żeby w mieszkaniu było ciepło, czyli ma ściągnąć fachową osobę od elektryki. Co prawda podobno mogłam sama włączyć na noc te stopki, ale trochę się obawiałam, żeby nie powywalać , więc wolałam nie ruszać tego ‚ustrojstwa”, dopóki elektryk nie powie, że już wolno włączyć i oczywiście dopóki nie nauczy mnie, jak nastawiać zegar licznika, aby ogrzewanie włączała się wtedy, gdy jest prąd tańszy. Do tej pory nigdy nie miałam takich problemów, bo mieszkałam w domu z centralnym ogrzewaniem i to administracja decydowała, kiedy włączyć, czy wyłączyć kaloryfery. Teraz jest to dla mnie całkowita nowość, wiec wszystkiego muszę się nauczyć, żeby potem nie okazało się, że będę płaciła jakieś niebotyczne sumy za prąd. Ale mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie.
Coraz śmielej sobie radzę już z walkami na arenach (gra pokemon Go), już się nie boję ryzykować, jedną walkę stoczyłam przedwczoraj, wczoraj drugą. Co prawda mój Pokemon długo na wieży się nie utrzymał, bo przecież jednego Pokemona jest bardzo łatwo przeciwnikowi zbić, ale przecież chodzi tylko o to, żeby nabić sobie więcej punktów, a przy takiej walce właśnie się dostaje takie, no i też pokemonowe pieniążki, których mam niewiele, jak do tej pory bo tylko 30 sztuk, ale pewnie zdobędę z czasem ich więcej i będę sobie mogła za nie coś pokemonowego kupić, np lury lub  itemsy, czyli wabiki, czy jakieś inne gadżety.. Grunt, że się odważyłam i wiem o co w tych walkach chodzi. Wczoraj nie miałam łatwo, bo na arenie siedziały aż 3 Pokemony, czyli musiałam przeprowadzić aż 6 walk, żeby umieścić swojego Pokemona na wieży, ale miło było mi chociaż przez ten niedługi czas zobaczyć tam moją trenerkę – jasna0.
Czyli w tej grze jest sporo zawsze do zrobienia, trzeba łapać Pokemony i ewentualnie je ewoluować, trzeba łapać pokebole, potrzebne do łapania Pokemonów, trzeba zbierać potiony, służące do uzdrawiania „chorych” po walkach Pokemonów i rese, aby uzdrowić Pokemona, który został śmiertelnie raniony w boju, trzeba też pilnować jajeczek w inkubatorach, sporo chodzić, żeby  z takiego jajeczka się wylęgły nowe Pokemony, no  i wreszcie trzeba przeprowadzać te walki na arenach, by zdobywać punkty, aby przejść do następnego poziomu gry.
A tak niedawno wydawało mi się, że tego wszystkiego nie opanuje.
Ale zawsze lubiłam takie internetowe gry, więc szybko pojęłam zasady  tej pokemonowej zabawy, która mnie mocno wciągnęła.
Pamiętam, jak ongiś razem z moją siostrą rywalizowałyśmy w takiej grze internetowej, Mario Bross. W tej grze wcielało się w postać  dzielnego hydraulika Mario, który  wyruszał w  bardzo długą i niebezpieczną wędrówkę, aby na końcu wyzwolić księżniczkę uwięzioną w wieży przez złego smoka. Po drodze miał bardzo wiele przeszkód, a to spadał w przepaść, a to go oblepiały jakieś pająk i napadały na niego różne potwory i tracił życie, na szczęście można było wznawiać grę i to nie od początku, ale od tego momentu, w którym się ją przerwało i i zdobywać następne levele. Pamiętam, że wiele dni i nocy przesiedziałam wtedy przed komputerem, ale w końcu doszłam do zamku okrutnego smoka, udało mi się go pokonać i wyzwolić księżniczkę. Tylko nie pamiętam, czy w nagrodę Mario dostał rękę księżniczki? – pewnie tak, wszak to była przecież bajka, a w bajce wszystko dobrze się kończy, w przeciwieństwie oczywiście do życia, gdy koniec nie zawsze jest szczęśliwy.
Może takie gry są dziecinne, ale jest to w pewnym sensie odskocznia od tego coraz bardziej pogmatwanego losu, który nam rządząca partia zgotowała i nadal podsyca tę niezdrową atmosferę.
Polityka bardzo mnie denerwowała, więc musiałam znaleźć sobie coś, co chociaż trochę ukoi moje nerwy. Nie znaczy to wcale, że w ogóle nie zajmuję się tym, co się w Polsce dzieje, ale staram się utrzymywać większy dystans, wierząc, że już niedługo nadejdzie czas na lepsze, niż dotychczasowe rozwiązania. Coraz więcej ludzi trzeźwieje i widzi bezsens tej władzy, widzi, że Pis doprowadza Polskę do całkowitej ruiny, coraz więcej osób nie zgadza się z tym, aby ta partia siłą narzucała wszystkim swoja wolę. Pewnie Pis już po cichu cieszył się, że ruch KOD-owski jakby trochę osłabł, ale jednak w ostatnią niedzielę znów obywały się liczne i to w w kilku miastach Polski demonstracje. Pis nie może być jednak pewny swojego losu i o to w tym wszystkim chodzi. Miała być dobra zmiana, a wyszła zmiana byle jaka!!!
Póki nie powstanie prawdziwa opozycja, silna i zwarta w swoich postanowieniach, KOD musi panować nad tym bezprawiem, które ostatnio w Polsce się szerzy.To tyle o polityce, bo po co psuć sobie brudną polityką  miły dzionek już od samego rana?

Dzisiaj spodziewam się miłych gości: Zuzy i jej męża Joe, którego znam tylko ze zdjęć. Ciekawa jestem, jak Zuza teraz wygląda, wszak nie widziałam jej od czasu, gdy wyjeżdżała prawie 3 lata temu do USA no i tam w zamążpójściu pozostała. Ale często o niej myślę, mamy zresztą kontakt na Facebooku, co prawda nie częsty, bo jest ta różnica czasowa około 7 godzin, a poza tym ona teraz jest już bardzo zajęta, a to pracą w klinice, a to mężem i prowadzeniem domu, za wiele czasu na pogaduszki nie ma, normalne życie. Ale z tego co wiem, jest bardzo szczęśliwa i bardzo z tego się cieszę, bo na pewno jej mama tam w niebie jest z niej dumna.
Budzik to szatański pomysł, akurat obudził mnie w momencie, gdy wkładałam do ust  kawałek pysznej czekolady, już, już miałam go nadgryźć,  a tu nieznośne drrrrr wyrwało mnie z tak miłej i  słodkiej chwili, przeszłam w świat realny, bez czekolady, ale za to z kawusią, którą musiałam powitać ciemny jeszcze poranek.

Wspaniałego wtorku wszystkim życzę