troszkę inaczej

A dzisiaj jest  troszkę inaczej, moja Uleczko. Zamiast żywej róży – obraz z pięknymi różami we flakonie.
Tak bardzo mi się one spodobały, że nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, aby właśnie dzisiaj ten obraz wraz z pozdrowieniami i całusami prosto z Krakowa Tobie  ofiarować.
Co prawda nieco się już pogubiłam i nie jestem pewna, czy dzisiaj tutaj będziesz, czy nie, ale i tak ten obraz na Ciebie będzie w moim blogu czekał, mam nadzieję, że umieścisz go tuż obok flakonu z pozostałymi, poprzednimi różami. Bo przecież one na pewno tam stoją, przecież żadna róża ofiarowana Tobie przeze mnie nie mogła umrzeć, są nieśmiertelne i zawsze tak samo piękne, bo ze szczerego  serca Tobie ofiarowane.

A jednak jakiś znak, jakieś przesłanie na dzisiaj od Ulki dostałam 🙂
Wczorajszy dzień był jakby Dniem Imienin nas Wszystkich, bo każdy z nas ma swojego świętego patrona.
Dzisiaj jest Dzień Zaduszny, dzień , w którym czcimy pamięć Naszych Bliskich i modlimy się za Ich wieczne zbawienie.
To nic, że dzisiejszy dzień jest normalnym dniem pracy i tak wiele osób dzisiaj też będzie jeszcze odwiedzało groby swoich Bliskich i będą zapalane na grobach znicze.
Więc dzisiaj, z okazji tego Święta, pragnę zamieścić wiersz pana Kawusi. który napisał 31.10.2016.
Ten wiersz otrzymałam wczoraj w komentarzu, został przesłany mi przez Ulkę, której bardzo serdecznie dziękuję.
I chociaż nie ma z nami już pana Kawusi od ponad trzech lat, jednak Jego duch nadal gości w moim blogu.
Słyszę Jego szeleszczące w liściach kroki, chociaż zupełnie już innymi, niebieskim ścieżkami są one prowadzone.
I dzisiaj też staję w zadumie przy Jego grobie i odmawiam pacierz cmentarny za Jego duszę.
Niech więc ten Jego wiersz będzie częścią mojego pacierza, poświęconego panu Kawusi.

Listopadowe sumienie.
Wiatry przykryły niebo ołowianą chmurą ,
Cmentarz przytłoczony zaduszkowym modleniem ,
Dni te ponure , owiane smutkiem i zadumą ,
są listopadowym cmentarnym widzeniem ……

Idziemy wśród nagrobków i sosen strzelistych ,
Groby jak kurhany swym drugim wcieleniem ,
Ukryte wśród astrów i chryzantem złocistym ,
są listopadowym cmentarnym cieniem.

Liście już spadły , szeleszczą pod naszymi nogami ,
Mącąc miejsca gdzie duchów są schronieniem ,
Serce do tych co nas kochali i modlitwy do nich ,
są listopadowym cmentarnym pacierzem .

Stoimy nad grobami swych przodków w zadumie ,
Nad minionym ich życiem i ich wspomnieniem ,
Wraz z wiatrem niosącym zapach świerku i świecy ,
są  listopadowym cmentarnym sumieniem .

Nie wspomniałam w swoim wczorajszym wpisie o Osobie, która też wywarła bardzo duży wpływ na moją osobowość. Wspomnę więc dzisiaj o niezwykłej, wspaniałej i zupełnie niepowtarzalnej pani Marii Czubaszek, której trzeźwe spojrzenie na świat nie zawsze zyskiwało aprobatę wszystkich osób, przede wszystkim tej tak zwanej „prawicy”, ale trudno jednak było nie godzić się z Jej poglądami, a przede wszystkim z tą Jej niezwykłą pogodą życia, którą wprost emanowała. Bardzo wielki żal, pustkę poczułam po Jej odejściu, podobnie zresztą nie mogłam łatwo pogodzić się ze śmiercią wspaniałej dziennikarki, Janiny Paradowskiej, która nigdy nie ulegała żadnym presjom i zawsze mówiła prostym językiem to, co myślała o bieżących politycznych i nie tylko, sprawach. Naprawdę, wielką stratę ponieśliśmy my, zwyczajni Polacy  (w odróżnieniu od tych „Prawdziwych Polaków”), bo głos obu Pań był niejednokrotnie balsamem na zagubione myśli w plątaninie naszego obecnego życia.
Zresztą brakuje wielu wielkich, mądrych ludzi, których głos mógłby teraz przynieść otrzeźwienie dla tych, którzy nie mogą należycie rozeznać obecnej sytuacji, i dali zagnać się w ciemny kato – pisowski zaułek.
Nie rozumiem tylko, dlaczego Kościół zrobił się ostatnio tak bardzo pazerny i przez tą pazerność traci zdrowy rozsądek, popierając taką partię jak Pis.
Czy nie zdają sobie sprawy z tego, że są po prostu politycznie wykorzystywani, ale przy tym tracą swój prestiż i wiele osób przez to od Kościoła się odwraca? Tracą po prostu sens swojego przesłania, nie są dla Boga, dla ludzi, są tylko  sami dla siebie.
I im wcześniej to zrozumieją, tym szybciej znów będą mogli pełnić swoją posługę według prawdziwych, Bożych przykazań.

Deszczowo niestety rozpoczęła się ta środa. Przynajmniej dobrze, że przez weekend i wczoraj i przedwczoraj nie padał, można było odwiedzić cmentarze i spokojnie można było stanąć przy grobach Najbliższych i Znajomych.
Nie lubię listopada, na szczęście jest to bardzo krótki miesiąc i szybko na pewno zleci, zacznie się czas przygotowań świątecznych.
Dzisiejszy poranek jest „gospodarczy” – przyszła Renia i razem robimy porządki. I całe szczęście, że przyszła, bo kwiatki wyraźnie za nią się stęskniły, ale ona już się nimi odpowiednio zaopiekowała, teraz może przestaną mi ginąć. Musiałyśmy znaleźć inne miejsce dla Yuki, widać przyzwyczajona była do światła i wciśnięta w kąt wyraźnie marniała. Jak widać każdy, nawet kwiatki, lubią mieć swoje stałe , komfortowe miejsce pobytu. Nie jest to dobry czas dla roślin, bo nastąpił okres grzewczy, poza tym moje kwiatki wciąż przyzwyczajają się jeszcze  do nowego miejsca, ale teraz, szczególnie po troskliwej terapii Reni, na pewno wszystkie mi odżyją.
No to koniec laby, trzeba zabierać się za prace domowe, bo czas umyka, ale na szczęście dzisiaj pracuję dopiero popołudniu, więc troszkę tego  czasu jeszcze trochę  mi pozostało.
Życzę wszystkim udanej środy, pomimo, że aura nie jest zbyt korzystna, ale najważniejsze, gdy słoneczko w duszy nam  świeci.