a tymczasem…..

Znów zrobił się nam poniedziałek.
A wczoraj było tak milutko…
Od rana czekałam na gości i wreszcie około 11 przyszli: Magda, Oliwia, Jacek i Jasiek.
Magda już znała moje mieszkanie, bo była w nim już kilkakrotnie, ale reszcie bardzo moje mieszkanie się spodobało.
Co prawda wczoraj była niedziela, ale niestety w ciągu tygodnia Jacek nie ma czasu, by do mnie wpaść, aby cokolwiek zrobić, więc wczoraj wykonał swoją pracę, czyli pozawieszał mi razem Magdą, która mu pomagała wytyczać miejsce, obrazy na ścianach. Oczywiście na honorowym miejscu, nad moim łóżkiem wisi fotografia mojej siostry Ani, a obok zdjęcie – szkic ołówkowy  mojego Taty z lat młodości. Będą czuwali nad moim mieszkankiem. Zresztą ich zdjęcia wiszą dokładnie w podobnych miejscach, jak na starym mieszkaniu. Zostały powieszane też inne obrazy i od razu ładniej w mieszkaniu się zrobiło, gdy ściany nie były już takie puste jak poprzednio.
Czyli można powiedzieć, że coraz bardziej się zadamawiam w moim gniazdku.
Moi goście niestety bardzo szybko zawinęli się do swojego domu, gdyż Jacek miał coś tam jeszcze do zrobienia na swoim komputerze i znów zostałam sama.
Czasami dokucza ta cisza, pewnie kiedyś się przyzwyczaję, ale wczoraj jakoś taki sentymentalny nastrój wieczorem mnie dopadł……. wiadomo, właściwie to nigdy nie mieszkałam całkiem sama, teraz wydaje mi się to ciągle takie dziwne……
Wczoraj w „moim” parku rozłożył się Food Track, wiec oczywiście musiałam sprawdzić, co tam ciekawego na tych wozach jest.
Oczywiście rozczarowałam się sromotnie, bo miałam jeszcze w pamięci ten wspólny wypad z Magdą Jackiem i Oliwką kilka tygodni temu na podobną imprezę koło Galerii Kazimierz . Tam był duży ruch no i masę kiermaszów z całym mnóstwem pysznego jedzonka, kiedyś o tym zresztą pisałam. W porównaniu z tamtym kiermaszem ten wypadł bardzo słabiutko. Zjadłam jakąś zimną grzankę i zimną tortillę, które od razu siadły mi na żołądku tak, że z trudem do domu zdążyłam wrócić.
Nie rozumiem, jak można dawać zimne grzanki? one już z samej nazwy powinny być gorące. O naleśnikach mogłam zapomnieć, nie było na tych targach takowych. Czyli jednym słowem to była jedna mizeria.
Do tego było tak strasznie zimno, że trudno było nawet wysiedzieć na ławeczce. Pewnie też dlatego było też i mało ludzi, bo kto na taką zimnicę będzie po parku latał? Ale pokemony oczywiście były, nawet ktoś puścił wabika – Lura, więc musiałam te 30 minut potulnie na ławeczce siedzieć i marznąć, aby je połapać, nie mogłam przecież stracić takiej okazji.
A potem wróciłam do pustego domu i…… puściłam sobie telewizor, oglądnęłam jakieś stare seriale i wreszcie poszłam spać, chociaż wcześniej pobuszowałam też i na Face Booku. Muszę przyznać, że doskonale mi się śpi na nowym miejscu, chodzę spać bardzo wcześnie jak na mnie, bo już około 22-giej, natychmiast zasypiam, co prawda czasami na moment się budzę w nocy, ale szybko znów mnie sen morzy i śpię aż do siódmej rano.
I tak jakoś ta niedziela mi zleciała. Penie następna będzie podobna i jeszcze następna i jeszcze….cóż, przyszło mi żyć w samotności, ale… ma to też i swoje dobre strony, przynajmniej mam tak zwany święty spokój. Tylko ja zawsze byłam człowiekiem „stadnym”, teraz to się zmieniło…..

I znów wstał ponury i chłodny dzień, nie wiem, czy cały tydzień taki się zapowiada?
Na pewno jednak czekają mnie miłe chwile na spotkaniu z Zuzą i jej mężem, w tym tygodniu przyjeżdżają na kilka dni z USA, na urlop.
Nie wiem, czy pamiętacie, gdy przypominałam bajkę o Kopciuszku? Właśnie Zuza, która Zuza  tu w Polsce nie mogła znaleźć swojego prawdziwego miejsca, poznała przez internet Joe, lekarza z USA. On przyjechał do Polski, poznali się, polubili, potem ona wyjechała do USA, gdzie już została jako jego żoną i są razem obydwoje bardzo szczęśliwi.
Zuza nie jest typową kurą domową, pracuje w  Klinice, którą prowadzi jej mąż wraz ze swoim bratem. Na pewno świetnie daje sobie radę, bo jeszcze będąc w Polsce, jeszcze nie znając Joe, chodziła pilnie na kursy języka angielskiego i to do dobrej szkoły, która dała jej licencjat, dlatego tam, w nowej swojej Ojczyźnie, mogła się całkiem łatwo poruszać, nie zna pojęcia –  bariera językowa. Bardzo się cieszę, że tak fajnie ułożyło się Zuzy życie, jest córką zmarłej już pani Marii, którą bardzo lubiłam (wypiłyśmy całe mnóstwo szklanek kaw razem), a która bardzo się o swoją najmłodszą córkę martwiła. Tym czasem i ona i pozostałe dzieci doskonale sobie dają radę w życiu, mimo, że były chowane bez Ojca. Czasami los takie straty wynagradza, zwłaszcza tym, którzy są głęboko wierzący i Bogu swój los powierzają.
Czyli jednak bajki się spełniają…
Moja bajka też w końcu się spełniła,  mieszkam co prawda w nie swoim, a w wynajętym mieszkaniu, ale za to mam na co dzień święty spokój (oj ci śmieciarze, znów o siódmej rano dzwonili domofonem, by im otworzyć bramę) i w ogóle bardzo fajnie, mogę robić teraz sobie to, na co akurat mam ochotę. Zawsze marzyłam o własnym, samodzielnym mieszkanku i teraz to się spełniło, no to co mam tu narzekać???
Życzę wszystkim pogodnego poniedziałku i takiego też całego tygodnia, chociaż jak na razie, nie zapowiada się wcale na słonko i na ciepełko.
Ale los lubi figle płatać…..ABRA KADABRA  HOKUS POKUS…….

Milutkiej niedzieli

 

No cóż, pogoda wyraźnie i niekorzystnie się zmieniła, jest wręcz chłodno, ale i tak dzisiaj nie mam w planach wyjścia, przecież na ławce w parku nie da się siedzieć.
Ale za to spodziewam sie dzisiaj gości, ma przyjść Magda, Jacek i Jasiek, będą „dopieszczać” mój pokoik , czyli powieszą mi obrazy na ściamach i od razu zrobi się, cieplej i weselej
Przygotowałam dla nich pyszną sałatkę z piersi z kurczaka, kukurydzy, jajek i zielonego groszku, mam nadzieję, że będzie ona im smakowała.
A na deser przewidziane są lody, to szczególnie dla Jaśka, który za lodami przepada.
Tylko Czako nie przyjdzie :-(, a przecież już były u mnie w odwiedzinach już dwa pieski, Pepa i Sisi, do kompletu tylko Czakusia brakuje.
Wczorajszy dzień też spędziłam w domu, na moment wpadła do mnie Magda i Leon (syn Basi), który też chciał zobaczyć, jak Ciocia Ewa sobie mieszka i…zdumiał się, że jest tak samo jak na Smoleńsk. Ale najważniejsze, że mu się u mnie podobało. Byli króciutko, bo musieli pojechać po Jaśka, który rozgrywał akurat wtedy swój mecz piłkarski. Tak więc resztę dnia spędziłam w samotności, o przepraszam, w towarzystwie Pokemonów oczywiście.
I bardzo dobrze, że przychodzą, bo przynajmniej ktoś mnie codziennie odwiedza ha, ha, ha.
Nie, jeszcze nie zwariowałam, przecież prócz tego robię inne rzeczy, na przykład sprzątam, myję naczynia, oglądam telewizję, a od poniedziałku do piątku chodzę przecież do pracy, czyli tak całkiem w pokemonowy nałóg nie wpadłam, ale……. Dobra, czymś przecież na nudę trzeba zaradzić.
Teraz lubię sobie oglądać TVP Seriale, czyli wszystkie stare zaległości serialowe mogę sobie odrobić. Jak to dobrze, że mam ten telewizor,

Miłej niedzieli

nareszcie sobota

 

 

 

Dzień błogiego odpoczynku. I jak tu go teraz spędzać? Prz komputerze, przy telewizorze, czy przy Pokemonach?
Stanowczo trzeba coś innego wymyślić.
Ale ma być relaksowo i już!!
Dlatego dzisiaj się nie rozpisuję, traktuję siebie i Was ulgowo
Życzę miłej soboty

no i mamy piątek

 

 

 

Coraz bardziej czuć już jesień. Wczoraj po pracy usiadłam chwilkę w parku, niby  jeszcze chwilę świeciło, ale już po chwili lekki wiaterek przerwał moje jesienne marzenia. Patrzyłam na te piękne drzewa i oczywiście musiałam je udokumentować w moim blogu.
Kaczuszki wesoło skrzeczały w stawie, karmione bułką przez jakieś dziecko, pieski chętnie baraszkowały pośród spływającej w fontannie wodzie, dzieci biegały i słychać było ich śmiech…
Pierwsze co poczułam wchodząc do parku to zapach spadających, na razie bardzo skromnie liści, taki charakterystyczny dla jesieni.
Tylko szkoda, że tak wcześnie już robi się ciemno, już o siódmej wieczór niebo spowita jest przez czerń.
Koniec lata, szkoda, że tak krótko ono trwa, witaj jesień, też potrafisz być piękną porą roku, ale…….
Ale jednak mi trochę żal przeszłych dni, tym bardziej, ze zbliża się pora jesiennych pluch ( och, biedne moje kosteczki), a potem znów te białe płatki z nieba zaczną spadać…. Chociaż mam nadzieję, że ta zima nie będzie taka ostra, ogólnie wszyscy narzekają na ocieplenie klimatu, spowodowane wieloma czynnikami, między innymi  emisją gazów cieplarnianych, spowodowanych ogrzewaniem węglem (nasz rząd to jak najbardziej popiera, jakoś nie jest nastawione na nowocześniejsze rozwiązania). Jest to olbrzymie zagrożenie dla nas, w niedalekiej już  przyszłości Europę nawiedzać będą sztormy i powodzie, związane z topnieniem lodów, mogą występować tsunami niszczące wiele miast i wsi, ludzie będą zmuszani do ucieczki z terenów zagrożonych i szukać innych miejsc zamieszkania, niektóre kontynenty mogą ulec całkowitemu zatopieniu, zniknięciu z mapy świata, prawdopodobnie niektóre zwierzęta ulegną całkowitemu wyniszczeniu……
A wszystkiemu winny jest człowiek i przemysł. Towarzystwa Ekologiczne coraz głośniej podnoszą ten temat i przestrzegają przed tragediami, które mogą spotkać ludzkość, niestety ich głos jest wciąż jeszcze mało słyszalny.
Niszczymy lasy, wycinamy drzewa, będące naszą ochroną, coraz więcej  ludzi podróżuje  autami, emitując w powietrze złe  gazy, opalamy mieszkania węglem, zwiększają się hodowle zwierząt, pochłaniających nasz tlen, powstaje wiele zakładów produkcyjnych, które bez żadnego ograniczenia emitują w atmosferę niszczące przyrodę  dymy, przez nierozważną, nieekologiczną politykę sami siebie niestety szykujemy armagedon, a pewnie ockniemy się jak zwykle o wiele za późno, gdy już nie będzie ratunku.
Dotyczy to nie tylko Polski, ale i innych uprzemysłowionych krajów, które wydaje się mają klapki na oczach i zdaje się nie widzą nadchodzących trudnych lat. Cóż, widać taką cenę muszą kiedyś zapłacić nasze dzieci, nasze wnuki za niekontrolowany rozwój naszej cywilizacji.
Być może, kiedyś nie będzie już można pomarzyć na ławeczce w parku, każdy będzie z niego uciekał do swoich domów, aby nie udusić się zanieczyszczonym powietrzem. I nie będzie tych pięknych wiejskich klimatów, pola nie będą szumiały łanami złotego zboża, ptaki nie będą wesoło śpiewały…..
Smutna ta moja piątkowa wizja świata, ale wczoraj, siedząc w parku o tym wszystkim właśnie myślałam, zwłaszcza, gdy przeczytałam na Onecie  budzący trwogę artykuł dotyczących ekologicznych zagrożeń.
Niestety, to nadal tyko głos wołającego na puszczy…… głuchy głos, bez odpowiedzi……
Dzisiaj mamy piątek, przed nami weekend, zapowiadający może nieco zmienną pogodę, ale przynoszący wypoczynek po tygodniu pracy.
Życzę wszystkim zatem dobrego odpoczynku.

reminescencje

Te piękne kamienice mogłam podziwiać z okna mojego starego mieszkania. Na ul Retoryka jest kilka ślicznych kamienic, które wyszły spod ręki mistrza Teodora Talowskiego.

Bardzo wielu przewodników wiedzie zwiedzających Kraków przez Plantki na ul. Retoryka, żeby pokazać te naprawdę wypieszczone, artystyczne dzieła mistrza Talowskiego.
Jego kamienice rozmieszczone są także i w innych częściach Krakowa, na przykład projektował  wiadukt kolejowy przy ul Lubicz, tuż koło Dworca Głównego, zwanego potem Podkopem  Talowskiego, przy ul Długiej, czy Karmelickiej, ale także i jego kamienice widnieją przy alejach Krasińskiego, a także jego kamienice można również podziwiać można na przykład we Lwowie
Był on wybitnym XIX wiecznym galicyjskim architektem, zdobywającym liczne nagrody na wystawach w Turynie, w Paryżu, czy we Wiedniu.
Wszystkie jego budynki oznaczają się wspaniałymi rzeźbami i architektonicznymi ornamentami, zawsze oznakowane są głębokimi, łacińskimi sentencjami.
Jeżeli ktoś wybiera się do Krakowa, gorąco, by znalazł chociaż chwilę, aby oglądnąć,  te niezapomniane  cudowne miejsca.
Teraz, gdy już mieszkam w  okolicy nieco bardziej oddalonej od tych cudownych miejsc  tym bardziej doceniam ich piękno.
Ale zawsze mogę przecież wsiąść w autobus, przejechać dwa przystanki , by znów tam się znaleźć.
Tylko na razie nie teraz, muszę jeszcze sobie dać czas na wspomnienia, muszę znaleźć inne piękno koło swojego nowego miejsca.
A przecież takim miejscem jest właśnie Park Krakowski, o którym już wspominałam, niestety nieco zniszczony, ale mam nadzieję, że te zniszczone czasem rzeźby i ta wspaniała druga fontanna zostaną wkrótce odrestaurowane , przecież muszą na to znaleźć się pieniądze.

Wczoraj po pracy również miałam gości, przyszła z wizytą Diana i Ksawer i też bardzo im moje nowe mieszkanko się spodobało, z czego bardzo się cieszę, miło być przecież pochwalonym przez kogos, nieprawdaż?
A czas leci,  jutro minie już 2 tygodnie od mojej przeprowadzki. A czuję się  tak, jakbym mieszkała tutaj od zawsze. No tak, pokój wszak mam zupełnie taki sam, zaopatrzony w te same meble…
Teraz czekam tylko, aż Jacek powiesi mi na ścianach moje obrazy i………

Dzisiaj już czwartek, coraz bardziej jesiennie, co widać i czuć. Ale wcale tym się nie martwię, bo na razie słoneczko wciąż nam grzeje, a przy jakichkolwiek bólach mam swój Nimesil.
Życzę wszystkim zatem miłego czwartku i miłego oczekiwania najbliższego weekendu, który już, już nadchodzi.

środa to nie jest zwyczajny dzień

 

Przecież to jest dzień szczególny, dzień spotkania na blogu z Uleczką.
Nie tylko Ona czeka na każdą środę, ja także czekam, aby kolejny raz Jej powiedzieć, jak bardzo jest dla mnie Ważną Osobą.
I wiem, że Ula to wie, czuje.
Witaj zatem Ulu w nasz dzień. Jak zwykle posyłam Ci całe mnóstwo słonecznych całusków z Krakowa i oczywiście dwie piękne, wręcz cukierkowe różyczki.
No i kolejny raz Ci już powtarzam: Kraków, a dokładnie ja  w nim na Ciebie czekamy !!!
Co prawda nie mamy pysznych Marcińskich rogali, których jak do tej pory nie udało mi się skosztować, mimo, że w zeszłym roku zamawiałam je przez internet, tylko tyle, że do mnie one nie dotarły – po prostu nie sumienny był cukiernik, ale mamy za to wspaniałe i niepowtarzalne w całej Polsce obwarzanki, czyli precle, teraz do wyboru są z makiem, ze solą , ze serem i z sezamem, do wyboru, do koloru, na pewno będą Ci smakował!y!!!
Na dobrą sprawę, taki obwarzanek może zastąpić całe śniadanie, zjesz jeden i już jesteś syta!!!!
Już jeden specjalnie dla Ciebie Ulu kupiłam, proszę poczęstuj się :

No to  jak Ulu, jesteśmy już umówione????
Aha! Koło mnie jest fajny park, gdzie można pobiegać sobie z kijkami, a potem usiąść na ławeczce i chwilkę odpocząć, można też nakarmić kaczuszki w stawie koło fontanny, mówię Ci, bardzo fajna okolica mojego domu, tak zielono i wesoło…..
Czekam na Ciebie cierpliwie, wiem, że się kiedyś doczekam
Wczoraj po pracy miałam miłe odwiedziny naszej Poli. Kupiłyśmy w pobliskiej budce zapiekanki, te podobno najlepsze w całym Krakowie, przyniosłyśmy do domu i zjadły ze smakiem, chwilkę posiedziała ze mną, wypiłyśmy kawkę i niestety Pola poszła sobie do domu, żeby się pouczyć troszkę, nie zatrzymywałam jej, wiadomo, nauka, to ważna sprawa.
Te zapiekanki są rzeczywiście bardzo pyszne i syte, ale niestety okazuje się, że mój brzusio nie za bardzo je toleruje, czego dał wieczorem świadectwo, nagle zaczęło mi się kręcić w głowie i coś tam kiszeczki się buntowały, ale zdrzemnęłam się kapeczkę i wszystko na szczęście powróciło do normy.

A czy mówiłam Wam już, że jestem bardzo szczęśliwa w tym moim nowym gniazdku? Może czasami i brak tego gwaru, który rozlegał się na Smoleńsk, może czasem był on i dla mnie uciążliwy, ale przecież taki swojski. Ale mam telewizor i radio, które też się „odzywają” do mnie, nie mówiąc o komputerze, który stoi w pokoju i o laptopie, który używam, gdy jestem w  kuchni. No i oczywiście mam aż dwa telefony, jeden miejski na który przeważnie dzwonią z jakimiś promocjami, więc go nawet nie odbieram i drugi komórkowy, do wszelakich innych rozmów. Właściwie tego miejskiego wcale bym nie potrzebowała, bo internet mogłabym ciągnąć z innego źródła i byłoby nawet o połowę taniej, ale skoro podpisałam z Orange taką umowę, nie mogę jej teraz zerwać, inaczej zapłaciłabym karę. Muszę przeczekać ten czas umowy, a potem się zobaczy. Zresztą komórkę też mam na promocji z Orangu, w dodatku spłacam tam moje raty za Iphona i tej umowy też zerwać nie mogłabym, ale zresztą i po co? Inne sieci nie są wcale lepsze, też sporo obiecują, a potem nie do końca z tych obietnic się wywiązują.

Wstał kolejny bardzo ciepły dzień, nie wiem tylko jak to długo będzie trwać, bo już zapowiadają, że nadciąga jakiś niż. Póki jest ciepło i słonecznie zawsze można posiedzieć na parkowej ławeczce, no i spacer przez niego z i do domu jest bardzo przyjemny. Teraz, gdy liście zaczną zmieniać swoje kolory, będzie jeszcze bardziej malowniczo, byleby tylko deszcz nie padał, bo smutny jest widok na deszczowy park i opuszczone, zalane wodą ławki.
A i moknące w deszczu kaczuszki nie będą tak wesoło skrzeczały……
Ale pocieszam się, że jesień też potrafi być piękna i bardzo kolorowa, wiadomo polska, złota jesień. Niedługo już drzewa owinięte będą przeźroczystymi nićmi Babiego Lata”, znów  będzie  pięknie i romantycznie.
Na razie zamieszczam kolorowe zdjęcia  jesiennych owoców, które zrobiłam na zewnątrz kwiaciarni na Żabińcu

 

 

 

Życzę wszystkim bardzo przyjemnej i słonecznej środy

już nie jetem w piekle

 

 

Tak tak, gdy wróciłam wczoraj pod wieczór do domu i otworzyłam drzwi aż mnie cofnęło na korytarz, taki żar buchnął z mojego mieszkania. Poczułam się, jakbym weszła we wrota piekła, patrzyłam tylko, gdzie jest ta smoła, w której będę musiała się zaraz  smażyć 🙂
Pierwsze co, pootwierałam okna na oścież, aby trochę mieszkanie przewietrzyć, bo idąc do pracy pozostawiłam tylko dwa uchylone okna, jedno w pokoju, drugie w kuchni. Nie mogłam przecież wyjść i zostawić parterowe mieszkanie z otwartymi oknami, więc ten zaduch nadal kisił się w mieszkaniu, te dwie szpary nie potrafiły tego żaru z domu wywalić.
Pan elektryk przyszedł dopiero  późnym wieczorem, tak więc jeszcze troszkę musiałam się z tym gorącem pomęczyć. Okazało się, że jest jakieś przepięcie na tablicy rozdzielczej, stąd wywalało bezpieczniki, dopiero w sobotę będzie mógł tę tablicę naprawić, póki co, wyłączył mi  grzanie i teraz czekam, aż piece całkiem się wychłodzą, bo trzeba przyznać, że trzymają ciepło bardzo długo i bardzo skutecznie. Dobry znak na chłodne, jesienne i zimowe wieczory. Tylko żeby paradoksalnie wtedy piec nie chciał odmówić posłuszeństwa i  nie był zimny jak ten lód. Ale byłaby heca, w trzydziestostopniowe upały piece grzeją jak szalone, za to w mroźne poranki  piece zieją chłodem, ot taka złośliwość przedmiotów martwych. Puk, puk,  odpukuję to ostatnie moje zdanie w niemalowane drewno, wszystko będzie przecież O.K. Jeszcze dzisiaj rano  piece były wciąż jeszcze  bardzo ciepłe, ale przynajmniej można je dotknąć, mam nadzieję, że gdy wrócę z pracy, będzie już w moim mieszkanku panowała normalna temperatura, zgodna z porą roku, bo  jak na razie, ciągle mamy jeszcze piękne lato.
Również odwiedził mnie wczoraj pan Józio i okazało się, że mój komputer na szczęście działa, tylko trzeba było opróżnić go z różnych dziwnych „szmoncesów”, które mi się na nim zamontowały. Jak zwykle, zawsze w komputerze jet najwięcej śmieci, które go spowalniają. Jak na razie komputer działa i nie trzeba wymieniać żadnego kosztownego podzespołu, całe szczęści, bo jak na razie mam dość tych wszystkich wydatków poniesionych w ostatnich dniach.
Ale wiadomo, trzeba było jakoś się zagospodarować. Zresztą Monika poprzynosiła mi jakieś garnki, talerze, widelce, miski itd i mam już całkiem nieźle wyposażone moje gospodarstwo, ale i tak przecież sama coś tam dokupywałam, chociażby czajnik, który działa i jest naprawdę wspaniały, bardzo szybko gotuje wodę, tylko muszę pamiętać o wymianie filtra, by go od czasu do czasu  trzeba to robić. Chociaż słyszałam, że w Krakowie jest tak dobra woda, bez żadnych zanieczyszczeń, że nawet można ją pić prosto z kranu, jestem ciekawa, czy to jest prawda.
Tak więc wczoraj miałam bardzo ciekawy dzień, dzisiaj też miło mi się on zapowiada, bo dzisiaj z wizytą zapowiedziała się Pola. A ja już myślałam, że zapomniała o swojej Cioci……. Tak więc z pracy będę musiała się spieszyć, a po drodze muszę kupić dwie zapiekanki obok mojego domu, wiem, że Pola je lubi, a i ja z przyjemnością od czasu do czasu taką zjem. Pewnie jest podobnie niezdrowa jak pizza, ale czasami można przecież „zgrzeszyć”
Wczoraj jeszcze sobie załatwiłam przez internet spłatę mojego telewizora, zadzwoniłam do Sander Banku, podali mi numer konta, na które przez osiem miesięcy będę wpłacać 143 złote, da się wytrzymać, a i osiem miesięcy szybko minie i telewizor będzie już mój. Tak więc można powiedzieć, że na przyszłe swoje urodziny w kwietniu sprawiłam już sobie prezent, właśnie telewizor 🙂 Już w moim banku dałam zlecenie stałe na tę usługę, jest to o tyle fajne, że nie będę musiała co miesiąc pamiętać, żeby ratę spłaci, Bank zrobi to za mnie, fakt z moich pieniędzy, ale……  Bank przecież nie jest sponsorem dla ubogich, wzięłaś ratę, to teraz płać. Tylko właśnie dzięki tym ratom można sobie co większego sprawić. Wiem, są tacy, którzy rat nie lubią, wolą kupować za gotówkę, bo to jednak troszkę taniej wychodzi, bank zawsze sobie potrąca prowizję za pożyczone pieniądze, ale gdy się nie dysponuje gotówką, trzeba zadowolić się tym, co się ma, bo co prawda nadal ciągle czekam na te wygraną w lotka, ale wyraźnie widać, że los w tym przypadku jakoś mnie nie sprzyja. Ale łudzić zawsze się można, prawda? Marzenia to taka przyjemna chwila w życiu…….
Zresztą nie mam wcale aż takich wielkich wymagań od życia i zawsze przypominają mi się słowa wiersza napisanego przez moją koleżankę Asię, gdy wyjeżdżałam do Stanów : ” gdy się w życiu nic nie zmienia, pozostaną nam marzenia, i tak  się nie tarzasz  w puchu, nie upadaj więc na duchu”
I tej zasady się trzymam. Mój duch ma się całkiem dobrze. I tak będę trzymać nadal!!!

Małe tęsknoty ciche marzenia
zwiewne jak obłok, kruche jak dym
nieodgadnione w nas duszy westchnienia
kto by tam nie znał ich ….. 

Dzisiaj znów wstaje bardzo piękny dzień, co prawda słonko trochę leniwie dzisiaj się budzi, ale za niedługo znów zaleje nas swoimi ciepłymi promieniami.
Życzę wszystkim bardzo udanego wtorku.

Zaczynamy nowy tydzień

Już kolejny tydzień  w tym roku. Zanim się obejrzymy, rok dobiegnie już swojego końca i zaczniemy nowy kalendarzowy rok.
Ale jeszcze musimy poczekać troszkę, jeszcze wciąż lato trwa i to z dosyć wysokimi, prawie trzydziestostopniowymi upałami.
Nie do wiary, kto teraz wziął sobie urlop i siedzi nad polskim Bałtykiem może sobie wyobrazić, że jest na wczasach w Złotych Piaskach, czy w Mamai.
Ale większość ludzi już normalnie pracuje i zapomnieli  wszyscy o letnich wypadach, o letnim odpoczynku.
A u mnie w mieszkaniu jest podwójnie gorąco, bo po pierwsze przez okno wpada bardzo ciepłe powietrze, ale tego chyba było dla mnie za mało, bo nagle  oba piece akumulacyjne,w pokoju i w kuchni się włączyły i grzeją jak oszalałe, a co gorsza nie można ich wyłączyć. Pewnie to dlatego, że tak często narzekałam ostatnio, że jest mi zimno i los spłatał mi figla! No to teraz jest mi wreszcie ciepło, ba, nawet gorąco, za gorąco!
A to wszystko stało się w czasie sobotniej wizyty Maćka, który chciał sprawdzić, czy ogrzewanie w ogóle się włącza, więc podniósł do góry bezpiecznik i….wysiadły korki w całym domu, trzeba było je naprawiać w puszce na klatce schodowej. Co prawda w mieszkaniu bezpiecznik ogrzewania jest teraz wyłączony, opuszczony na dół, ale piece i tak nie wiadomo czemu  grzeją. Są takie gorące, że nie można je dotknąć. Wyobrażacie sobie chyba, jak źle mi się tej nocy spało?
Miałam tylko uchylone okna i  w kuchni i w pokoju, bo mieszkam na parterze i bałam się, żeby mi w nocy nikt nie wlazł do mieszkania, jednak taki mały przewiew mi  nie wystarczał.
Tak więc gdy obudziłam się o czwartej rano (przez ten upał spać nie mogłam), pierwsze co otworzyłam na przestrzał oba okna i jest nieco chłodniej, przynajmniej rano czuć powiew świeżego powietrza, a nie zaduch płynący z gorącego pieca ( no dobra, z papierosów też !!! wrrrr)
A teraz czekam, aż właścicielka zainterweniuje u elektryka, przecież nie da się tak mieszkać! Ciekawe tylko, czy te piece będą też tak grzały, gdy przyjdzie na nie pora, czy wtedy przekornie będą zimne, a ja będę marzła. Bo przecież złośliwość rzeczy martwych jest nieograniczona.
Nie wiem  kto i co  tutaj nawydziwiał z tą elektryką w tym mieszkaniu, ale trzeba to naprawić i to chyba nie do mnie taka naprawa należy, bo przecież ta awaria zdarzyła się jeszcze przed moim zamieszkaniem.
Nie wiem, kiedy to nastąpi, bo przecież dzisiaj popołudniu idę do pracy, a z drugiej strony, będę uzależniona od czasu przyjścia elektryka.
Nie mniej, muszę to wszystko jakoś pogodzić, bo przecież stanowczo nie jest to jeszcze pora na włączenie ogrzewania.
A tak w ogóle to ja mam kolorowe życie, prawda? Zawsze coś dziwnego w nim mi się zdarza. Niestety nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli!
Rzeczywiście mam to co chciałam, czyli jakąś ciekawą przygodę życia.

Wczoraj spodziewałam się wizyty Magdy, Jacka i Jaśka, niestety ich plany się poplątały i do mnie nie dotarli, więc samotnie spędziłam tę niedzielę, w towarzystwie mojego telewizora, komputera, który co jakiś czas muszę cofać w czasie, by działał no i oczywiście w „towarzystwie” Pokemonów.
Ktoś wczoraj puścił z Pokestopa obok mnie tzw Lura, czyli wabika, który przywoływał Pokemony, więc nałapałam ich sporo i dzięki temu teraz osiągnęłam już 22 poziom. Tylko teraz, żeby przejść na następny level muszę zdobyć aż 100 000 punktów, więc łatwo nie będzie, pewnie ze 2-3 dni na o mi zejdzie, a może nawet i dłużej?.
Ale przecież nie tylko samymi Pokemonami człowiek żyje i całe szczęście, jakoś sobie trzeba to życie urozmaicać, raz Pokemony, raz telewizor, czy komputer i działalność na Face Booku, a tam jestem raczej bardzo aktywna, bo jestem na kilku forach, a przecież jeszcze trzeba pracować no i robić zakupy, posprzątać, coś przygotować do jedzenia, trochę pospacerować, póki pogoda pozwala……. Ot zwyczajne życie. Dzień jak co dzień.
Jak to powiedziała kiedyś Barbara Niechcic w „Nocach i dniach”? „Życie składa się z nocy i dni, ale czasami bywają niedziele”
Właśnie kolejna niedziela minęła i teraz przede mną ( i nie tylko przede mną) pracowity tydzień. Cóż, życie to nie jest bajka, zresztą gdyby takie było, stanowczo byłoby nudno!
Dzisiaj prócz elektryka oczywiście, spodziewam się wizyty pana Józia, który musi ogarnąć jakoś mój niesforny komputer. Mam nadzieję, że uda mu się jakoś znaleźć dla mnie trochę czasu, bo to ciągłe przywracanie systemu już mnie denerwuje!!! Chciałabym mieć tak, jak kiedyś, włączam komputer i mam dostęp do internetu bez żadnych alpejskich kombinacji.
Wierzę, że to się panu Józiowi uda, bo on zna się jednak dobrze na komputerze no i jest sumienny, kitu nie wciska, gdy mówi, że komputer jest naprawiony, to tak naprawdę jest!!! Tylko on ciągle ma za mało czasu, żeby wszystko zdążyć zrobić i w pracy i u ludzi. Teraz też go kilka dni nie było, bo był na delegacji, wierzę, że dotrzyma przyrzeczenia i dzisiaj do mnie zaglądnie.

Życzę wszystkim bardzo udanego poniedziałku i wspaniałego całego tygodnia, jako, że zapowiadają, że nadpływa do nas równikowe gorąco.
Niech więc to lato wciąż jeszcze trwa, tak długo,  jak tylko jest to możliwe!!! 🙂

prezenty, prezenty, same prezenty…

 

 

A może ja bym się tak częściej przeprowadzała? Bo jak widać jedną z dobrych cech są otrzymywane przeze mnie podarki na nową drogę życia, czyli na nowe mieszkanie. Tak, tak, to jest właśnie moja całkiem inna droga życia, w pojedynkę, ale….jest wspaniale, nikogo bym w moim mieszkanku nie chciała mieć za współlokatora. I nie można powiedzieć, że doskwiera mi samotność, mam okno na świat w postaci telewizora, internetu, telefonu, już nie mówiąc o pięknych widokach z okna. Na Smoleńsk miałam tylko naprzeciw kamienicę i bruk, tu mam widok na cudowną zieleń, a zimą….zobaczymy…..może te puste drzewa, przykryte białą pierzynką wprowadzą mnie w zachwyt, a może i w melancholię…..
Na tej mojej nowej drodze życia  „dorobiłam się” od Magdy i Jacka lustra i matę na podłogę pod fotel na kółkach, a wczoraj byli u mnie Maciek z Elą i z Darką  i oczywiście z sunią Sisi, otrzymałam od nich wspaniały prezent –  melakser Brauna . Teraz będę sobie robiła w nich same pyszności. Co prawda jeszcze go nie rozpakowała, pewno zrobię to dzisiaj, gdy będę miała trochę więcej czasu, wczoraj jeszcze z Maćkiem, Elą i Darią  coś tam zmienialiśmy, poprawialiśmy, montowaliśmy….. jak to w nowym mieszkaniu. Chociaż pewno nie jedno trzeba będzie jeszcze poprawiać, chociażby to, że okazało się, że przy włączeniu ogrzewania elektrycznego siadają bezpieczniki i nie mam prądu w mieszkaniu. Ale to już niestety sprawa dla elektryka, sama z tym nie dam sobie rady.

Mam już pozakładane nowe abażury w łazience i w kuchni, Maciek zamontował mi wczoraj moja ulubioną  deskę klozetową w muszelki, przywiezioną ze Smoleńsk, a którą kiedyś, całkiem niedawno  też dostałam od niego w prezencie, coraz bardziej moje mieszkanie upodabnia się do tego starego. Szczegóły, a cieszą, jest przecież prawie tak samo, jak kiedyś.
Maćkowi i Eli bardzo podobało się moje mieszkanie, z tym, że  mieli dwa zastrzeżenia, jedno to w kuchni stary, nieco zniszczony zlewozmywak, no i oczywiście źle zagospodarowana łazienka. Właściwie nadaje się ona do całkowitego remontu, bo w tak małej łazieneczce olbrzymi brodzik z prysznicem wyraźnie ją zagraca. No, ale skąd teraz wysupłać około 10 tysięcy złotych, żeby doprowadzić łazienkę do normalnego wyglądu? Musiałabym zmieniać kafelki na ścianach, usunąć część kafelków na podłodze, żeby zrobić spad dla wody, no i zamontować drzwi do kabiny. Wtedy na pewno byłoby nieco więcej w łazience miejsca. Koszty….koszty….koszty…..
Widać łazienka, to jakieś fatum, które nade mną wisi, z poprzednią też miałam kłopoty, szczególnie po wymianie rur.
Może jednak wygram w tego lotka, Magda twierdzi, że gdy się o czymś marzy, wtedy się to spełnia.
Marzyłam o małym, własnym, bez lokatorów mieszkanki i to mam, teraz muszę zacząć marzyć, by go urządzić po swojemu, bo do tej pory nie miałam takiej okazji, bo tak o prawdzie, to nie miałam wpływ na to, jak ono będzie urządzone, musiałam przyjąć to, co mi przygotowano. Ale znów narzekać za bardzo nie mogę, wielkich wymagań to znów nie mam, ale gdyby udało mi się coś zmienić….. byłoby pewnie i  lepiej.  Jest takie powiedzenie : Gdy się nie ma co się lubi, to się lubi to co się ma – więc tej zasady będę się trzymała, a czas pokaże, co i jak  w przyszłości zmienić będę mogła.
Dzisiaj niedziela, dzień świąteczny, ale goście już się zapowiedzieli : Magda, Jacek i Jasiek też chcą zobaczyć nowe mieszkanie. To znaczy Magda już tu nie raz była, od pierwszego zresztą dnia mojego pobytu czyli od przeprowadzki. Tak, już minęło ponad tydzień od tej ważnej dla mnie chwili, a jutro będę mogła powiedzieć : no już tydzień tu mieszkam i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.
Miałaś rację Ulu, że tak będzie, ale zawsze niepewność jest dla człowieka bardzo trudnym momentem życia. Ale na szczęście to już jest za mną, teraz może być tylko lepiej.
Życzę wszystkim przyjemnej niedzieli. Ja właściwie cały czas przez ten widok na Park mam wakacje.I tak już będzie zawsze.
Trzymajcie się cieplutko, bo znów przepiękny dzień dzisiaj nam się zapowiada 🙂

a co u mnie słychać?

 

No żyję sobie na tym nowym mieszkaniu i z każdym dniem, ba, nawet z każdą godziną coraz bardziej mi się tu podoba.
Wczoraj była u mnie Magda, dostałam od niej w prezencie na nowe mieszkanie przepiękne, stojące lustro. Mogę się w nim przeglądać od stóp do głów i od głów do stóp i jeszcze, jeszcze, Fajnie, bo przynajmniej przed wyjściem z domu będę mogła sobie sprawdzić, czy nie będę swoim wyglądem na ulicy ludzi straszyć, no i coś nie ubrałam na lewą stronę, co mi się niekiedy zdarza.
Ale bez żartów, takie lustro na pewno mi się przyda.
Dzisiaj, albo jutro ktoś musi mi pozawieszać moje obrazy na ścianach i wtedy to moje mieszkanie stanie się jeszcze bardziej przytulne.
Magda kupiła mi też fajną podkładkę pod fotel, na którym siedzę przy komputerze, fajna sprawa, jest on przeźroczysty, wiec prawie nie widoczny, a przynajmniej te kółka od fotela nie rysują świeżo wycyklinowanej podłogi. Teraz już nie lakieruje się podłóg, tylko się ją impregnuje farbą olejną, jest to o tyle lepsze, że przy najmniejszej rysie można ponownie ją pokryć tą farbą i już wszystko wraca do normy, nie widać usterki i nie odróżnia się ta zamalowana rysa od reszty podłogi.
Z moim komputerem mam nadal kłopot, dzisiaj aż dwa razy musiałam cofać system Windows, czekam z niecierpliwością na wizytę pana Józia, już on sobie da radę z tym moim niesfornym komputerem.
A wiecie jak fajnie jest mieć park koło swojego domu? Przejdę tylko malutki kawałeczek ulicy, skręcam i już jestem w parku. Przez niego zresztą idę do przystanku autobusowego, do sklepów w pobliżu.
Wczoraj zwiedziłam inne sklepy, na sąsiedniej ulicy, niestety są tam te nieznośne schody bez poręczy, co wyraźnie mnie ogranicza.
Oj przydałaby się tu taka Marta z Jastarni, już ona by wytłumaczyła władzom miasta, do czego służą poręcze dla osób nie całkiem pełnosprawnych.
Bo nic na to nie poradzę, że schody, to dla mnie prawdziwe schody, prawdziwa męka, gdy nie mam podparcia od razu w głowie mi się kręci…
Wczoraj o mało co nie spadam z tych schodów, takiego kręciołka dostałam w głowie, całe szczęście, że udało mi się to jakoś opanować i czegoś tam chwycić.
No cóż, zanim zrobią te poręcze (w co wątpię) będę musiała poszukać innego, dogodnego dla mnie sklepu.
Ludzie młodzi nie rozumieją problemów osób starszych, też taka byłam, teraz, gdy te ruchowe ograniczenia i mnie dopadły widzę, jak bardzo potrafią one zatruć wydawałoby się najbardziej proste codzienne problemy.
Dobra, przestaję już narzekać, wszystko jest O.K., no prawie O.K.
U mnie w mieszkaniu nie czuć wcale gorąca, jest nawet całkiem chłodno, zwłaszcza, gdy mam uchylone okno w pokoju i otwarte drzwi na balkon w kuchni. Dlatego wczoraj zdziwiłam się bardzo, jak jest gorąco na polu ( na dworze?). I znów ławeczki w parku były pozajmowane, dzieci swawolnie dokazywały wokoło fontanny pełnej malutkich, ślicznych kaczuszek, starsi grzali kości do słonka, siedząc na parkowych ławkach, młodzież też chętnie przeglądała jakieś książki ktoś tam (prócz oczywiście mnie) grał w Pokemony……
Oj całkiem przyjemny teraz mamy czas,  podobno jeszcze przez dłuższy czas ma być pięknie.
Telewizor na szczęście działa bez zarzutu, więc mogę go sobie oglądać do woli, ponieważ działa u mnie  Cyfrowy Polsat, więc mam programów : „skolko ugodno”, teraz oglądam sobie na przykład TVP Seriale, gdzie leci nieśmiertelny Czterdziestolatek. Fajnie ten serial sobie nawet po raz setny oglądnąć, jest to taki kultowy przecież serial. Żal mi tylko, że ten wspaniały odtwórca głównej roli Czterdziestolatka, Andrzej Kopiczyński jest tak poważnie chory, cierpi na chorobę Alzheimera i niestety nie bardzo zdaje sobie sprawę z rzeczywistością, która go otacza, pewnie nawet nie dociera do niego wiadomość, że jego ukochana żona  właśnie niedawno zmarła. Straszna jest taka choroba, chociaż może czasami jest lepiej nie z wszystkich faktów tak do końca sobie zdawać sprawę. No i oczywiście z  wielką przyjemnością  ogląda się znów wspaniałą, nieżyjącą już Irenę Kwiatkowską jako Kobietę pracującą, to była dopiero wyborna postać, niestety niezastąpiona, chociaż teraz kobiety też są pracujące, ale pewnie nie mają tyle wdzięku, który miała pani Irena.
Dzisiaj też będzie wesoło, bo zapowiedział się z wizytą u mnie Maciek z Rodzinką, pewnie dopiero przyjdą dopiero późnym popołudniem. Nie wiem tylko, czy Darka też przyjdzie, czy jest w Krakowie, czy w Zabrzu. Ale na pewno przyjdzie Ela i pewnie i Wiktoria, zobaczymy.
Ale nie mniej zapowiada mi się całkiem miła sobota, czego też i wszystkim życzę, tym bardziej, że jak już pisałam pogoda dzisiaj też dopisze.