Ale jestem z siebie dumna. przyszłam z pracy do domu, a tu na komputerze stacjonarnym nie mam internetu
Zła byłam, zaczęłam warczeć o tak…wrrrrrrrrrrrrrr….
No bo jakże to tak, dopiero mi podłączyli internet, tyle się na niego naczekałam i znów miała być klapa????
Nie pomogli mi w tym konsultanci z Orangu – a to dziady dopiero, nic nie wytłumaczą porządnie, tylko się od razu denerwują, nie wiedzą, że prawie każda baba, a ja już na pewno, są nie kumate w tej materii???Jedyne mi mogli zaproponować, to to, że przyślą mi do domu montera, ale tym razem musiałabym sama zapłacić za usługę, nie wiem czemu, skoro coś źle podłączyli??? Wściekłam się na nich, jeszcze nigdy w Orangu mi nikt tak nie dopiekł, zawsze byli tacy mili…. Nie pomógł mi też pan Józio, który opiekuje się moim komputerem, na odległość trudno jest ustalić tego przyczynę, a ponieważ wyjeżdża dzisiaj z samego rana, najwcześniej może przyjść do mnie w poniedziałek. W desperacji można wiele zrobić i dobrego i złego, ale ja pomyślałam trochę, poszperałam, zauważyłam, że skoro działa telefon podłączony do internetu, skoro mam internet w laptopie znaczy to, że coś z moim komputerem jest nie tak jak trzeba. A przecież rano działał jak należy.
Stwierdziłam, że to wina systemu, więc cofnęłam jego pracę o kilka godzin w ustawieniach (przywróć poprzednią sesję) i…zadziałało.
Prawda, że jestem genialna????
Ale niestety dzisiaj rano było to samo, jest dostęp do internetu, ale nie otwierały mi się strony, musiałam znowu cofnąć komputer do wcześniejszej daty. Prawdopodobnie padł system i bez pana Józia się nie obejdzie. Byleby tylko nie okazało się, że trzeba wymieniać płytę główną, bo znów poniosłabym koszty, a teraz tego troszkę miałam. Kupiłam nowy telewizor, teraz muszę wymienić zlewozmywak w kuchni, a w lotka jakoś ciągle trafić nie potrafię.
Ech te pieniądze, pieniądze!!!!! Rzeczywiście trzeba pomyśleć o rzuceniu palenia, bo to jednak spory wydatek w ciągu miesiąca, no i w mieszkaniu tak brzydko pachnie….., o zdrowiu nawet nie wspomnę.
Na razie nie mogę chyba wyłączać komputera, musi być cały czas na czuwaniu bo za każdym razem będzie zabawa z cofaniem systemu od nowa. Tylko i tak po koło 12-14 godzin sam się komputer wyłącza. Trzeba cierpliwie jednak poczekać do poniedziałku, może wtorku, aż wszystko pan Józio zobaczy, oceni i ewentualnie naprawi. Na razie musi być tak jak jest, muszę się trochę z tym problemem oswoić i troszkę pomęczyć. Kiedyś musi być przecież lepiej.
Wczoraj po raz pierwszy wracałam z pracy na nowe moje mieszkanko. Pilnowałam, żeby nie przegapić przystanku, ha, ha, spokojnie, nie musiałam znowu aż tak bardzo uważać, wysiadłam tam, gdzie potrzeba było opuścić autobus, potem przeszłam sobie przez Park w stronę mego domku, ale chwilkę posiedziałam jeszcze na ławeczce. To było piękne popołudnie, więc wszystkie ławki były pozajmowane, ludziska tłumnie wylegli, by łapiąc jeszcze ostatnie dni lata. No, ale w krótkim czasie przyszedł zmrok, park zaczął się wyludniać, więc i ja poszłam spokojnym krokiem do domku. Jakoś wczoraj nie miałam gości, więc całkiem spokojnie ( nie licząc perturbacji z komputerem) spędziłam wieczór. Tylko gdy przebudziłam się w nocy, jeszcze nie bardzo rozumiałam, gdzie jestem, to takie prawdziwe przyzwyczajenie jeszcze trochę potrwa. Zastanawiałam się, czy jestem na Smoleńsk, czy u Magdy w Modlnicy i wreszcie przyszło olśnienie, aha, jestem w swoim mieszkanku na Szymanowskiego !!!
Za to wspaniale mi się tu śpi, zaraz po nocnym powrocie z łazienki nie miałam żadnych kłopotów z ponownym zaśnięciem, a i wieczorem nie miałam żadnych kłopotów z zasypianiem. Widać nie ma tu żadnych prądów wodnych, zakłócających ncvny odpoczynek!
Wstał kolejny, piękny dzień. Jednak to słonko nie grzeje tak samo intensywnie jak w lecie, ale to może i lepiej, przyjemniej się spaceruj, gdy żar nie doskwiera.
Życzę miłego piątku i wspaniałego całego weekendu.













